poniedziałek, 19 lipca 2021

SYN

                                      

 Śpiewałam ci kołysanki

żebyś miał pogodne sny.

Czytałam ci bajki

abyś wierzył w piękny świat.

Mijały lata, dorosłeś.


A ja

nie umiem z tobą rozmawiać

i nie rozumiem

czemu jesteś jak obcy.  


W labiryncie życia

zaginął chłopiec

z bujną, jasną czupryną.


Może śpisz

choć śnią ci się koszmary,

a może wędrujesz 

jak błędny rycerz

w nieznanej mi bajce.


   Synowi, który był "oczkiem w głowie",  z okazji 37 Urodzin życzę by spełnienił najskrytsze marzenia.







piątek, 9 lipca 2021

SPEŁNIONE MARZENIE !

 WYSZŁAŚ Z KOKONU NIEMOCY

ZBURZYŁAŚ MUR BEZNADZIEJNOŚCI.

UWIERZYŁAŚ, ŻE  NADZIEJA,

TO NIE TYLKO WYRAZ W SŁOWNIKU.

I

UŁOŻYŁAŚ 

"Katalog cnót niemodnych".

Niestety nakład wyczerpany.Informację o tym tomiku znalazłam na http://www.krywaj.pl/sklep/.

KRYWAJ - WYDAWNICTWO ISTNIEJĄCE OD 2011 ROKU, KTÓREGO WŁAŚCICIELKĄ JEST KRYSTYNA WAJDA.(https://www.facebook.com/Firma-KryWaj-Krystyna-Wajda-Koszalin).

 Domyślam się, że to właśnie ta Pani przyczyniła się do uszczęśliwienia Katarzyny i pomogła w spełnieniu marzenia.   

 Z pomocą 6 przyjaciół autorka zbiera środki na kolejny tomik.(https://zrzutka.pl)

Oby i to przedsięwzięcie miało szczęśliwy finał.

   Gratuluję Kasi spełnienia marzenia, 
by tomik własnej poezji mogła postawić na półce.
    Krystynie Wajdzie życzę, 
by intuicja przy wyborze autorów i tytułów 
nigdy Jej nie zawiodła, 
a nakłady zawsze sprzedawały się w całości. 

poniedziałek, 24 maja 2021

WYSPY SZCZĘŚLIWE

           A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,

         wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
         ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
         we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

    Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
    rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
    dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
    myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

      (Konstanty Ildefons Gałczyński „Prośba o wyspy szczęśliwe”)


       Kiedy na blogu Gabrieli Kotas przeczytałam o pomyśle zaproszenia kilku kobiet na bezludną wyspę, potraktowałam sprawę dosłownie. Myślałam, że kobiety skrzyknęły się,wybrały jakieś ustronne, sympatyczne miejsce i tam się spotkały. Od czasu poruszania się na wózku nie opuszczam mieszkania, wiedziałam że taka eskapada byłaby dla mnie niemożliwa. Kiedy jakiś czas później okazało się, że podróż odbyła się za pomocą maili i komunikatora zrobiło mi się trochę żal.

                                                         

       Kilkanaście dni temu dostałam  książkę zatytułowaną „(Bez)ludna wyspa”, w której autorka przedstawia historie 8 niezwykłych, silnych i uroczych kobiet. Jest to pozycja niewielka, bo licząca 107 stron ale nie da się jej przeczytać ciurkiem. Wyznania kobiet zawierają się w rozdziałach, każdy poświęcony jest innemu tematowi. Uczciwie przyznaję, że taki układ tekstu trochę mi „przeszkadzał”, ja każdy rozdział poświęciłabym jednej konkretnej osobie, która opowiedziałaby o dzieciństwie, marzeniach, pierwszej miłości, klęskach, kolejach losu. Rozwiązanie zaproponowane przez autorkę sprawiło, że po przeczytaniu danego rozdziału nie pamiętałam jakie było dzieciństwo pierwszej, czwartej czy następnych uczestniczek. Książka bowiem naładowana jest taką ilością informacji,że trudno wszystko spamiętać. W każdej opowieści jest tak duża doza emocji,że udzielają się one czytelnikowi. Mnie bardzo mocno. Dlatego czytałam ją na raty. Co więcej, by móc odpowiedzieć sobie na pytanie,do której z niewiast jest mi najbliżej, po kilku dniach przerwy przeczytałam książkę powtórnie. Po pierwszym czytaniu nie umiałabym o bohaterkach powiedzieć nic więcej jak tylko to, że są wspaniałe, dzielne i niepowtarzalne.  No i przede wszystkim odważne, bo nie każdy zdobyłby się na to, by tak szczerze opowiadać o sobie i swoim życiu.

       Wiedziałam, że o książce napiszę na swoim blogu i to nie tylko dlatego, że Gabriela Kotas mi ją podarowała, ale przede wszystkim dlatego, że opowiedziane historie, to życiorysy wspaniałych kobiet, które warto poznać. To relacja z życia bez ubarwień i blichtru.

        

      

       Wielkie wrażenie zrobiła na mnie opowieść Marii, która choć najstarsza w grupie, tryska energią i optymizmem. Czytając każdy fragment Jej wypowiedzi mówiłam sobie w duchu, „to niesamowite”, wprost niewiarygodne. Wychowała dzieci i trójkę wnucząt, gdy Jej córka zmarła w bardzo młodym wieku. Żaden rodzic nie chce przeżywać takiej chwili. Jej świat się zawalił, a mimo to znalazła siły by sprostać zadaniu jakie wyznaczył los. Jest to kobieta nie tylko waleczna i o bardzo silnym charakterze, ale o ogromnym poczuciu humoru, o czym świadczyć mogą punkt 2 i 4 na liście rzeczy, które postanowiła zabrać na bezludną wyspę:

    1. leki(zabierały je wszystkie panie)

    2. wędka-na podobny pomysł wpadła Joasia, tyle tylko, że ona chciała zdobywać pożywienie za pomocą sieci rybackiej.

    3. Pismo Święte-inne kobiety też zabierały książki, Joanna aż cały wór, nie wymienia jednak autorów czy tytułów. Natomiast Dorota wzięła „Potęgę teraźniejszości”, bo jak twierdzi zmieniła dzięki niej swoje życie. Może uznała tę lekturę za talizman przynoszący szczęście także na wyspie.

    4. sprzęt do czyszczenia protezy zębowej-zastanawiałam się czy był w zestawie także „Protefix”, bo higiena jamy ustnej to jedno, ale trudno się je czy rozmawia gdy zęby się ruszają.

