Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Kotas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Kotas. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 maja 2021

WYSPY SZCZĘŚLIWE

           A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,

         wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
         ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
         we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

    Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
    rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
    dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
    myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

      (Konstanty Ildefons Gałczyński „Prośba o wyspy szczęśliwe”)


       Kiedy na blogu Gabrieli Kotas przeczytałam o pomyśle zaproszenia kilku kobiet na bezludną wyspę, potraktowałam sprawę dosłownie. Myślałam, że kobiety skrzyknęły się,wybrały jakieś ustronne, sympatyczne miejsce i tam się spotkały. Od czasu poruszania się na wózku nie opuszczam mieszkania, wiedziałam że taka eskapada byłaby dla mnie niemożliwa. Kiedy jakiś czas później okazało się, że podróż odbyła się za pomocą maili i komunikatora zrobiło mi się trochę żal.

                                                         

       Kilkanaście dni temu dostałam  książkę zatytułowaną „(Bez)ludna wyspa”, w której autorka przedstawia historie 8 niezwykłych, silnych i uroczych kobiet. Jest to pozycja niewielka, bo licząca 107 stron ale nie da się jej przeczytać ciurkiem. Wyznania kobiet zawierają się w rozdziałach, każdy poświęcony jest innemu tematowi. Uczciwie przyznaję, że taki układ tekstu trochę mi „przeszkadzał”, ja każdy rozdział poświęciłabym jednej konkretnej osobie, która opowiedziałaby o dzieciństwie, marzeniach, pierwszej miłości, klęskach, kolejach losu. Rozwiązanie zaproponowane przez autorkę sprawiło, że po przeczytaniu danego rozdziału nie pamiętałam jakie było dzieciństwo pierwszej, czwartej czy następnych uczestniczek. Książka bowiem naładowana jest taką ilością informacji,że trudno wszystko spamiętać. W każdej opowieści jest tak duża doza emocji,że udzielają się one czytelnikowi. Mnie bardzo mocno. Dlatego czytałam ją na raty. Co więcej, by móc odpowiedzieć sobie na pytanie,do której z niewiast jest mi najbliżej, po kilku dniach przerwy przeczytałam książkę powtórnie. Po pierwszym czytaniu nie umiałabym o bohaterkach powiedzieć nic więcej jak tylko to, że są wspaniałe, dzielne i niepowtarzalne.  No i przede wszystkim odważne, bo nie każdy zdobyłby się na to, by tak szczerze opowiadać o sobie i swoim życiu.

       Wiedziałam, że o książce napiszę na swoim blogu i to nie tylko dlatego, że Gabriela Kotas mi ją podarowała, ale przede wszystkim dlatego, że opowiedziane historie, to życiorysy wspaniałych kobiet, które warto poznać. To relacja z życia bez ubarwień i blichtru.

        

      

       Wielkie wrażenie zrobiła na mnie opowieść Marii, która choć najstarsza w grupie, tryska energią i optymizmem. Czytając każdy fragment Jej wypowiedzi mówiłam sobie w duchu, „to niesamowite”, wprost niewiarygodne. Wychowała dzieci i trójkę wnucząt, gdy Jej córka zmarła w bardzo młodym wieku. Żaden rodzic nie chce przeżywać takiej chwili. Jej świat się zawalił, a mimo to znalazła siły by sprostać zadaniu jakie wyznaczył los. Jest to kobieta nie tylko waleczna i o bardzo silnym charakterze, ale o ogromnym poczuciu humoru, o czym świadczyć mogą punkt 2 i 4 na liście rzeczy, które postanowiła zabrać na bezludną wyspę:

    1. leki(zabierały je wszystkie panie)

    2. wędka-na podobny pomysł wpadła Joasia, tyle tylko, że ona chciała zdobywać pożywienie za pomocą sieci rybackiej.

