Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poska XX i XXI w.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poska XX i XXI w.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 czerwca 2017

KOBIETA UDOMOWIONA

          PROLOG
   W latach 2009-2013 prowadząc bloga „Moje hobby to życie” poznałam blogerki, które wspominały, że próbują pisać powieść. Nigdy jednak nie znalazłam na ich blogach chociażby fragmentów. Niektóre teksty np.u http://magdula.bloog.pl/ sprawiały takie wrażenie ale nie miałam pewności. Zanim zdecydowałam się na założenie kolejnego bloga, moja przyjaciółka uczyniła mi zaszczyt i przesłała kilka tekstów prywatnie. Moim zdaniem były dobre, wzruszające i przypominały te zamieszczane, w niektórych czasopismach kobiecych..
   Po powołaniu do istnienia „Na karuzeli życia” poznałam pierwszą pisarkę-blogerkę Klarkę Mrozek, która była jednym z  komentatorów.











   Nieco później okazało się, że i RóżaWigeland, autorka bloga http:http://www.dojrzalejestpyszne.com/(nowsza jej odsłona, to http://rozawigeland.com/, ale tej jeszcze nie zgłębiłam), ma aspiracje pisarskie.  Na "Dojrzałe jest pyszne" znalazłam  takie słowa „To mój cel i spełnienie jednego z marzeń - zobaczyć swoją książkę na półce w księgarni. Niebawem to się spełni i mam nadzieję, że zaprowadzi do jeszcze lepszego życia. W drodze do celu przyświecają mi słowa Karla Krausa:" Należy zawsze tak pisać, jak gdyby pisało się po raz pierwszy i po raz ostatni.Tyle powiedzieć jakby to miało być pożegnanie, i tak dobrze jakby to miał być debiut.
Od początku swego blogowania, odwiedzam http://preclowastrona.blox.pl/. Tam znalazłam informację, że blogerzy wydali swoje dziełko. Niestety z racji tego, że nie wychodzę z domu ani książki K.Mrozek ani innych w prologu wymienionych nie czytałam.

   Buszując po sieci na jednym z blogów znalazłam komentarz osoby o nicku Jo. Podobno jedną książkę już wydała, a przygotowuje drugą. Ku wielkiemu smutkowi z nieznanych mi bliżej przyczyn, po krótkim okresie czytania jej bloga, nagle nie dostałam do niego dostępu.
   Przyszedł dzień, w którym trafiłam na bloga Azalii http://azalia60.blog.onet.pl/, po przeczytaniu notek od grudnia do czerwca 2015, odważyłam się napisać do autorki. Miało to miejsce 4.01.2016 roku. Stałam się fanką jej opowieści, choć niekiedy trudno było mi rozróżnić czy są to jej przeżycia czy  fikcja literacka.  Całego bloga nie przeczytałam niestety, bo w pewnym momencie się zagubiłam. Tak to bywa jak czyta się od końca do początku.
  Jest także blog "Pola erratyjskie"  http://errata777.blogspot.com/, na którym odnajdziecie powieść "Pomiędzy wierszami"(póki co 7 części) i"Poetyckie inspiracje Erraty" jako kolejny przykład pisarskich ciągot.
Anna Sakowicz jest literatką w pełnym tego słowa znaczeniu. Ma na swoim koncie kilka wydanych powieści: „Złodziejka marzeń”(wyd.II), „To się da!”, „Niedomówienia”, „Szept dzieciństwa”. Lada moment trafi do księgarń „Żółta tabletka plus".
Pisarka ma swojego bloga Kura pazurem” http://kuradomowa.blogujaca.pl/, który cieszy się ogromną popularnością, bo liczba wyświetleń osiągnęła 5000000, a ilość komentujących pod każdym postem jest imponująca, wzbudzająca zachwyt, zazdrość i pragnienie, by nasze blogi doczekały się takich rezultatów.



