    5. przyprawy i sprzęt do owoców morza-nie jadam takich rzeczy, więc ja w to miejsce pewnie zabrałabym maszynkę do masażu i baterie.

    6. różaniec

    7. parasol przeciwsłoneczny-na podobny pomysł wpadła Ewa, która przed słońcem chciała się skryć pod dużym słomkowym kapeluszem. Najwidoczniej panie liczyły, że pogoda będzie bezdeszczowa, bo żadna nie wymieniła parasola na deszcz, który mógłby także pełnić rolę przeciwsłonecznego.

       Inne panie miały w swoim bagażu również ciekawe przedmioty. Najbardziej praktyczna zdawała się być Jowita, która oprócz ciepłego koca, na którym można usiąść przy ognisku lub się nim otulić, gdy wieczór zimniejszy, wzięła siekierkę. To mogło się okazać zbawienne, bo na żadnej liście nie zauważyłam noża, chyba że był on wśród naczyń jakie zabrała ze sobą Joanna lub towarzyszył kociołkowi i chochli, o których pomyślała Aurelia. Ona też wzięła najoryginalniejszą rzecz jaką był szamański bęben Djemble. Niektóre z nich zabrały notatniki i przybory do pisania. Papier i długopisy się przydały, bo zapisano na nim wspaniałe opowieści. 

       Najsmutniejsza, ale bardzo bliska memu sercu, wydała mi się opowieść najmłodszej uczestniczki 35letniej Joasi. Zaglądam na Jej blog i podziwiam hart ducha. Pomimo choroby, z którą się zmaga, udziela się charytatywnie. Twierdzi, że odnajduje w tym radość, szczęście i sens życia. Wierzę, że tak jest, ale czasami trzeba pomyśleć o sobie. Zdanie "kiedy w życiu pojawia się choroba, szpital, nie ma czasu na chwile zapomnienia i randki", zasmuciło mnie i miałam ochotę krzyczeć, że to nieprawda.Jestem kaleką od urodzenia, mam prawie dwa razy tyle lat, co ta młoda dzaiewczyna i wiem, że w przerwach między operacjami, szpitalami i sanatoriami można szukać miłości i dążyć do jej zdobycia. Jest czas na czucie "motyli w brzuchu". Przede wszystkim jesteśmy ludźmi, mamy prawo kochać i pragnąć by nas pokochano. Mamy prawo marzyć by założyć rodzinę. Trzeba tylko się odważyć  by poszukać swojej drugiej "połówki". Jest to trudniejsze niż w przypadku ludzi zdrowych, ale w pełni możliwe i realne. Choroba jest zmorą(Joasia nazaywa ją towarzyszką), ale to nie znaczy, że ma nad nami dominować. Mam nadzieję, że poznanie tych kobiet(niektóre zmagają sie z ciężkimi chorobami), pomoże Joasi odnaleźć w drugiej połowie życia "przebudzenie serca", nie tylko w tych momentach, które sama wskazała.

       Gabriela Kotas na tylnej okładce napisała, że niektóre kobiety zmieniły swoje imiona, moim zdanie zupełnie niepotrzebnie, bo niejeden chciałby się podpisać pod ich tekstami. Wybór tak rzadkich imion jak Aurelia i Jowita dowodzi, wielkiej wyobraźni, a jednocześnie przypomina, że kiedyś były one bardzo popularne.

      Książka jest wzruszająca i mam nadzieję, że gdy dojdzie do spotkania pań w realu, to powstanie druga część, którą autorka już zapowiada. Jestem rada, że poznałam opisane kobiety i ich losy. Mam nadzieję, że Joasia nauczy się od tych kobiet pewności siebie, wiary we własne siły, walki o szczęście osobiste, a nie tylko wynikające z pracy na rzecz innych, z posiadania grona oddanych przyjaciół. Pozostałym kobietom życzę by nadal czuły się zakochane, spełnione, szczęśliwe w swym pociągu życia.

    Gdyby odeszły w siną dal dolegliwości spowodowane Reumatoidalnym Zapaleniem Stawów,zapewne jak ręką odjął odeszły by również zły nastrój i tęsknota za normalnością”. (Joasia)

    „ Doktorku-cofamy licznik i wtedy marzenia do spełnienia same się znajdą. Człowiek przecież nie dostaje od losu więcej niż jest w stanie unieść. To prawda, że na pewnym etapie swojego życia człowiek zostaje w swoim własnym towarzystwie. Nie narzekam. Mogę robić to co kocham, bo mam swoje pasje, na które kiedyś nie było czasu(w pandemii jest to szycie maseczek). Lubię też w samotności odpocząć od tłumu. Moją energią ciągle jestem w stanie obdarować młodsze pokolenia i zawsze jeszcze służyć pomocą”(Maria).

    „ Nie mogę pozwolić sobie na załamywanie rąk. Z szacunku dla moich dzieci, najbliższych i siebie samej”. Dotarło do mnie, że wcale nie jestem skazana na życie w samotności. Przecież jestem dobrym człowiekiem, pragnącym tylko przeżyć życie z godnością i miłością.”(Aurelia)

    Napełnienie serca miłością do samej siebie. Tego mam o wiele za mało.”(Jowita)

    Nosiłam w sobie sporo swoich i nie swoich win”(Ewa)

    Mój pociąg często jechał albo stawał bez mojej zgody i wiedzy. Decydowali o tym inni. Ja miałam tylko przytakiwać i zacisnąwszy usta i pięści, starać się, żeby tylko było dobrze. Lecz komu? Na pewno nie mnie. A przecież przez długi czas na to pozwalałam. W pewnym momencie zrobił się taki chaos, że mój pociąg się wykoleił. Długo zeszło na naprawę i renowację zarówno pociągu jak i torów. Za to teraz jedzie bez większych problemów, a gdy się pojawiają, szybko je rozwiązuję. Mój pociąg jest przestronny i radosny, otwarty na nowe doznania, pełen optymizmu i nadziei.” (Ania)

    Do mojego pociągu wsiadają nowi ludzie, inni wysiadają, ale to ja jestem maszynistą, kierownikiem i konduktorem tego składu. To ja ustalam emocjonalną trasę, którą chcę podążać.”(Dorota)

    To nie od liczby pasażerów, którzy dosiadają się na kolejnych stacjach, zależy jakość naszej podróży. Ważny jest bagaż, który zabieramy ze sobą, spokój ducha, by nie bać się kolejnych przystanków, dobry wzrok i otwarte okna.”(Joanna)

       Wybrane cytaty mówią nie tylko o autorkach ale przede wszystkim o tym, co zawiera książka zatytułowana „(Bez)ludna wyspa”. Miejsce, w którym snute są opowieści, to nie samotny skrawek lądu otoczony bezkresem wody. Ta wyspa tętni życiem, jest ono czasami naznaczone bólem i cierpieniem, czasami odbudowane ze zgliszczy, ale jest. Jak napisała Joasia „Cieszmy się życiem. Mamy je jedno” .