    3. Pismo Święte-inne kobiety też zabierały książki, Joanna aż cały wór, nie wymienia jednak autorów czy tytułów. Natomiast Dorota wzięła „Potęgę teraźniejszości”, bo jak twierdzi zmieniła dzięki niej swoje życie. Może uznała tę lekturę za talizman przynoszący szczęście także na wyspie.

    4. sprzęt do czyszczenia protezy zębowej-zastanawiałam się czy był w zestawie także „Protefix”, bo higiena jamy ustnej to jedno, ale trudno się je czy rozmawia gdy zęby się ruszają.

    5. przyprawy i sprzęt do owoców morza-nie jadam takich rzeczy, więc ja w to miejsce pewnie zabrałabym maszynkę do masażu i baterie.

    6. różaniec

    7. parasol przeciwsłoneczny-na podobny pomysł wpadła Ewa, która przed słońcem chciała się skryć pod dużym słomkowym kapeluszem. Najwidoczniej panie liczyły, że pogoda będzie bezdeszczowa, bo żadna nie wymieniła parasola na deszcz, który mógłby także pełnić rolę przeciwsłonecznego.

       Inne panie miały w swoim bagażu również ciekawe przedmioty. Najbardziej praktyczna zdawała się być Jowita, która oprócz ciepłego koca, na którym można usiąść przy ognisku lub się nim otulić, gdy wieczór zimniejszy, wzięła siekierkę. To mogło się okazać zbawienne, bo na żadnej liście nie zauważyłam noża, chyba że był on wśród naczyń jakie zabrała ze sobą Joanna lub towarzyszył kociołkowi i chochli, o których pomyślała Aurelia. Ona też wzięła najoryginalniejszą rzecz jaką był szamański bęben Djemble. Niektóre z nich zabrały notatniki i przybory do pisania. Papier i długopisy się przydały, bo zapisano na nim wspaniałe opowieści. 

       Najsmutniejsza, ale bardzo bliska memu sercu, wydała mi się opowieść najmłodszej uczestniczki 35letniej Joasi. Zaglądam na Jej blog i podziwiam hart ducha. Pomimo choroby, z którą się zmaga, udziela się charytatywnie. Twierdzi, że odnajduje w tym radość, szczęście i sens życia. Wierzę, że tak jest, ale czasami trzeba pomyśleć o sobie. Zdanie "kiedy w życiu pojawia się choroba, szpital, nie ma czasu na chwile zapomnienia i randki", zasmuciło mnie i miałam ochotę krzyczeć, że to nieprawda.Jestem kaleką od urodzenia, mam prawie dwa razy tyle lat, co ta młoda dzaiewczyna i wiem, że w przerwach między operacjami, szpitalami i sanatoriami można szukać miłości i dążyć do jej zdobycia. Jest czas na czucie "motyli w brzuchu". Przede wszystkim jesteśmy ludźmi, mamy prawo kochać i pragnąć by nas pokochano. Mamy prawo marzyć by założyć rodzinę. Trzeba tylko się odważyć  by poszukać swojej drugiej "połówki". Jest to trudniejsze niż w przypadku ludzi zdrowych, ale w pełni możliwe i realne. Choroba jest zmorą(Joasia nazaywa ją towarzyszką), ale to nie znaczy, że ma nad nami dominować. Mam nadzieję, że poznanie tych kobiet(niektóre zmagają sie z ciężkimi chorobami), pomoże Joasi odnaleźć w drugiej połowie życia "przebudzenie serca", nie tylko w tych momentach, które sama wskazała.

       Gabriela Kotas na tylnej okładce napisała, że niektóre kobiety zmieniły swoje imiona, moim zdanie zupełnie niepotrzebnie, bo niejeden chciałby się podpisać pod ich tekstami. Wybór tak rzadkich imion jak Aurelia i Jowita dowodzi, wielkiej wyobraźni, a jednocześnie przypomina, że kiedyś były one bardzo popularne.