Teraz nastąpi .... MERITUM
      Dziesiątego maja bieżącego roku przeczytałam fragment utworu „ Miłość to same problemy”. Może dlatego, że czytałam środek, bo utwór składa się z XVIII części i epilogu, a być może z innych powodów, nie padłam na kolana. Dałam temu wyraz w komentarzu. Jednak gdy dobrnęłam do końca, to zapragnęłam poznać inne opowiadanka. Cofnęłam się do roku 2008, w którym to Anabell założyła bloga pod tytułem „Procontra” http://procontra-anabell.blogspot.com/. Sama autorka była mi znana z innego swojego miejsca w blogosferze „Nic specjalnego” http://cobytujeszcze.blogspot.com/.  Bardzo sobie cenię wiedzę, intelekt, kulturę osobistą wyżej wspomnianej i chętnie czytuję(czasami komentując) jej posty popularne i popularno-naukowe.  Na "Procontrze" wyszukiwałam tylko "literackie" teksty, pierwszy znalazłam pod datą maj 2009 i nosił tytuł „Klara”, składał się z 5 odcinków. Od tamtego momentu naliczyłam 84 tytuły, przy czym wiele z nich ma po kilka lub kilkanaście części.. Z ogromną przyjemnością i wprost z wypiekami na twarzy czytałam te, które nazwałam „autobiograficznymi”, bo można było się z nich dowiedzieć trochę o autorce i Jej przodkach, ale także o historii, społeczeństwie i obyczajowości od lat przedwojennych począwszy a na najnowszych skończywszy. Nie ukrywam, że o wielu faktach opisanych nie wiedziałam, bo nie znajdziemy ich w podręcznikach historii(a jeżeli już to w propagandowej otoczce). Z tego właśnie względu opowiastki te są skarbnicą wiedzy dla ludzi młodszych niż pisząca. Utwory  „Z życia wzięte”, które powstały dzięki opowieściom  znajomych, to druga część jej dorobku.
   Fabuła doskonale umiejscowiona w czasie, wywoływała czasami uśmiech, innym razem rechot(Anabell jest wnikliwą obserwatorką i ma ogromne poczucie humoru), a bardzo często zwilgotnienie oczu. Kiedy rozpoczynałam czytanie, to wydawało mi się, że po skończeniu lektury w całości, będę umiała wskazać, te najlepsze i te najsłabsze. Nic z tego, bo kryteria oceny będą zależały od wrażliwości czytającego.
   Na przeczytanie wszystkich utworków poświęciłam mniej więcej 2 tygodnie, z przerwą kilkudniową na doła, jakiego złapałam 19 maja. Nie jestem krytykiem literackim, korektorem ani polonistką. Na dobrą sprawę nie powinnam się wypowiadać na temat wartości tej twórczości. Mogę jedynie działać w zakresie „podoba mi się bo...”. Nigdy nie zdobyłabym się na ocenę, jaka została przytoczona przez Anabell „ jakaś życzliwa duszyczka napisała mi w mailu, że znęcam się nad ludźmi moimi blogami, bo na jednym, to bredzę i pokazuję jakieś bzdety, a na drugim zadręczam grafomańskimi tekstami”.
    Teksty  pokazują ludzi w różnym wieku, od wykształcenia podstawowego począwszy, a na wyższym skończywszy. Pochodzących ze wsi, małych miasteczek i wielkich aglomeracji.. Dobro miesza się ze złem, głupota z mądrością, chciwość z filantropią. Mniej więcej w połowie czytania zaczęłam zaznaczać, które opowiadania są mi bliskie, bo sama przeżyłam coś podobnego lub znałam ludzi łudząco podobnych do opisanych bohaterów. Kiedy ma się takie odczucia, to można powiedzieć, że teksty są inspirujące, a nie grafomańskie. „Elena” uzmysłowiła mi, że w swojej serii " Był taki taki ktoś” nie napisałam o dziadku ze strony matki i jego bracie, choć miałam to w zamyśle. Natomiast „Spotkanie” wzbudziło tęsknotę za pierwszą miłością z czasów studenckich, a „Miłość to same problemy” oraz „ Przyjaźń i kochanie” przywołało na pamięć przyjaciela ze szkolnej ławy w latach 1963-70. W utworze" Dzieci są radością i dumą” znalazłam taką wypowiedź bohatera „masz szczęście, że to chłopak, dziewczyny bym nie uznał”. Stanęła mi przed oczami scena rozegrana w moim mieszkaniu na ul.Marymonckiej. Kiedy zapytałam ojca swojego dziecka, czy ma propozycję imion dla naszego potomka, którego płeć była wtedy jeszcze nieznana, odparł „jak będzie dziewczynka, to Marika, a jak chłopak to o niczym nie chcę wiedzieć”. Na koniec wyrazy, które mi się spodobały lub zadziwiły, gdyż nie bardzo znałam ich znaczenia: „na pitasa”, „kulman” oraz powiedzonka :„ cóż z tego, że dobrze się trzymam,jak puścić się nie mogę”, "Nie tam czysto, gdzie się często sprząta ale tam gdzie się mało brudzi”.
     Jedna jedyna rzecz jaka mi przeszkadzała w czasie czytania, to drobne błędy stylistyczne. Gdyby wyeliminować w zdaniach następujących po sobie powtórzenia  „...nikomu nie chciało się iść nad morze i siedzieć w palącym słońcu. Nad morze mieli się wybrać po lunchu”( z opowiadania „Taniec” 11.06.2016), to teksty bardzo by zyskały. Anabell w odpowiedzi na ten mój zarzut odpisała, że brak czasu na poprawki. Domyślam się, że swoje opowiadania pisze żywiołowo, być może wprost na blogu, bez stosowania metody brudnopis-korekta-oryginał.
EPILOG
   Od chwili utraty pracy przez mojego syna, nie mam dostępu do książek, które mogłabym przeczytać. Co prawda kilka z nich miałam odłożonych na czarna godzinę, gdy zmęczy mnie blogowanie, a robótki będą niedostępne z powodu bólu stawów. Ale niestety po bardzo krótkim czasie rezygnowałam z dokończenia czytania.




