Pierwszy księdzem chciał być -
poznałam miłość platoniczną.
Drugi zdjęcie mi dał -
z napisem „semper idem”,
poznałam miłość wzgardzoną.
Inni choć mówili „kocham”,
to poczułam gorycz porzucenia.
I tak upłynęło życie,
w którym kochałam
miłości nie zaznając.
Wyjęłaś te słowa wprost z mojej głowy, a raczej chyba serca lub duszy. Myślę i czuję tak samo. Jeden nie zwracał na mnie uwagi, a kiedy już zwrócił, było za późno. Drugiego odbiła mi "dla sportu" rzekoma przyjaciółka. Trzeci, jak się okazało, ożenił się ze mną "żeby uciec z domu".. Czwarty mawiał: "zawsze będę cię kochał", ale to "zawsze" trwało zaledwie nieco ponad rok. Piąty "rozwodził się z żoną", ale do dzisiaj się nie rozwiódł. Z perspektywy czasu widzę, że tak naprawdę nie kochał mnie żaden z nich. A pomniejsze zakochania i "związki" były tylko epizodami w moim życiu.
OdpowiedzUsuńNależymy do kobiet bardzo wrażliwych, może nawet przewrażliwionych i kierujemy się emocjami. Dlatego nasze związki były tak nieudane. Nie żałuję żadnego, bo każdy uczył mnie czegoś. Gdy dziś czytam na portalach informacyjnych, że ten czy ów rozwodzi się po 20-25 latach, to cieszę się, że mnie los zaoszczędził bólu i goryczy. Związki uczuciowo-cielesne zakończyłam w wieku 45 lat i choć samotność jest przykra, to nie daje rozczarowań drugą osobą. Dziękuję za bardzo szczery i osobisty komentarz. Pozdrawiam serdecznie.
UsuńMiłość niejedno ma imię, ale ciągle aktualne jest pytanie: jak rozpoznać czy to prawdziwa miłość do grobowej deski, czy tylko zauroczenie, czy uczucie przetrwa próbę czasu, choroby, wojny...
OdpowiedzUsuńKażdy z nas zna przykłady miłości do grobowej deski i one sprawiają, że miłość tak sobie cenimy. Moja matka i siostra, gdyby nie przedwczesna śmierć męża, udowodniłyby że miłość może trwać całe życie. Moja siostrzenica obchodziła w tym roku 25 lecie związku, dając dobry przykład swoim dzieciom. Życząc by związki w Twojej rodzinie przetrwały próbę czasu, pozdrawiam serdecznie.
UsuńPierwszy - był ode mnie lata świetlne starszy i się rozwodził. Ale ja w tym czasie oprzytomniałam z owego "zaczadzenia" i "zmieniłam barwy klubowe". Znaliśmy się raptem rok, gdy wpadliśmy na pomysł, że jeśli weźmiemy ślub i zamieszkamy razem to będzie ogromne zaoszczędzenie czasu i wygodniej - no po prostu para idiotów z nas była, nie mieliśmy mieszkania, on jeszcze kończył studia, oboje pracowaliśmy, ja byłam pewna, że "to się na pewno rozleci", ale rozwody są wszak dla ludzi, więc wzięliśmy ślub i.......razem przeżyliśmy bez problemu, bez kłótni 55 lat i dwa dni. Przez 10 lat nie mieliśmy własnego mieszkania tylko je wynajmowaliśmy, a na dziecko zdecydowaliśmy się w drobne 12 lat po ślubie.
OdpowiedzUsuńTwoje małżeństwo jest pięknym wzorem dla córki i wnuków. Dowodzi, że nie długość znajomości przed ślubem, stanowi o trwałości i szczęściu w związku. Życząc wielu lat w zdrowiu, przesyłam uściski.
UsuńByło tych miłości, było.. Ale moja pierwsza jest zarazem ostatnią, prawdziwą i do dzisiaj.
OdpowiedzUsuńNie każdy ma tyle szczęścia, by pierwsza miłość była tą prawdziwą i ostatnią. Nie zazdroszcząc, gratuluję i życzę wielu radosnych lat.
UsuńI ja.
OdpowiedzUsuńTwój komentarz jest tak enigmatyczny, że nie bardzo wiem do czego odnosi się, to Twoje ja. Do komentarza Livii, czy do mojego wyznania, że miłości nie zaznałam. Pozdrawiam.
UsuńGorzki ten wiersz i bardzo osobisty. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńJestem "uskrzydlona", bo to właśnie Oni wyrzucili Włochów z ME. Bardzo chciałabym żeby ten wyczyn powtórzyli z Francuzami, ale to byłoby za dużo szczęścia. Pozdrawiam.
UsuńPodobno kto ma szczęście w kartach - nie ma szczęścia w miłości. Może czas zacząć grać?
OdpowiedzUsuńNiestety, życie nie obdarza nas sprawiedliwie miłością. Tak już jest i nadzieja, że w drugim życiu będzie pod tym względem lepiej:)) Cóż szkodzi w to uwierzyć?
Tak się składa, że nie wierzę "w życie po życiu", ale nikomu nie zabraniam wierzyć. Dziękuję z odwiedziny i komentarz. Uściski.
UsuńIwono, nic nie sugeruję:)) Pocieszam Ciebie i Siebie też:)
OdpowiedzUsuńPrzysłowie powiada "kto gra w karty, ten łeb ma obdarty". Grywałam w brydża(uwielbiałam), w tysiąca i wojnę. Teraz mocuję się z komputerem w kierki. Znów przegrywam. Myślę, że jesteś tak silną osobowością, że nie potrzebujesz pocieszania. Do miłego...
UsuńKażda moja coś wniosła, każda nieudana była pewną lekcją z której czerpałam naukę, czego chcę i czego nie chcę. W tym temacie niczego nie żałuję :)
OdpowiedzUsuńTo tak jak ja. Zdobyta wiedza nie uchroniła mnie od błędów, ale podobno nie popełnia ich, ten kto nic nie robi. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam częściej. Pozdrawiam.
Usuń