      Książka jest wzruszająca i mam nadzieję, że gdy dojdzie do spotkania pań w realu, to powstanie druga część, którą autorka już zapowiada. Jestem rada, że poznałam opisane kobiety i ich losy. Mam nadzieję, że Joasia nauczy się od tych kobiet pewności siebie, wiary we własne siły, walki o szczęście osobiste, a nie tylko wynikające z pracy na rzecz innych, z posiadania grona oddanych przyjaciół. Pozostałym kobietom życzę by nadal czuły się zakochane, spełnione, szczęśliwe w swym pociągu życia.

    Gdyby odeszły w siną dal dolegliwości spowodowane Reumatoidalnym Zapaleniem Stawów,zapewne jak ręką odjął odeszły by również zły nastrój i tęsknota za normalnością”. (Joasia)

    „ Doktorku-cofamy licznik i wtedy marzenia do spełnienia same się znajdą. Człowiek przecież nie dostaje od losu więcej niż jest w stanie unieść. To prawda, że na pewnym etapie swojego życia człowiek zostaje w swoim własnym towarzystwie. Nie narzekam. Mogę robić to co kocham, bo mam swoje pasje, na które kiedyś nie było czasu(w pandemii jest to szycie maseczek). Lubię też w samotności odpocząć od tłumu. Moją energią ciągle jestem w stanie obdarować młodsze pokolenia i zawsze jeszcze służyć pomocą”(Maria).

    „ Nie mogę pozwolić sobie na załamywanie rąk. Z szacunku dla moich dzieci, najbliższych i siebie samej”. Dotarło do mnie, że wcale nie jestem skazana na życie w samotności. Przecież jestem dobrym człowiekiem, pragnącym tylko przeżyć życie z godnością i miłością.”(Aurelia)

    Napełnienie serca miłością do samej siebie. Tego mam o wiele za mało.”(Jowita)

    Nosiłam w sobie sporo swoich i nie swoich win”(Ewa)

    Mój pociąg często jechał albo stawał bez mojej zgody i wiedzy. Decydowali o tym inni. Ja miałam tylko przytakiwać i zacisnąwszy usta i pięści, starać się, żeby tylko było dobrze. Lecz komu? Na pewno nie mnie. A przecież przez długi czas na to pozwalałam. W pewnym momencie zrobił się taki chaos, że mój pociąg się wykoleił. Długo zeszło na naprawę i renowację zarówno pociągu jak i torów. Za to teraz jedzie bez większych problemów, a gdy się pojawiają, szybko je rozwiązuję. Mój pociąg jest przestronny i radosny, otwarty na nowe doznania, pełen optymizmu i nadziei.” (Ania)

    Do mojego pociągu wsiadają nowi ludzie, inni wysiadają, ale to ja jestem maszynistą, kierownikiem i konduktorem tego składu. To ja ustalam emocjonalną trasę, którą chcę podążać.”(Dorota)

    To nie od liczby pasażerów, którzy dosiadają się na kolejnych stacjach, zależy jakość naszej podróży. Ważny jest bagaż, który zabieramy ze sobą, spokój ducha, by nie bać się kolejnych przystanków, dobry wzrok i otwarte okna.”(Joanna)

       Wybrane cytaty mówią nie tylko o autorkach ale przede wszystkim o tym, co zawiera książka zatytułowana „(Bez)ludna wyspa”. Miejsce, w którym snute są opowieści, to nie samotny skrawek lądu otoczony bezkresem wody. Ta wyspa tętni życiem, jest ono czasami naznaczone bólem i cierpieniem, czasami odbudowane ze zgliszczy, ale jest. Jak napisała Joasia „Cieszmy się życiem. Mamy je jedno” .

       Z ogromną przyjemnością poznałam te kobiety i mam nadzieję, że Ich życie teraz będzie takie jakie same chcą by było. Polecam zarówno kobietom jak i mężczyznom tę niepozorną książeczkę, która ma w sobie moc dawania nadziei, że najgorsze chwile też mijają, że choroba choć jest uciążliwością nie jest wyrokiem.