       Z ogromną przyjemnością poznałam te kobiety i mam nadzieję, że Ich życie teraz będzie takie jakie same chcą by było. Polecam zarówno kobietom jak i mężczyznom tę niepozorną książeczkę, która ma w sobie moc dawania nadziei, że najgorsze chwile też mijają, że choroba choć jest uciążliwością nie jest wyrokiem.

        Dziekuję autorce i Jej towarzyszkom, za chwile wzruszeń, refleksji, optymizmu i uśmiechu. Oby Wasze marzenia o dalszym ciągu "magicznych chwil" spełniły się już wkrótce.

       

    Daj światu swoje piękno

    pomimo

    że ktoś może uważać inaczej

    Znajdź oczy

    w których zobaczysz

    siebie w całym majestacie

    piękna i mądrości

    W inne nie warto zaglądać

    wierz mi”

    (Gabriela Kotas 8.03.2017)

    środa, 5 maja 2021

    KIEDY WIOSNA BUCHNIE MAJEM



       Maj zawsze był moim ulubionym miesiącem, bo wtedy nie było już przeplatania marcowego, ani garnca kwietniowego. Były moje ukochane konwalie i moje imieniny. W zeszłym roku nastanie pandemii sparaliżowało mnie tak bardzo, że maj przeszedł niezauważenie, a ja czekałam na koniec tego wszystkiego, co tak przerażało. Niestety nowy rok nadal charakteryzuje się walką z wirusem, ale szczepienia dają ludziom nadzieję. Postanowiłam, że ten maj powitam piosenką, która chwali ten najpiękniejszy moim zdaniem miesiąc. Właśnie trwają matury, w tym roku przystąpił do niej wnuk mojej siostry-Dominik. Trzymam kciuki za niego i za innych. Maj to także miesiąć zakochanych, więc niechaj im dzieje się jak najlepiej. Nam wszystkim życzę, aby wiosna wreszcie "buchnęłą", a wszechmocne słońce zawsze świeciło na niebie. 


    Powodów zawsze mamy dosyć

    Tak jak długi rok, jak długi rok

    Czy sierpnia skwar, czy styczeń ostry

    Powód jest o krok, tak jest o krok

    Jest o krok, tak jest o krok

    Lecz gdy wiosna buchnie w pełni

    Te powody najzupełniej,

     Najzupełniej zbędne stają się

    To majowe słońce sprawia,

    Że nie trzeba nas namawiać

    Że naprawdę w maju to już nie

    (to już nie, to już nie, naprawdę już nie)
    (Andrzej Bianusz, Antoni Kopf, Partita)

    https://www.youtube.com/watch?v=S8HatzCFjdM

    I wtedy przyszedł maj

    Zamieszał w moim sercu

    Zgubiłam cały żal

    Poczułam co to szczęście

    Tylko szczęście

    Całe szczęście

    Tylko szczęście

    (Marek Kościukiewicz,Robert Janson, Varius Manx)

    https://www.youtube.com/watch?v=KOOuId16P9E



    Oj, za dzień matura (Ojejku, co to będzie!),

    Za godzinę,

    Już niedługo, coraz bliżej,

    Już za chwilę.

    I co dalej?

    Znów za rok matura,

    Za rok cały,

    Już niedługo, coraz bliżej,

    Za rok cały...

    Już niedługo, coraz bliżej, (lecz)

    Za rok cały!)

    (Jerzy Kosela, Krzysztof Klenczon, Czerwone gitary)

    https://www.youtube.com/watch?v=8g7la8uqfRU



    To był maj,

    pachniała Saska Kępa

    szalonym, zielonym bzem.

    To był maj,

    gotowa była ta sukienka

    i noc się stawała dniem.

    (Agnieszka Osiecka, Katarzyna Gaertner, Maryla Rodowicz)


    https://www.youtube.com/watch?v=TjRpORufCpg



    Najtkliwiej, najczulej 

    i wzruszeń najwięcej

    I wiele innych naj

    Najłatwiej oddychać, najmocniej drży serce

    Gdy przyjdzie miesiąc maj

    (Ludwik Górski, Jerzy Wasowski, Dana Lerska)


    https://www.youtube.com/watch?v=RAvdBr-mfxM




    To chyba maj

    Kto po łąkach się błąka

    Pomylony , zielony

    I narwany jak dziki bez

    Kto to taki , co ptaki

    Do śpiewania nakłania

    Jak odgadnąć mam kto to jest ?

    Kto nas objął melodią

    Zaczarował od nowa

    Świat odmienił w stubarwny fresk

    Kto nad miastem pierzaste

    Chmurki dosnuł nam do snu

    Jak odgadnąć mam , kto to jest?

    (Jerzy Ficowski, Anna German(kompozytor i wykonawca)

    https://www.youtube.com/watch?v=7WdUtR4IgPk



    I znów księżniczka Anna spadła z konia.

    To znak, że przybył nasz kolega Maj.

    Pozieleniały włosy drzew

    i wieczorami słychać śpiew,

    i w zimnych draniach już cieplejsza krąży krew.

    (Agnieszka Osiecka, Jan Ptaszyn Wróblewski, Ewa Bem)

    https://www.youtube.com/watch?v=9Y1mI0BGpRw




    To był maj

    Szalona wiosna przywitała nas

    Prostym rytmem, rytmem naszych serc

    Bosko czułam się, o tak

    (Beata Kozidrak, Piotr Bielecki, Bajm)

    https://www.youtube.com/watch?v=ootNCEu551w




    Za majem maj,

    dzień po dniu, dzień po dniu

    Przemija świat w kurzu dróg, z echem słów

    Za rokiem biegnie rok obok nas i w nas

    Wszędzie płynie czas

    (Andrzej Jastrzębiec Kozłowski, Marian Zimiński, Grupa ABC)

    https://www.youtube.com/watch?v=-HrHbjicbLE

                                                                                                   
     Nasz pierwszy wspólny maj                                                             Obłok białych gołębi
    Nasz pierwszy wspólny maj
    Świeża zieleń i błękit
    Nasz pierwszy wspólny maj
    Pozostanie w pamięci
    O-o, nasz pierwszy maj
    Pierwszy wspólny maj

    (Andrzej Jastrzębiec Kozłowski, Adam Hetman, Andrzej Tenart)

    https://www.youtube.com/watch?v=QJnKOaqvYOM

    W zadymionych kawiarniach śródmieścia,

    odgrodzeni szybami od zmierzchu,

    zapatrzeni na siebie bez reszty,

    zakochani czekają na maj!

