.jpg)
Wiosna,
to moja ulubiona pora roku. Nie jest tak upalnie jak latem, tak
deszczowo jak jesienią i mroźnie oraz ślisko jak zimą.
Przygrzewające słońce sprawia, że trawa się zieleni, kwitną
drzewa, krzewy i najpiękniejsze kwiaty. Jednym słowem, człowiekowi
chce się żyć. Poza tym podobno wiosna, to czas, w którym
zakochujemy się chętniej niż w innych okresach roku.
Nie
mogłam, nie przywitać wiosny postem. Ponieważ
w moich ostatnich postach dużo było poezji, to pomyślałam, że
ten będzie zawierał opisy wiosny w utworach prozatorskich. Pojawił
się jednak problem, nie lubiłam czytać opisów przyrody. Gdy w
jakiejś lekturze się pojawiały omijałam je. Nie pamiętam, w
których miejscach fabuły takich książek jak: „Noce i dnie”,
„Nad Niemnem”, mogłabym ich szukać. Nie mam tych tytułów w
swoim księgozbiorze, a zatem nie było sposobu, by je przewertować.
Pozostawały mi inne. Przywoływanie wiosny okazało się trudniejsze
niż sądziłam, bo autorka bloga Urocznica.pl wyprzedziła mnie z
pomysłem. 11 kwietnia 2025 roku zamieściła bardzo ciekawy post
zatytułowany „Wiosna w prozie polskiej”. Znalazły się w nim
cytaty z : S. Żeromskiego("Ludzie bezdomni”, „Przedwiośnie”),T.
Dołęgi-Mostowicza(„Prokurator Alicja Horn”, „Kariera Nikodema
Dyzmy”), B.Schulza „Księga listów”, Wł.S.Reymonta
(„Chłopi”), B.Prusa („Lalka”), L.Tyrmanda(„Tyrmand
warszawski”), M.Hłasko( „Szukając gwiazd i inne opowiadania”),
J.I.Kraszewskiego („Pułkownikówna”).
Chcąc
jednak wykorzystać sam pomysł „Wiosna w prozie”, na który
wpadłam nie wiedząc, że ktoś już o tym pisał, wsparłam się
stronami „Wolne lektury”. Przejrzawszy 24 strony wyszukałam
autorów, których książki kiedyś czytałam.
Z
twórczości Marii Konopnickiej, poza „Rotą” pamiętam „Naszą
szkapę” i „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, bo były to
obowiązkowe lektury szkolne. Oto jak wiosnę widziała poetka
„A
wtedy od południowego stoku wzgórza wyszła piękna dziewica,
trzymając ręce wzniesione nad ziemią i błogosławiące. Bosa
szła, a spod jej stópek błyskały bratki i stokrocie; cicha szła,
a dokoła niej dźwięczały pieśni ptasze i trzepoty skrzydeł;
ciemna była na twarzy, jak ciemna jest świeżo zorana ziemia, a
gdzie przeszła, budziły się tęcze i kolory; oczy spuszczone
miała, a spod jej rzęsów biły modre blaski.
To
była wiosna.
Szła
tak blisko Koszałka-Opałka, że go trąciła jej lniana szatka,
ciepłym tchem wiatru owionięta; i tuż przy nim zapachniały
fikołki, przytulone równianką do jej jasnych włosów. Ale uczony
kronikarz tak był zajęty obliczaniem: jak, kiedy i którędy wiosna
ma przybyć na świat — że zgoła jej przejścia nie widział.
Pociągnął tylko długim nosem woń słodką, ulotną i pochylony
nad swą wielką księgą, pilnie zapisywał to wszystko, co mu z
rachunku wypadło.”

„Król
Maciuś Pierwszy”, to powieść Janusza Korczaka, którego
podziwiałam za działalność społeczną, ale przede wszystkim za
postawę moralną. Przytaczam fragment książki „Koszałki Opałki”
z 1905, która była wydana w wydawnictwie Jakuba Mortkiewicza.
„Jest
w duszy ludzkiej jedna srebrna struna, na której jeden mistrz tylko,
jedną pieśń doroczną wygrać potrafi. Mistrzem tym jest Wiosna;
pieśnią tą jest Miłość…
Siedziałem
na ławce w alejach i patrzałem na pękliwe główki zielonych
świeżą, jasną zielenią — listków. Patrzałem na żwawą
krzątaninę ludzi i ptasząt — i taka rzewność opanowała mą
duszę, że pragnąłem ucałować wróbelki i ludzi…
Może
ja to nie dość poetycznie opisałem, bo to nie moja specjalność,
w każdym jednak razie czułem wielką życzliwość dla wszystkiego,
co żyje i rusza się na świecie… ”