        Dziekuję autorce i Jej towarzyszkom, za chwile wzruszeń, refleksji, optymizmu i uśmiechu. Oby Wasze marzenia o dalszym ciągu "magicznych chwil" spełniły się już wkrótce.

       

    Daj światu swoje piękno

    pomimo

    że ktoś może uważać inaczej

    Znajdź oczy

    w których zobaczysz

    siebie w całym majestacie

    piękna i mądrości

    W inne nie warto zaglądać

    wierz mi”

    (Gabriela Kotas 8.03.2017)

    wtorek, 16 kwietnia 2019

    MNIEJ LUB BARDZIEJ ZNANI -Wielkanoc Gabrieli Kotas




       Dwa tygodnie temu nadeszła paczka, były w niej książki. Ofiarodawczynią dwóch była Iwona Kmita. Trzecia z dedykacją od autorki, to „Anielska ławeczkaGabrieli Kotas.

       O tym najnowszym tomiku wierszy chcę powiedzieć słów kilka. Niewielka, bo licząca 85 stron książeczka, zawiera 80 wierszy(jeden z zamieszczonych posiada dwa tytuły), które są poetyckim kalendarzem. Oprócz utworów dziękczynnych, kierowanych do aniołów, znajdziemy takie, które mówią o powszednim dniu przeciętnego człowieka. Poezja jest prosta, zrozumiała dla każdego, bez górnolotnych metafor i wyszukanych słów. Wiersze poświęcone są miłości, tęsknocie, wzruszeniu, wspomnieniom najdroższym sercu.
       Z wiersza „O mojej poezji” dowiecie się, dlaczego autorka pisze i wydaje:

    Dla ludzkiego wzruszenia
    dla sentymentalnego wspomnienia
    Dla mnie dla Ciebie
    Dla łezki w oku
    i dla uśmiechu radosnego

       A oto fragmenty utworów, które mnie najbardziej wzruszyły:

    Mówisz że nic się w twym życiu
    od wczoraj nie zmieniło
    że jest tak samo
    jak wczoraj było
    że nudno i szaro i bez fajerwerków
    bez życiowych cukierków
    żadnych
    że nie zaliczasz się do tych ludzi
    ładnych
    I ciągle czekasz na te lepsze dni
    one nie nadejdą
    uwierz mi
    („Cud istnienia”).

    Nie pamiętam ile lat
    dziesięć trzydzieści
    a może dawniej
    Czy to nie mogło być wczoraj?
    Ależ tak
    to całkiem możliwe
    w tej materii czas się nie liczy
    ścieżki nasze się
    spotkały i
    no tak
    miłość
    („Pierwsza miłość”)

       Nie wiem jak Wy, ale ja często czekam na te lepsze dni. I chociaż nie oczekuję niczego nadzwyczajnego, to jednak zdarza mi się „marudzić”,że choć „serce gotowe do kochania”'a „głowa wypełniona marzeniami”, to za mało doceniam cud istnienia.

       Czasami przez brak interpunkcji dziwnie mi się czytało, bo miałam ochotę chwycić za ołówek i gdzieniegdzie postawić przecinek lub kropkę. Otworzyłam szerzej serce i znalazłam „Receptę na szczęście” :



    Teraz wiem, że szczęście
    polega na
    braku oczekiwań
    które
    mają spore szanse
    by się nie wypełnić

       Gdy przeczytacie wiersz do końca, dowiecie się jaką receptę na szczęście znalazła autorka.


    Na tylnej okładce Magdalena Knitter tak napisała o tym tomiku:
    Anielska ławeczka to wyjątkowy tomik poezji,pełen miłości, znaków i wdzięczności za drobne, codzienne radości. Ofiarowuje nadzieję i wiarę w to, że nie kroczymy sami naszą drogą. Zawsze bowiem jest Ktoś, kto czuwa dyskretnie. Anioł...”.