    Barwny tłum biegnie gdzieś po chodnikach,

    hałas miasta się miesza z muzyką,

    tylko im się nie śpieszy donikąd,

    zakochani czekają na maj!

    (Andrzej Jastrzębiec Kozłowski;Janusz Kempski, I.Santor)

    https://www.youtube.com/watch?v=eHf0fYdC2J4



    Ale nie martw się, dziewczyno,

     nie warto się smucić, 

    dni zimowe szybko miną, 

    wiosna majem wróci, 

    dni zimowe szybko miną, 

    wiosna majem wróci, 

    wiosna majem wróci!

    (Helena Komorowska, Maciej Kossowski,Filipinki)

    https://www.youtube.com/watch?v=9zxoPxAPx5Q


    Mam nadzieję, że te piosenki wprawią Was w dobry nastrój, którego życzę z całego serca. 
    Sama też potrzebuję pokrzepienia.

                frezje, to po konwaliach, drugie w kolejności kwiaty,
    które
    kocham za delikatność i różnorodność kolorów.        




    wtorek, 27 kwietnia 2021

    GDY PIERDNIE ŻMUDZINA, TO ZDECHNIE GADZINA- Eugeniusz Paukszta -literat (cz.2)

    Opracowując drugą część notki o Eugeniuszu Paukszcie, zastanawiałam się, co decyduje o tym, że dany pisarz jest chętnie czytany, wydaje się jego książki w dużych nakładach, pisze się o nim artykuły, popularyzuje się jego twórczość i działalność. Myślę, że ogromne znaczenie mają:

    1. Język i styl pisania,

    2.Podejmowana tematyka

    3. Polityka wydawnicza, która zależy od stosunku władzy do danego pisarza.

    4. Wiarygodność pisarza i jego odpowiedzialność w stosunku do opisywanych zdarzeń.

    5. Stosunek pisarza do ludzi czyli do potencjalnych czytelników.

    Co zatem można powiedzieć o twórczości Eugeniusza Paukszty?

                                                  

    On sam o swoim pisarstwie mówił tak:

    " Sporo lat param się piórem. Niezła sterta książczyn wyrosła na półce. Pojmuję pisarstwo jako bezpośrednio i zawsze związane z ludźmi, stąd potrzeba wiedzy o nich i ukochania ich. Jest tu zawarty bezwzględny postulat uczciwości wewnętrznej, pełnej wiary, w to co się pisze, bez oglądania się na koniunkturę prawa, do indywidualnego wyboru, żądania zaufanie do pisarza. Wreszcie świadomość, że nie ma innej drogi. Myślę w tej chwili o swoich pracach staram się jak najpełniej sprostować w nich stawianym przed sobą zasadom. Bo w tym widzę szansę własnego rozwoju artystycznego, warunek realizacji ambicji, by pisać coraz lepiej, pełniej, przystępniej”.**

    Natomiast jego syn Dominik we wspomnieniach "Mój ojciec wybrał Sołacz" tak opisuje stosunek ojca do pisarstwa i jego sposób pracy:

    Dla pisarza i publicysty sprawą podstawową jest możliwość publikowania swoich prac, a o polityce, także wydawniczej, decydowały organy ówczesnej władzy.Ojciec mój uważał, że w okolicznościach historycznych i politycznych, jakie w konkretnym czasie istnieją, trzeba mówić i pisać tyle, ile tylko można. Naczelne wartości, którym podporządkował swoje działania, to polskość i prawdziwy patriotyzm. Nie działał jako opozycjonista, nie pisał "do szuflady". Wiele z tego, co napisał, zostało wycięte ręką cenzora."

    "Po kilku latach pracy w Polskim Związku Zachodnim i Państwowym Instytucie Wydawniczym Ojciec zdecydował się wyłącznie na pracę pisarską i publicystyczną. Inaczej niż większość Jego kolegów pisarzy nie miał stałej posady gwarantującej podstawę utrzymania. Niekiedy symboliczna kwota musiała nam wystarczyć na dłuższy okres, a gdy pieniędzy zabrakło, często Rodzice pożyczali pieniądze od znajomych, czasem także i po to, by w terminie oddać pożyczkę innej osobie. Powstała nawet anegdota, że każda z osób pożyczających pieniądze ma własną cegiełkę w domu przy ul. Kujawskiej. Honoraria za kolejne książki musiały wystarczyć na pół roku, na rok lub nawet na dłużej. Za decyzję o rezygnacji ze stałej pracy Ojciec płacił dużą cenę - jeśli niczego nowego nie pisał, nie miał środków na utrzymanie siebie i rodziny. W późniejszym okresie sytuację poprawiały liczne wznowienia oraz honoraria ze spotkań autorskich. Spotkania te bardzo lubił i miał ich bardzo wiele, w całej Polsce. Powieści były chętnie czytane, szybko znikały z księgarskich półek. Mój Ojciec pracował głównie nocami, wtedy najłatwiej było o skupienie. Najczęściej pisał do 4, czasami do 5 nad ranem. Bywały jednak dni, kiedy, wychodząc do szkoły, zastawałem Go jeszcze nad maszyną do pisania. "



       Bardzo ciekawą charakterystykę dokonań pisarza, zawarto w artykule" Eugeniusz Paukszta i jego związki z Poznaniem". Oto obszerne fragmenty, gdyż każde zdanie, wydaje się być ważne:

    Historia oraz wielkie procesy społeczne i polityczne współczesności były podstawowymi czynnikami określającymi tematykę jego twórczości. Paukszta wprowadził do naszej literatury pięknej temat zasiedlania Ziem Zachodnich i Północnych. Jako świadek i uczestnik, a zarazem pisarz i historyk poprzez losy ludzkie ukazywał dzieje procesów zasiedlania, integracji i adaptacji kulturowej ludności pochodzącej z różnych regionów. Do znaczących powieści Paukszty poruszających tę problematykę należy zaliczyć „Wrastanie”, „Wszystkie barwy codzienności” i „Przejaśnia się niebo”."Przykładem uprawianego przez Pauksztę eseju jest jego książka "Warmia i Mazury" **. Paukszta był także znanym i cenionym publicystą. Napisał kilka tysięcy artykułów i felietonów na tematy kulturalne, literackie, społeczne, polityczne i historyczne. Był jednym z pierwszych publicystów, którzy podjęli temat Ziem Zachodnich.Był również kronikarzem życia kulturalnego i społecznego Poznania i Wielkopolski, współpracując z poznańskimi dziennikami i czasopismami, w których zamieszczał kilka, a niekiedy kilkanaście lat trwające cykle, jak „Echa kulturalne Poznania” (Express Poznański), recenzje teatralne (Gazeta Poznańska), „Z książką na ty” (Głos Wielkopolski), „Felieton tygodnia” (Tydzień). Powieści E. Paukszty były drukowane w odcinkach w prasie poznańskiej, na przykład powieść „Śpiewająca ziemia" w Ekspressie Poznańskim, oraz „Opowieść o zwycięskiej starości" w Głosie Wielkopolskim.Swoje książki wydawał w wielu wydawnictwach, jednak największą liczbę powieści wydało Wydawnictwo Poznańskie. Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Poznaniu przyznało Eugeniuszowi Paukszcie nagrodę literacką miasta Poznania za rok 1954 za całokształt twórczości a zwłaszcza za prace związane tematycznie z Poznaniem i Ziemią Wielkopolską. Otrzymał również Nagrodę Wojewódzką (Poznań 1960 r.) w dziedzinie literatury. W wyniku powszechnego głosowania mieszkańców Wielkopolski otrzymał zaszczytny tytuł Wielkopolanina Roku 1971. W 2006 roku decyzją Rady Miejskiej w Poznaniu jednej z ulic na osiedlu Literackim na Strzeszynie nadano imię Eugeniusza Paukszty.


                                                   

                                       

    Włodzimierz Chrzanowski w swojej pracy "Eugeniusz Paukszta-pisarz nie całkiem znany" pokazuje literata jako pisarza katolickiego, za którego sam Paukszta się uważał.

    " Choć historycy literatury zaliczają go do pisarzy poznańskich, jako jednego z trzech najważniejszych obok Romana Brandstaettera i Przemysława Bystrzyckiego, to znany jest on głównie z tego, że wprowadził do powojennej literatury pięknej temat zasiedlenia Ziem Zachodnich i Północnych, zwłaszcza Warmii i Mazur, ale również ziemi lubuskiej. To historia oraz wielkie procesy społeczne i polityczne stały się dlań podstawowymi czynnikami, które określały tematykę jego twórczości. Jako świadek i uczestnik powojennych wydarzeń, a zarazem pisarz i historyk poprzez losy ludzkie ukazywał dzieje procesów zasiedlania, integracji i adaptacji kulturowej ludności pochodzącej z różnych regionów, zwłaszcza z Kresów Wschodnich.. Dorobek pisarski Eugeniusza Paukszty zdaje się jednak wciąż oczekiwać na wszechstronną i dogłębną analizę. Jednym z aspektów, które tego wymagają, jest niewątpliwie problem religii, czy mówiąc inaczej – problem sacrum w jego twórczości. Dotyczy to głównie szeroko pojętej publicystyki w „Rycerzu Niepokalanej”, a zwłaszcza w wydawanym w Gorzowie Wielkopolskim „Tygodniku Katolickim” – piśmie religijnym dla Ziem Zachodnich i Północnych. Recenzenci jego twórczości, koncentrując się przez lata minionego systemu jedynie, czy może głównie, na jego „wizji integracji Ziem Zachodnich i Północnych z Macierzą”, zdawali się nie dostrzegać tego, że choć zmuszony był realizować się w okresie socrealizmu, to wywodził się przecież ze środowiska chrześcijańskiego. W chrześcijaństwie dostrzegał wartości nadające sens istnieniu oraz pozwalające na odniesienie ludzkich zmagań do Boga. To oczywiście musiało znajdować wyraz w jego twórczości. Sam Paukszta – jak twierdzi np. ks. dr Kazimierz Bednarski, którego z pisarzem łączyła nić przyjaźni – uważał się za pisarza katolickiego. Takim postrzegali go też podobno Jerzy Zawieyski, Jan Dobraczyński i Wojciech Żukrowski. Pisarz wychodził z założenia, że dla rozwoju duchowego człowieka spowiedź jest konieczna. Tkwi w nim bowiem naturalne poczucie winy i chęć otrzymania przebaczenia oraz rozpoczęcia nowego życia z wiarą w przyrodzoną skłonność człowieka do dobra, prawdy i piękna. W twórczości pisarza wyraźne odbicie znajduje też problem moralnej kondycji Polaków w ogóle. Już w latach 50. dostrzegał on przejawy patologii, które dziś objawiają się nam niejako ze zdwojoną siłą i są dowodem naszej moralnej słabości. Mowa tu głównie o aborcji, którą pisarz postrzegałłeczeństwa, luźne związki małżeńskie, osłabienie więzi rodzinnych, sprostytuowanie młodzieży czy wreszcie alkoholizm.
                                                         
                                                           

        " Czy to dużo czy mało 34 książki w ciągu 41 lat pracy pisarskiej? Według mnie bardzo dużo, bo można przyjąć, że pisanie jednej książki zajmowało Mu 14 miesięcy. Jest rzeczą oczywistą, że inaczej powstaje książka historyczna,inaczej współczesna czy dla młodzieży.Niemniej jednak należy uznać Eugeniusza Pauksztę za człowieka bardzo pracowitego. Ponieważ przedwojenny debiut literacki, nie doszedł do skutku, to powieść "Trud ziemi nowej" wydanej w 1948, traktuje się jako dzieło początkujące dorobek autora. W roku 1949 wydano "Trzecią zmianę", a w 1953 "Opowieść o zwycięskiej starości", w której przedstawiono sylwetkę profesora Jana Żniniewicza, poznańskiego balneologa, wprowadzającego do powszechnego leczenia metody wodolecznictwa. Te trzy książki  oraz 5 innych powieści("Noc jak dzień","Znak żółwia", Po burzy jest pogoda","Wichry wśród kolumn" i "Minarety bez czarczafów")miały w PRL tylko jedno wydanie. Podobnie było z 2 tomami opowiadań: "Opowieści niecodzienne" i "Spod szczęśliwej gwiazdy". Jednak tom "Czarownica z Zielonej Góry" miała dwa wydania w 1957 i 1959 roku. Dużym uznaniem cieszyły się powieści dla młodzieży "Ich trzech i dziewczyna", "Młodość i gwiazdy" oraz "Zatoka żarłocz będą to oceny subiektywne, bo różne są gusta czytelników. W roku 1968 książka zyskała nagrodę w konkursie "Złotego kłosa", a w 1970 książka "Po burzy jest pogoda" zdobyła 1 miejsce w plebiscycie czytelniczym "Bliżej książki współczesnej" zorganizowanym przez "Głos pracy". Eugeniusz Paukszta był także współautorem dwóch książek. Pierwszą zatytułowaną "ŻOŁNIERSKIM SZLAKIEM" napisał z Edmundem Niziurskim(może dlatego miłośnicy tworczości Niziurskiego, tak bardzo lubią też powieści Paukszty). Druga, to "W POLU I KNIEI"(antologia) napisana wraz z Karolem Bunszem Januszem Meissnerem i Bogdanem Hamerą. Ma też w swoim dorobku antologię poezji i prozy zatytułowana "Odzyskane gniazda".

