Od wielu lat czas przed Bożym
Narodzeniem jest nerwowy, wywołujący frustrację, a nawet agresję.
Było to spowodowane tym, że ja nie radziłam sobie z porządkami
nawet w stopniu minimalnym, a syn odkładał te sprawy na ostatnie
dwa dni przed wigilią. W tym roku z jego strony zmiany nie było,
natomiast ja olałam wszystko koncertowo. Od początku grudnia
leżałam, bo biodro i pachwina bolały, a leków
przeciwbólowych nie mogłam zdobyć od lekarza pierwszego
kontaktu, bo wniosek do niego nie trafiał, zatrzymany przez pracowników rejestracji w przychodni.

Ponieważ bezczynna nie lubię być,
to postanowiłam zacząć robić serwetki w prezencie dla Jagi. Miały
być mereżkowane z haftem o świątecznych motywach. Przez 3 dni
wyciągałam z zapałem nitki, by przez następne robić mereżkę.
Już po zrobieniu pierwszej coś mi nie pasowało, ale nie umiałam
określić, co to jest. Po zrobieniu kilku następnych odłożyłam
robótkę i przerzuciłam się na szydełko, bo prezent miał
się składać z jednej rzeczy haftowanej i jednej szydełkowanej.
Postanowiłam zrobić kolczyki i broszkę. Żeby kolczyk był wypukły
obrobiłam najmniejszą z posiadanych bombek, ulubionym motywem
kwiatka. Wyszło coś nie nadającego się do niczego, więc sprułam
łączenie, wyjęłam bombkę, a kwiatki zostawiłam, do czasu aż
wpadnę na pomysł, czym wypełnić kolczyk, by był wypukły.
 |
| Tak wyglądać miał kolczyk po jednej stronie przed wypełnieniem |
Zabrałam się za robienie broszki ale i tu problemem okazało się
wypełnienie. Po kilku zmarnowanych dniach, odłożyłam i to.
Uznałam, że widocznie pomysł z serwetkami i „biżuterią” nie
jest dobry, jeżeli żadna z robionych rzeczy mi nie wychodzi.
 |
wzory wypełnienia,matowe z kordonka i świecące z ozdobnych
nici |
 |
| tył broszki z przyszytą agrafką jako zapięciem |
 |
dwa warianty przodu
broszki |
 |
broszka w wersji nie wypełnionej , skończy jako ozdoba
choinkowa w następnych latach |

Dla
relaksu postanowiłam zrobić ozdoby choinkowe-”czapeczki”, które
podpatrzyłam na blogu „Babcia
radzi.
http://babuni-blog49.blog.onet.pl/. Nie udawało mi się pokrojenie rolki po papierze toaletowym, czy ręczniku kuchennym na dwu centymetrowe obręcze, więc postanowiłam do tego wykorzystać tekturowe i plastikowe szpulki po kordonkach. Owe "czapeczki" wyszły bardzo małe, a jak wyglądają pokazuje zdjęcie.”
Tak upłynął mi czas niemal do
świąt. W przeddzień wigilii mój syn z dziewczyną poszli na
zakupy. Z częścią z nich ona poszła do domu, a on ruszył do
sklepów. Przechodząc po bazarze między zamkniętymi budami,
został zaatakowany od tyłu. Napastnik wbił mu nóż w udo
tuż pod pośladkiem. Gdy syn leżał na ziemi, zażądano od niego
pieniędzy, a jak próbował mówić, że nie ma , to
zagrożono poderżnięciem gardła. Kiedy mi to opowiadał kilka
godzin później, że bał się bardzo pierwszy raz w życiu,
to nadal był blady jak płótno. Na szczęście dla niego
pojawił się jakiś przechodzień i oświadczył, że wzywa policję.