      Czy mam swojego Anioła Stróża ? Nie spotkałam go na swej drodze twarzą w twarz, nie poczułam dotknięcia skrzydłem. Może jednak On jest. Z przyjemnością przeczytałam,  te wzruszające strofy pisane przez niezwykłą kobietę, która swą wiarą, dobrocią i oddaniem ludziom, sprawia że życie staje się pogodniejsze.
       „Anielską ławeczkę” wydało katowickie Wydawnictwo Emmanuel. Wydawnictwo i hurtownia książek katolickich powstały w 1994 w ramach wspólnoty „Emmanuel”-Oazy Dorosłych Ruchu Światło-Życie przy parafii Wniebowzięcia NMP w Katowicach. Działalność gospodarczą prowadzi Czesław Mauer. Wydawnictwo i hurtownia posiadają sklep internetowy oraz profile na Fb i YT.

       Ponieważ za kilka dni Wielkanoc , pozwolę sobie notkę zakończyć wierszem o takim właśnie tytule. Niechaj będzie on swego rodzaju życzeniami, jakie składam wszystkim w imieniu autorki-Gabrieli Kotas i swoim.



    Znów kolejne wędrowanie
    prowadzi do Twojego Grobu,
    by razem z Tobą poczuć ciężar
    zmęczenia i potwornych kamieni
    - zapomnienia i zniechęcenia
    Pozwól usłyszeć radosne bicie dzwonów
    i daleko brzmiące
    Alleluja
    Na nowo odkryć zarośnięte drogi
    i w świetle radosnego poranka zobaczyć
    - dokąd prowadzą
    Zanim zbłądzimy
    zanim światło zgaśnie
    daj się Panie nacieszyć
    światłem Miłością
    i pokojem
    Niechaj wystarczy każdemu z nas
    na dni ciemności
    i kolejnych zgubień

      Mam nadzieję, że przedstawione utwory zachęcą Was do sięgnięcia po tomik poezji. Co prawda moje próby ustalenia ceny książki oraz możliwości jej kupienia zakończyły się w internecie niepowodzeniem, ale kontaktując się z autorką przez bloga http://dojrzalosc-gabi.blogspot.com/ , dowiecie się, czy i gdzie można dokonać zakupu, gdybyście chcieli mieć ją dla siebie lub na prezent.

    poniedziałek, 30 lipca 2018

    USIĄDŹ ZE MNĄ ...

                         


                                USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                              WEŹ ANIOŁA STRÓŻA.
                              USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE
                               CHOCIAŻ NIE JEST DUŻA.

      
                                  

                                    USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                    PROŚBĘ MAM DZIŚ  TAKĄ.
                                    USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                    Z KSIĄŻECZKĄ POD PACHĄ.
                            


                                 
                                         
                                           USIĄDŹ  ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                           WRĘCZ  KWIATUSZEK GABI,
                                           JĄ GEST TEN BARDZO WZMOCNI,
                                            CIEBIE NIE OSŁABI.
            


                                         

                                       USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                        KIEDY SŁOŃCE ŚWIECI.
                                        USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                         BY CIESZYĆ DOROSŁYCH
                                         I ROZBAWIĆ DZIECI.




        Tym, którzy zechcą usiąść ze mną na ławeczkę podaję link do bloga Jotki, która prozą znacznie lepiej opisała to, co ja ujęłam w "częstochowskie rymy".https://paniodbiblioteki.blogspot.com/ .
        Od Niej traficie na stronę Gabrieli Kotas  https://polakpotrafi.pl/projekt/anielska-laweczka-tomik?utm_source=addthis#.W1lq6kAsryg.blogger , której projekt wydania kolejnej książki,  wspieram tym wierszykiem.
        Bywalcy na moim blogu zawsze okazywali mi wiele życzliwości, wsparcia i szczodrości. Jestem przekonana, że tym razem będzie podobnie. A może i Wy rozstawicie ławeczkę na swoich balkonach, w ogrodach, w domach(blogach)?