                                        

       Miłośnicy Pana Samochodzika posiadający własne forum (https://pansamochodzik.net.pl/), lubią sięgać także po książki Paukszty. Oto opinie kilku uczestników tego forum o wybranych pozycjach :

    PAWEL K( na forum od 2008):Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Wciągająca akcja, szacunek dla autora za mrowie wątków historycznych sprawnie wplecionych w fabułę. Majstersztyk! Warto też sięgnąć po jakby pierwszą(ale nieco słabszą)część tej powieści "Straceńcy". "Buntownicy" lepsi, ale "Straceńców" też warto przeczytać! - "Srebrną ławicę". Nie jest to przygodowa książka z harcerzami i poszukiwaniem skarbu. Podsumować można jednym słowem- życie. Chyba standarcik z tamtego okresu(książka napisana w latach 51/52)- Mazury, rybacy, - zarówno Mazurzy jak i przyjezdni, niemieccy dywersanci, problem polskości itd. no i w tym wszystkim takie zwykłe życie- szkoła, dzieci, alkohol, kobiety, awanse i upadki. To dlaczego warto rzucić okiem na tą książkę, to spore opisy mazurskiej przyrody, której w takim stanie już dzisiaj nie ma.








    SZARA SOWA(na forum od 2008, Poznań,ojciec zarządzający): Natomiast przed chwilą znalazłem, że Paukszta wydał także powieść "Straceńcy", która z opisu wydaje się być jakby pierwszą częścią (prequelem?) "Buntowników".No i zakończyłem czytanie Straceńców. Pod koniec książka znacznie się poprawiła. Mimo to Buntownicy mimo wszystko są klasę lepsi. Warto obie książki przeczytać choćby po to, żeby przybliżyć sobie sprawy Prus Książęcych, które naprawdę mogą zaskoczyć. Jestem naprawdę ciekaw ile w tych tekstach jest fikcji a ile prawdy historycznej... „Srebrna ławica” to opis znojnego życia rybaków na Mazurskich jeziorach. Wyeksponowane zostały głównie przyziemne problemy tych ludzi, ciężka praca, nacisk na wyrobienie planu, ale też ich problemy prywatne. Opisane jest współżycie autochtonów oraz przybyszów powojennych.Przy okazji w przypisach znalazłem informację, że jest jeszcze jedna książka historyczna Paukszty dotycząca tym razem wojny 13-letniej z Zakonem ("Znaki ogniste"). Druga książka „Noc jak dzień”, jest zupełnie inna, opowiada o losach dwójki niewidomych licealistek, które próbują ukończyć szkołę dla osób widzących. Też bardzo ciężki temat, tym razem jednak bardziej delikatny, społeczny. 

    .PROTOAVIS( na forum od 2013):: Aktualnie czytam "Wrastanie". Też mnie wciągnęła. Umiał ten Paukszta pisać o zwykłych sprawach w sposób niezwykle ciekawy. Podobnie jak post wyżej napisał Paweł, jest to książka po prostu o zwykłym tuż powojennym życiu repatrianta z Wileńszczyzny na Mazurach. Trochę polityki, o dziwo mocno zrównoważonej jak na tamte czasy - rok wydania 1964 (główny bohater to dawny partyzant AK, nieujawniający się po wojnie), trochę ówczesnych realiów (szaber, wywożenie Niemców, przymusowe osiedlanie Ukraińców, różne machinacje nowej władzy, różne postawy ludzi wobec nowych realiów), trochę humoru, trochę tragedii. Po prosu życie, czyli tytułowe wrastanie w nową ziemię. Mi w każdym razie czyta się świetnie!

    Z-24(na forum od 2012, lat 58, z Warszawy): Wielbiciele cyklu "tureckiego" (do których się oczywiście zaliczam  ), znajdą tam wiele znajomych miejsc i wątków : "Wichry wśród kolumn"., 
    Minarety bez czarczafów".

    MIG(na forum od 2018, lat 41 z Wrocławia): "Młodość i gwiazdy"... Próżno szukać tu przygód, rodem z Pana Samochodzika. A jednak trzyma w napięciu. Jest wspaniale niedzisiejsza, aż chciałoby się przenieść do tamtych czasów. Treść wzbogacają piękne opisy lasu, leśniczówki, jezior... Kolejna książka tego autora, której ostatnia strona, tak oczekiwana z czystej ciekawości "jak zakończy się historia bohaterów", wzbudziła we mnie jednocześnie pewien żal. Żal, że książka za chwilę wróci na półkę i znów trzeba będzie wrócić do codzienności...

    EVEN(na forum od 2007, z Gdańska, moderator): Zupełnie przypadkiem wpadła mi ostatnio w ręce powieść "Zatoka żarłocznego szczupaka". Już pierwsze rozdziały zrobiły na mnie dobre wrażenie. Piękne opisy mazurskiej przyrody, atmosfera wakacyjnej przygody, od razu przywodzi na myśl książki Nienackiego. Dalej jest jeszcze lepiej, bo zaczyna się "powieść sensacyjna". Nie będę streszczał fabuły, bo nie o to chodzi. Czytając książkę trzeba pamiętać, że akcja dzieje się w połowie lat pięćdziesiątych, czyli w czasach najgłębszej "komuny", jeszcze przed gomułkowską "odwilżą". W przeciwnym wypadku razić nas będą opisane sytuacje, dzisiaj nie do pomyślenia. Momentami niektóre fragmenty przypominają socrealistycznego produkcyjniaka, w innych fragmentach słychać echa "Timura i jego drużyny" Arkadego Gajdara. Ale mnie to nie przeszkadzało. Ważne, że Autor bardzo ładnie opisał Mazury. Zarówno ich piękno i klimat, jak również stosunki panujące po II Wojnie Światowej pomiędzy ludnością miejscową i napływową. Nie brakuje też wartkiej akcji, a nawet jest wątek "poszukiwania skarbów". Myślę, że miłośnikom Pana Samochodzika ta powieść dostarczy wielu przyjemnych wrażeń.