Gustuję w zupełnie innym pisarstwie, bliżej mi do  J.I Kraszewskiego, B. Prusa .
 Może właśnie dlatego, czasu poświęconego na czytanie „Procontry” nie uważam za stracony. Mam głęboką nadzieję, że Ci, którzy przebrną przez mojego posta, zajrzą do Annabell-literatki, być może spodoba im się tam tak jak mnie. To co poza wartościami poznawczymi przekonało mnie, że warto poznać właśnie tego bloga, są liczby(a te nie kłamią):
łączna liczba wyświetleń 182,220,
obserwatorów 52(gdybym umiała zamieścić wśród nich swoją ikonkę, to był o jeden więcej),
komentujących zbyt mało, choć są wśród nich tacy, którzy wpisywali się pod każdym postem, ma więc Anabell swoich wiernych czytelników, do których od dziś zaliczam się.
   Droga Anabell życzę Ci bardzo długich lat życia(wszak któryś z antenatów dożył 90 -tki), które spędź tak jak lubisz: na podróżowaniu, czytaniu, zajmowaniu się craftem( nie znalazłam w google na stronach poświęconych rękodziełu, prac Anabell, by je można było podziwiać), no i bezsprzecznie na spisywaniu życiowych, miłosnych perypetii Polaków.
     Od nadchodzącego tygodnia będę Twoje "drobiazgi" czytywała na bieżąco, w nadziei, że kiedyś być może wydasz drukiem swój zbiór opowiadań. Trzymam za to bardzo mocno kciuki.
* materiały ilustracyjne:okładki książek i zdjęcie Róży Wigeland zaczerpnięte z Google