Nie chciałam powoływać się na „Chłopów” Wł. S. Reymonta, a
innej równie znanej powieści „Ziemia obiecana” nie miałam w domowym księgozbiorze,
znalazłam utwór „Dwie wiosny”
(włoska)
„Wiosna
nadchodziła.
Czekałem
cierpliwie sił i rozmarzałem się cudami, jakie czekały na mnie
tam — za ścianami hotelu, w polach i gajach Sorrenta.
…Czasami
rzucono mi okwieconą gałęź brzoskwini;
…to
bukiet liliowych dzikich lewkonii, których namiętny zapach
przynosił mi wiatr od skał wybrzeżnych;
…albo
wyblakłą, zimną purpurę dogasających kamelii;
…lub
długie pędy migdałów o krwawych kwiatach jakby skąpanych w
zorzach zachodu;
…a
czasami pęk złotych kul pomarańczowych.
I
wtedy izba moja, smutna i zimna, rozświetlała się barwami i kwiaty
śpiewały mi o wiośnie, o bliskiej, utęsknionej wiośnie.
(polska)
A ten wiośniany cud trwał i potężniał jeszcze.
Zaszumiały grusze na rozłogach i deszcz kwietnych listków sypał się na trawy i chwiał na źdźbłach jak motyle.
A słońce podniosło się wysoko — było już na dwa, już na pięć chłopów i rozświetliło, rozzłociło świat cały.
Zapachniały sady podobne do kwietnych obłoków, zapachniały pola zielone, zapachniały łąki całe w kwiatów przepychu, zapachniała ziemia wczoraj zorana — i rozdzwonił, i rozśpiewał się naraz świat barwami, życiem, radością, uniesieniem.
Wiosna śpiewała swój hymn triumfu milionami głosów i szła przez ziemię barwna, radosna, dobroczynna i święta.
Czas
przedstawić autorów obcych. Książkę Kenneth'a Grahame'a „O czym szumią wierzby”
czytałam bardzo dawno temu. Do mojego księgozbioru trafiła
najprawdopodobniej w czasach, gdy byłam bibliotekarką czynną
zawodowo i kupując książki do biblioteki, którą prowadziłam,
zaopatrywałam się także w pozycje na użytek prywatny. Powędrowała
ona wraz z innymi książkami literatury dziecięcej, do dzieci Magdy
B, blogerki którą poznałam w czasie gdy prowadziłam blog „Moje
hobby to życie”(2009-214).
„Kret
pracował zawzięcie przez cały ranek, robił wiosenne porządki w
swoim mieszkaniu. Najpierw zamiatał, potem odkurzał, a później
dopóty się wspinał na drabinę, na schodki i krzesła z kubłem
farby i pędzlem, aż mu kurz zasypał oczy i gardło, a czarne
futerko pełne było białych plam od wapna; plecy go bolały,
ramiona opadały ze zmęczenia. Tymczasem tam w górze i w ziemi
otaczającej Kreta panował wiosenny ruch. Boski duch niepokoju i
tęsknoty przenikał nawet do jego ciemnego, niskiego domku. Nic też
dziwnego, że rzucił nagle pędzel i wykrzyknął: „Nudziarstwo! A
niech tam! Pal licho wiosenne porządki!”, po czym wybiegł z domu,
zapominając nawet wziąć palto. ”

Selmę Lagerlöf
poznałam
w czasie lektury książki „Cudowna podróż”. Niestety „Legenda
starego dworu”, której fragment odnoszący się do wiosny,
przytaczam, nie jest mi znana.
„ Zdawało
jej się, że już kiedyś czekała na wiosnę. Każdy dobrze zna to
uczucie, gdy się wyczekuje wiosny. Ale teraz dziewczyna wiedziała,
że żadna nie była przez nią równie wytęskniona jak ta. Och nie,
nie śmiała tych poprzednich razów nazywać tęsknotą!
Dawniej
czekała na zielone liście i zawilce, na piosenkę drozda, na okrzyk
zazuli. Nie było to nic innego jak zwykła dziecinada. Nie tęskni
za wiosną ten, kto myśli tylko o jej urodzie. Podnieść i ucałować
pierwszą kępę trawy, co wystaje spod śniegu. Zerwać pierwszy
skulony liść pokrzywy, żeby tylko oparzył i zaświadczył, że
nadeszła wiosna.”
W czasach PRL-u książki obcych autorów miały swoje okresy popularności i na dane tytuły czytelnicy polowali w bibliotekach, dzięki zapisom. Obok takich tytułów jak: "Ja Klaudiusz", "Klaudiusz i Mesalina", "Stąd do wieczności", "Pogoda dla bogaczy", wyczekiwano na D.H. Lawrance'a "Kochanek Lady Chatterley"( Tłum. Aleksandra Sekuła, Marceli Tarnowski). Nie mogę sobie przypomnieć w którym roku ją przeczytałam.
„W
lesie były wszystkie kwiaty, także pierwsze hiacynty niby
niebieskie kałuże stojącej wody.
— Rację
masz, pięknie tu jest — rzekł CIifford. — Nad podziw pięknie.
Cóż może być w istocie piękniejszego od angielskiej wiosny!
Angielska
wiosna! Dlaczego nie irlandzka? Albo żydowska? Fotel posuwał się
wolno naprzód, obok kępek hiacyntów leśnych, sterczących niby
kłosy pszenicy, po liściach łopianu. Kiedy wyszli na wolną
przestrzeń, gdzie drzewa były wyrąbane, światło wdarło się
niemal zbyt jaskrawe, a hiacynty tworzyły tu i ówdzie powierzchnie
o jasnobłękitnej barwie, przechodzącej w fiolet. Paprocie wznosiły
swoje brunatne, kędzierzawe główki, niby miliony młodych wężów,
pragnących szepnąć Ewie nową tajemnicę.
Clifford
nie zatrzymywał motoru, aż przybyli na szczyt; Connie szła za nim
powoli. Pąki dębów otwierały się miękkie i brązowe. Wszystko
wynurzało się delikatnie ze starej, twardej skorupy. Nawet sękate,
surowe dęby stroiły się w mięciutkie, młode listowie,
rozpościerały w świetle brunatne lotki niby młode skrzydełka
nietoperzy.”
Czy w waszej pamięci są książki, które zawierały opisy przyrody? Czytaliście je, czy tak jak ja omijaliście? Życzę wszystkim czytającym notkę, by wiosna była piękna - kwitnącymi kwiatami, radosna - śpiewem ptaków i dzięki coraz mocnej przygrzewającemu słońcu - zdrowa. Miłosnego zauroczenia także życzę, bo może przerodzi się w miłość? Jak śpiewał Seweryn Krajewski "Wielka miłość nie wybiera. Czy jej chcemy - nie pyta nas wcale..."