    MICHAŁ(na forum od 2007, lat.37, Sosnowiec): Nie wszystkie książki Paukszty są "samochodzikowate". Najbardziej pod ten klimat podpada "Zatoka żarłocznego szczupaka", "Znak żółwia" i "Ich trzech i dziewczyna". "Wiatrołomy to bardziej powieść obyczajowa już dla dorosłych, to znaczy są w niej piękne opisy przyrody, a także pokazane tak zwane leśne życie. Główny bohater jest świeżo upieczonym leśniczym, który ma zaprowadzić porządek w leśnictwie Wiatrołomy. Akcja dzieje się chyba gdzieś w pod koszalińskich lasach i podobnie jak inne powieści autora zahacza o tematykę powrotu ziem do Polski ale w dość znośny sposób. W każdym bąź razie czyta się dość lekko.  "Gdzie diabeł mówi dobranoc" to powieść o resocjalizacji Edka Krasawczyka, który jest takim drobnym olsztyńskim niebieskim ptakiem i wskutek swoich wybryków musi uciekać z miasta na mazurską wieś...i tam zaczyna się jego metamorfoza. Wszystko w tle pięknej przyrody, oczywiście do tego wątek miłosny, przygody łowieckie i wędkarskie. Również gorąco polecam. (Zacytowane opinie pochodzą z lat 2013-2019.) 


                                                     

       Niektórym dla przypomnienia, innym dla rozbudzenia ciekawości najpopularniejsze tytuły wraz z krótkimi opisami, które znalazłam nportalach:Lubimy czytać.pl     https://lubimyczytac.pl/ i BiblioNetka.pl(https://www.biblionetka.pl/)


    WSZYSTKIE BARWY CODZIENNOŚCI -Akcja tej ostatniej rozgrywa się 15 lat po wojnie w niewymienionym z nazwy, małym miasteczku na ziemi lubuskiej. Pisarz wnikliwie opisywał rodzącą się tam tożsamość regionalną przybyłych na te tereny osadników. Dobra lektura także dla tych, którzy bliżej interesują się problematyką polsko-niemiecką.

    SPOWIEDŹ ŁUCJANA SKOBIELA- znalazła się na liście dziesięciu najlepszych książek 1963 r. W książce Paukszta porusza pionierski temat repolonizacji dziecka pochodzącego z małżeństwa mieszanego - Niemki i Polaka, dziecka, które w okresie okupacji poddawane było przez matkę stałemu i systematycznemu niemczeniu, zaszczepianiu nienawiści do wszystkiego co polskie, do pogardzania tym wszystkim, co nie jest niemieckie. Obie tragedie - ojca i córki - są na równi ważne, na równi głęboko przeżywane. Kilkuletnia Małgosia, myśląca dotąd kategoriami matki - Niemki, musi się przestawiać na krańcowo odmienny sposób myślenia i czucia, reprezentowany przez ojca - Polaka. To, że proces ten dokonuje się z trudem, że kosztuje on wiele i ojca, i córkę sprawia, że książka ta przemawia do czytelnika, dzieli jego sympatię na obie strony, choć stale i jednoznacznie stwierdza, że prawdę reprezentuje tutaj tylko Skobiela . Pierwsza, kapitalne rysy psychologiczne, ponadto ważny problem stosunków polsko-niemieckich, tu przeniesiony na grunt życia osób sobie najbliższych.

    ZNAK ŻÓŁWIA -powieść dla młodzieży ukazująca świetny warsztat pisarski autora, która uwodzi swoim nastrojem i pozwala wyzwolić się z codziennego zgiełku.

    ZATOKA ŻARŁOCZNEGO SZCZUPAKA(powieść dla młodzieży)- Grupa młodych przyjaciół wędruje szlakiem jezior mazurskich. Osią akcji są działania wokół zatopionego w jeziorze konwoju niemieckich ciężarówek, wycofujących się z Mazur po lodzie w 1945. Konwój ten przewoził tajemnicze skrzynie, które starają się wydobyć nieokreśleni bliżej przybysze. Autor "Zatoki..." przybliża czytelnikom skomplikowane zagadnienia koegzystencji Polaków, Niemców i Mazurów. "Młodość i gwiazdy"-grupka młodzieży akademickiej wędruje szlakiem Wału Pomorskiego, stąd wiele w powieści wspomnień z ostatniej wojny. Na kanwie wakacyjnej przygody autor snuje kilka wątków, czasami wręcz sensacyjnych. Wiele uwagi poświęca problemom miłości, doprowadza do dyskusji na ten temat. Ukazuje różnorodność poglądów na sprawy uczucia między dziewczyną i chłopakiem.


    POGRANICZE -
    to powieść poświęcona dziejom ziemi babimojskiej; powieść o ludziach, którzy przez dziesięciolecia opierali się naporowi germanizacji; o złożonych, pełnych napięcia i niepokoju stosunkach politycznych, jakie w okresie międzywojennym panowały na terenach oznaczonych w niemieckich mapach administracyjnych nazwą "Grenzmark Posen-Westpreussen" (...) Wytrwały, nieugięty opór przeciw próbom wynarodowienia był na tych ziemiach sprawą powszednią, codzienną.

    WIATROŁOMY -Wiatrołomy to nie tylko nazwa miejscowości, w której toczy się akcja książki, lecz również metaforyczne określenie ludzi, którzy, dotknięci kolejnym nieszczęściem, zbierają wszystkie siły, by podnieść się i nie poddać rozpaczy. Tacy właśnie są bohaterowie powieści Eugeniusza Paukszty - nieugięci, honorowi, naznaczeni przez wojenne doświadczenia."Wiatrołomy" - przyroda, lasy, wody pomorskie: rzeka pstrągowa, jeziora. Ale jak się okazało, dziś już niewiele osób potrafi zachwycić się naszą polską przyrodą. Przy okazji ciekawostka, trzy osoby (dziś także ich rodziny) były przekonane, że to właśnie one były opisane jako główny bohater. 

    BUNTOWNICY. Powieść historyczna z XVII w. Miłośnicy powieści historycznej otrzymują [...] pasjonującą lekturę. Tematem jej jest głośna w XVII w. sprawa urodzonego w Prusach polskiego szlachcica Ludwika Kalksteina-Stolińskiego, sądzonego i straconego w Kłajpedzie z rozkazu elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma. Losy bohatera ukazane zostały na tle burzliwej i barwnej epoki, jaką były ostatnie lata panowania Jana Kazimierza. i pierwszego jego następcy Michała Korybuta. Dzieje bohatera obfitują więc w wiele dramatycznych wydarzeń. " "Buntownicy". Okoliczności powstania - na pewno wiążą się z zauroczeniem Ojca tematyką historyczną, patriotyzmem opartym na rozumieniu historii. Dodałbym także "Znaki ogniste", będące także powieścią historyczną."

