![]() |
| Widownia i scena Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. |
Nie miałam ochoty na oglądanie
„Sylwestra marzeń” zorganizowanego przez państwową telewizję,
bo wśród wykonawców nie było tych, których lubię . Polsat i TVN
też organizowały imprezy w plenerze, ale to również nie było to,
czego miałabym ochotę posłuchać.. Tak jak w poprzednich latach
nastawiłam się, na oglądanie filmów. Rozczarowałam się
ogromnie, bo albo filmy już widziałam, albo tematycznie mi nie
odpowiadały. Zaczęłam „przebiegać” po kanałach, w nadziei,
że trafię na coś ciekawego. Kilka minut po 22.00 usłyszałam piosenkę „Do grającej szafy grosik wrzuć”, nie zwróciłam uwagi na stację, która ją
nadawała. Gdy utwór się skończył dojrzałam na ekranie napis
„100 lat polskiej rozrywki. Gala Sylwestrowa.”, postanowiłam
sprawdzić, co kryje się za tym tytułem. Nie miałam pojęcia skąd
koncert jest nadawany. Natomiast w górnym prawym rogu telewizora
zobaczyłam nazwę stacji „TRWAM”. Nie przypuszczałam, że to
będzie aż tak przyjemny wieczór.
Ponieważ koncert już trwał,
gdy na niego trafiłam, nie wiedziałam czy piosenki lat 50-tych też
uwzględniono. Konferansjer wyszedł na scenę i powiedział
„pozostajemy w latach 60-tych”. Rzeczywiście następna piosenka
była w tamtym okresie bardzo popularna. Pierwszą wykonawczynią
„Parasolek” była znana, lubiana i popularna przez kolejne dekady
Maria Koterbska. Niestety nazwiska wykonawców poszczególnych
utworów podawane były tak drobnym drukiem, że nie byłam w stanie
ich odczytać. Mogłam jedynie stwierdzić, że widzę i słyszę ich
pierwszy raz. Na szczęście dla słuchaczy, wykonawcy mieli silne,
czyste głosy, wspaniałą dykcję. Teksty piosenek można było
sobie przypomnieć w trakcie słuchania, bo wymawiano wyraźnie każdy
wyraz. To było naprawdę miłe zaskoczenie, gdyż obecnie słuchając
piosenkarzy, można zrozumieć jedynie pojedyncze słowa tekstu, te
mocniej akcentowane. Od jakiegoś czasu taki odbiór słuchanych
utworów składałam na karb pogorszonego własnego słuchu.
W miarę trwania koncertu zorientowałam się, że wybrane piosenki reprezentowały kolejne dziesięciolecia.Były piosenki, które faktycznie największe triumfy święciły w latach 60-tych. Nieśmiertelne „Jesteśmy na wczasach” Wojciecha Młynarskiego, „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” Skaldów. Przypomniano także piosenki, które nie były dziełem polskich twórców. Utwór „To były piękne dni” najbardziej znany w wykonaniu Haliny Kunickiej, jest piosenką autorów rosyjskich, ale rozsławiła go Mary Hopkins w roku 1968. Dwa lata wcześniej na Festiwalu w Sopocie, piękna Greczynka Angela Zilia wykonała utwór „Cyganeria”, którego kompozytorem był Giorgos Mouzakis. W Polsce był on w repertuarze: Annę German, Irenę Santor , Ninę Urbano i duet Zofia i Zbigniew Framerów. Najbliższe oryginałowi zdaje się być wykonanie Eleni, która śpiewa zarówno po grecku jak i po polsku. W czasie Gali Sylwestrowej piosenka ta nosiła tytuł „Czerwone wino” ale jako "Cyganeria" doczekała się 3 różnych polskich tekstów, ich autorami byli : A Nowak, Z. Stawecki, R. Sadowski.
Chyba nie do końca wykazano się konsekwencją, jeżeli chodzi o chronologię wykonywanych utworów,bo oprócz już wymienionych znalazły się takie, które powstały w latach 70-tych :” Staruszek świat” wylansowany przez Annę Jantar , Krzysztofa Krawczyka „To co dał nam świat”, czy kończące część pierwszą koncertu „Orkiestry dęte” Haliny Kunickiej.