Napastnik wraz z dwoma koleżkami, którzy stali na czatach w
pewnym oddaleniu, niespiesznie odszedł. Ów nieznajomy wezwał
pogotowie, które zabrało K.J do szpitala. Tam po dwóch
zastrzykach, serii badań czy naczynia krwionośne nie są
uszkodzone, wypuszczono go do domu. W kieszeni spodni znalazł
pieniądze na taksówkę, którą przyjechał do mojego
domu. Był wieczór i o zakupach nie było co myśleć. Zrobił
je w sobotni poranek, ale widać było, że dźwiganie utykając,
kosztowało go wiele wysiłku. Nie miałam sumienia kazać mu ze zranioną nogą wskakiwać na pawlacz by wyjąć choinkę i ją przyozdobić(co roku on to robił, bo jak ja się zabierałam za ubieranie drzewka, to albo biłam ozdoby, bo wypadały mi z rąk , albo rozczłonkowywałam choinkę, dawniej większą więc złożoną z dwóch części). Dlatego też na stole stanęły:na gorąco wymyślony stroik oraz Mikołaj.
 |
| w tym roku zamiast choinki |
 |
wiele lat temu Mikołaj zrobiony jako "otulina" butelki
|
 |
A to Mikołaj, którego dostałam w tym roku od "Azalii".
|
Ponieważ w wigilię synowa pracowała
do 16.00, a po powrocie zaczęła wymiotować, zarządziłam aby
oboje położyli się i odpoczywali, bo w takiej atmosferze, siadanie
do wspólnego stołu, mijało się z celem. Umówiliśmy
się, że kolację zastąpimy świątecznym obiadem następnego dnia.
W pierwszy dzień świąt dało znać o sobie skaczące ciśnienie,
które odpuściło w Trzech Króli. Ostatnie dwa tygodnie
były „bezrobotne” i musiałam jakoś przeżyć to przymusowe
lenistwo. Teraz znacie jeden z powodów mojego długiego
milczenia i na blogu i u Was.
Może to masochizm żeby pokazywać swoje nieudane "dzieło" sprzed lat obok tak perfekcyjnie wykonanego Mikołaja "Azalii", ale chciałam prezentem od mojej blogowej znajomej się pochwalić, bo na moją prośbę wykonała ona 7 innych, które powędrowały do moich znajomych(m.in. pracowników mojego banku), jako upominki gwiazdkowe. Nie czułam się bowiem na siłach zrobić czegokolwiek sama.
Zakończony 2016 rok nie był
udany, rozpoczął się utratą pracy przez młodych, moim
pogarszającym się zdrowiem,kulminacją była utrata zdolności
chodzenia. Po kilku miesiącach opanowałam wózek na tyle, że
po domu poruszam się swobodnie, jeżeli uda mi się przesiadka z
kanapy na wózek bez upadku. Często jednak nogi mi się
rozjeżdżają w pozycji pół stojącej i wtedy ląduję na
podłodze. Ostatni taki przypadek miał miejsce kilka dni temu w
środku nocy i 4 godziny, zajęło mi wdrapywanie się na kanapę.
„Wyczyn" ten tak mnie zmęczył, że przespałam potem pół
dnia. Na szczęście 21 grudnia udało mi się dostać do lekarza
pierwszego kontaktu, który przepisał mi leki przeciwbólowe,
dlatego też gdy bardzo boli, mogę się poratować.
Czy nadchodzący rok będzie
lepszy? Po ilości życzeń jakie otrzymałam powinnam być zdrowa
jak koń, bogata jak Midas i szczęśliwa jakbym wygrała w Totka.
Kocham życie tak bardzo, bo to w nim jest właśnie najpiękniejsze,
że nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Osobiście i
rodzinnie miałam nieudane święta i Sylwester był przed
telewizorem. Jednak przed świętami syn wyjął ze skrzynki dwie
opasłe koperty z życzeniami od „właścicieli” zakładek i
jedną mniejszą(jakież było moje zdziwienie, gdy w miejscu
„adresata” zobaczyłam własny charakter pisma) z prezentami
gwiazdkowymi od autorki bloga „Szydełko Kiry”. Po świętach
odebrał z poczty paczkę z kolejnym prezentem, tym razem od Jagi.
Poczułam się nieswojo, bo to przecież ja miałam obdarować Ją, a
stało się odwrotnie. Prezent był jednak tak fajny i nieoczekiwany,
że szybko zapomniałam o swojej niesłowności. Te wszystkie
wspaniałości pokażę na zdjęciach w następnym poście, bo
zasługują na szczególne potraktowanie.
Do miłego zobaczenia, mam nadzieję
już wkrótce.