    ICH TRZECH I DZIEWCZYNA (powieść dla młodzieży)-Słoneczne gorące lato, praktyki studenckie, wątek kryminalny, odrobina miłości, wielka przyjaźń… "Ich trzech i dziewczyna" to książka ciesząca się ogromną popularnością ze względu na atrakcyjność fabuły, wątek przygodowo-kryminalny, pięknie ukazaną przyjaźń i pierwszą miłość oraz na sympatyczne, ciekawie zarysowane charaktery przedstawionych bohaterów. 




    GDZIE DIABEŁ MÓWI DOBRANOC
    - 
    Powieść przygodowa autora znanego z miłości do przyrody, zwłaszcza rejonów północnej Polski. Wartka akcja, opisywane ze znawstwem piękno otoczenia, sprawnie zarysowane cechy osobowe bohaterów. Rzecz dzieje się na Mazurach, w Puszczy Piskiej. Sensacyjna fabuła współgra tutaj z przyrodą, jednocześnie jest to chyba najbardziej wędkarska powieść tego wybitnego prozaika.

    ''MINARETY BEZ CZARCZAFÓW''(impresje tureckie) -książka opisuje miasta w Turcji,"szczególnie wspaniałą polską miejscowość Adampol, którą doskonale pamiętam z podróży z Rodzicami. Kilka lat temu znów mogłem odwiedzić Adampol. Z radością znalazłem dokumenty związane z naszym pobytem w latach 60-tych w Adampolu. Ale dziś ta miejscowość nie przypomina mi tamtego obrazu sprzed lat. Ciekawostką jest, że podróżnicza powieść „Minarety bez czarczafów” stała się pod koniec lat 60-tych i w latach 70-tych ubiegłego wieku wręcz przewodnikiem dla osób planujących podróż do Turcji."

                                                                     

       "Ojciec nie zdążył zrealizować bodaj największego swojego zamierzenia pisarskiego - napisania trylogii o powstaniu wielkopolskim. Do "Ognie nad Wartą", bo taki tytuł miało nosić to dzieło, zebrał olbrzymią ilość oryginalnych dokumentów, zapoznał się z dziesiątkami, jeśli nie setkami publikacji naukowych i publicystycznych na ten temat. Najwięcej oryginalnych dokumentów i pamiątek otrzymał Ojciec od samych powstańców wielkopolskich lub od ich rodzin. Po apelu ogłoszonym w prasie, radiu i w telewizji, z którym zwrócił się do Wielkopolan, do naszego domu przychodziło wiele osób z chęcią wypożyczenia pamiątek, których przez wiele lat nie zdecydowali się przekazać do muzeum lub nawet ujawnić faktu ich posiadania. Wielokrotnie słyszałem, jak mówili o zaufaniu, jakim darzyli mojego Ojca, znając Go przecież jedynie z książek i publicznych wystąpień. Tego zamierzenia nie zrealizował, nie dokończył także powieści dla młodzieży Amfory spod Halikarnasu, jak i nie napisał powieści o macierzyństwie, bowiem nosił się także z takim zamiarem.

    Ogólnie za najlepszą powieść uznaje się "Wrastanie",sądzę że mój Tata też do tej pozycji podchodził ze szczególnym sentymentem. Udało się w niej napisać sporo o AK, a przecież to był termin nieistniejący w PRL. Inni uważają za najlepszą powieść "Wszystkie barwy codzienności". Zresztą, gdy wydano serię książek(także utworów poetyckich) jako seria trzydziestolecia, właśnie ta powieść została wznowiona. Ale ja jestem zakochany w innych książkach(mowa o "Spowiedź Lucjana Skobiela" i "Wiatrołomy").Zresztą namówiłem Wydawcę(myślę o Replice) na ich wznowienie- no niestety, wśród pięciu wznowionych(bo ostatnia jest w księgarniach i trudno ocenić -ile osob ją kupi) własnie te dwie moje ulubione sprzedawały sie gorzej niż pozostałe"*


    Zygmunt Dziarmaga-Działyński tak się wypowiedział o twórczości Eugeniusza Paukszty:

       "Drogi Przyjacielu! Chociaż ongi tak często i tak blisko mieliśmy możność obcować i działać-obecnie twarde życie ustanowiło te sprawy inaczej. Zawsze jednak - i wtedy i dzisiaj - widziałem w Tobie człowieka niepospolitej wartości, który ofiarnie i bezinteresownie wykonywał i wykonywa dla Ojczyzny poważną pracę, jakby zagon ziemi polskiej,który sam własną metodą i własnym wysiłkiem uprawiasz. Dopiero jednak w ostatnich latach miałem sposobność i możliwość zorientować się i w tym, jak potrafiłeś połączyć utrwalenie miłości do Ziem Ojczystych z utrwalaniem pamięci-wytrwałej i wiernej -o ziemiach, które od nas odeszły w wyniku tragedii II wojny światowej[...]."*


                                                            



       Z perspektywy lat, nie umiem szczerze odpowiedzieć ile książek przeczytałam, a ile tytułów pamiętam z półek bibliotek, w których pracowałam. Wiem jednak, że w czasie, gdy moja matka poznała Eugeniusza Pauksztę na spotkaniu autorskim, to mówiło się o nim dużo i jego powieści były szeroko omawiane i bardzo popularne.

        To co nadal może cieszyć, to fakt, że choć był pisarzem przed internetowym, to są ludzie w różnym wieku, sięgający po jego powieści i odnajdujący w ich czytaniu przyjemność. 
        Wśród osób odwiedzających bloga, są tacy, którzy z pewnością zetknęli się z pisarstwem Paukszty. Na przykład  Andrzej P. autor bloga /http://kawiarenka-klubokawiarnia.blogspot.com/,  przeczytał 5 pozycji:"Pogranicze", "Lasy płoną", "Młodość i gwiazdy" oraz "Przejaśnia się niebo", "Gdzie diabeł mówi dobranoc".(tyle znalazłam na liście jego ulubionych książek).


    * tekst wyróżniony na czerwono, to cytaty z artykułu Dominika Paukszty "Mój ojciec wybrał Sołacz" zamieszczonego w "Kronika Miasta Poznania 1999 R 69 nr 3" oraz z wywiadu jakiego udzielił Szarej Sowie na Forum Miłośników Pana Samochodzika