W miarę trwania koncertu zorientowałam się, że wybrane piosenki reprezentowały kolejne dziesięciolecia.Były piosenki, które faktycznie największe triumfy święciły w latach 60-tych. Nieśmiertelne „Jesteśmy na wczasach” Wojciecha Młynarskiego, „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” Skaldów. Przypomniano także piosenki, które nie były dziełem polskich twórców. Utwór „To były piękne dni” najbardziej znany w wykonaniu Haliny Kunickiej, jest piosenką autorów rosyjskich, ale rozsławiła go Mary Hopkins w roku 1968. Dwa lata wcześniej na Festiwalu w Sopocie, piękna Greczynka Angela Zilia wykonała utwór „Cyganeria”, którego kompozytorem był Giorgos Mouzakis. W Polsce był on w repertuarze: Annę German, Irenę Santor , Ninę Urbano i duet Zofia i Zbigniew Framerów. Najbliższe oryginałowi zdaje się być wykonanie Eleni, która śpiewa zarówno po grecku jak i po polsku. W czasie Gali Sylwestrowej piosenka ta nosiła tytuł „Czerwone wino” ale jako "Cyganeria" doczekała się 3 różnych polskich tekstów, ich autorami byli : A Nowak, Z. Stawecki, R. Sadowski.
Chyba nie do końca wykazano się konsekwencją, jeżeli chodzi o chronologię wykonywanych utworów,bo oprócz już wymienionych znalazły się takie, które powstały w latach 70-tych :” Staruszek świat” wylansowany przez Annę Jantar , Krzysztofa Krawczyka „To co dał nam świat”, czy kończące część pierwszą koncertu „Orkiestry dęte” Haliny Kunickiej.
Część druga koncertu obejmowała
trzy dekady, lata 70, 80 i 90. Przypominając lata 70-te, wykonano
„Tych lat nie odda nikt”(I.Santor), „Nie dokazuj”(Marek
Grechuta i Anawa), „Nie liczę godzin i lat”(Andrzej Rybiński),
„Dziś prawdziwych cyganów już nie ma”(Maryla Rodowicz, Stan
Borys) i dwie piosenki zahaczające o kolejną dekadę „Ostatni
raz zatańczysz ze mną”(Krzysztof Krawczyk) i „Kocham Cię
życie”(Edyta Geppert).
Nie bardzo wiem dlaczego lata 80-te
były reprezentowane najsłabiej, może dlatego ze wciąż kojarzą
się one z wprowadzonym stanem wojennym, kartkami żywnościowymi i innymi negatywnymi zjawiskami polityczno-gospodarczymi. Dla kultury polskiej były
to jednak bardzo dobre lata.
Odtańczono „Suitę” z filmu „Vabank" (balet Teatru Muzycznego w Lublinie), zaśpiewano zupełnie mi
nieznane „Ritmo carnavale” Jana Kantego Pawluśkiewicza i „Ale
to już było” Maryli Rodowicz.
Bardzo ciekawe piosenki wybrano z
lat 90-tych: „Orła cień”(Varius Manx). „Takie tango”(Budka Suflera), „Dumka na dwa
serca”(Edyta Górniak i Mietek Szcześniak) i reprezentującą rok 2000 piosenkę Ryszarda Rynkowskiego
„Za młodzi za starzy”. Wraz z wybiciem godziny 12-tej odśpiewano
przebój Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa z nami” jako
ten, który był wykonywany na większości balów i imprez PRL-u.
Kiedy postanowiłam o tym napisać,
odwołałam się do Google, które podpowiedziało mi ,że koncert
odbył się w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Orkiestra
to Arte Symfoniko, a wykonawcy wymienieni przez Interię to: Jacek
Wójcicki, Anna Sokołowska-Alabrudzińska, Marta Wilk, Weronika Węgrzyn,Jakub
Oczkowski, Marcin Jajkiewicz i Łukasz Szczepanik. Miałam jednak
wrażenie, że były 4 wokalistki, kogoś więc pominięto. Myślałam, że wykonawcy są zawodowo związani z Teatrem im. J.Słowackiego, jednak tylko w stosunku do Jacka Wojcickiego sprawdziło się to częściowo, bo faktycznie do 1991 tam pracował. Najsłabszym punktem programu była konferansjerka. Pojawiający się z zapowiedziami Łukasz Lech raczył publiczność żartami nie najwyższego lotu.
Osobiście udanie weszłam w 2020 rok, ale moi młodzi nie mogą tego o sobie powiedzieć, oboje czeka szukanie pracy, bo 2 stycznia także syn dowiedział się, że nie przedłużą mu umowy. Ktoś bardzo mądry powiedział mi niedawno, że muszę "dać czasowi czas, a wszystko się ułoży". Oby to były prorocze słowa, bo po cichu liczyłam, że to będzie naprawdę dobry rok.
