Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 stycznia 2020

MÓJ SYLWESTER

https://www.youtube.com/watch?v=h44CyeBjdhA
 Widownia i scena Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie.
   Nigdy nie byłam na prawdziwym sylwestrowym balu ani nawet domowej imprezie zorganizowanej przez kogoś ze znajomych. Gdy żyli rodzice, a nie wybierali się sami do Klubu Oficerskiego na zabawę, to spędzałam ten wyjątkowy wieczór z nimi. Od roku 2004 są to samotne wieczory. Co prawda, gdy syn mieszkał ze mną, to zapraszał do swojego pokoju kumpli i jakoś mijał im ten wieczór. W roku 2011 do męskiego grona dołączyła Joanna, obecna partnerka syna, ale ani Sylwester w tamtym roku, ani żaden inny już na samodzielnym ich mieszkaniu nie był udany. Syn w tym roku miał nockę, a synowa była umówiona z przyjaciółką. Oboje byli  w kiepskich nastrojach, a ja leżąc na kanapie, cieszyłam się, że mięśnie i stawy nie bolą.   Moimi towarzyszami w tę wyjątkową noc byli: telewizor i markotna, bo wystraszona wystrzałami suka Masza.
   Nie miałam ochoty na oglądanie „Sylwestra marzeń” zorganizowanego przez państwową telewizję, bo wśród wykonawców nie było tych, których lubię . Polsat i TVN też organizowały imprezy w plenerze, ale to również nie było to, czego miałabym ochotę posłuchać.. Tak jak w poprzednich latach nastawiłam się, na oglądanie filmów. Rozczarowałam się ogromnie, bo albo filmy już widziałam, albo tematycznie mi nie odpowiadały. Zaczęłam „przebiegać” po kanałach, w nadziei, że trafię na coś ciekawego. Kilka minut po 22.00 usłyszałam piosenkę „Do grającej szafy grosik wrzuć”,  nie zwróciłam uwagi na stację, która ją nadawała. Gdy utwór się skończył dojrzałam na ekranie napis „100 lat polskiej rozrywki. Gala Sylwestrowa.”, postanowiłam sprawdzić, co kryje się za tym tytułem. Nie miałam pojęcia skąd koncert jest nadawany. Natomiast w górnym prawym rogu telewizora zobaczyłam nazwę stacji „TRWAM”. Nie przypuszczałam, że to będzie aż tak przyjemny wieczór.
   Ponieważ koncert już trwał, gdy na niego trafiłam, nie wiedziałam czy piosenki lat 50-tych też uwzględniono. Konferansjer wyszedł na scenę i powiedział „pozostajemy w latach 60-tych”. Rzeczywiście następna piosenka była w tamtym okresie bardzo popularna. Pierwszą wykonawczynią „Parasolek” była znana, lubiana i popularna przez kolejne dekady Maria Koterbska. Niestety nazwiska wykonawców poszczególnych utworów podawane były tak drobnym drukiem, że nie byłam w stanie ich odczytać. Mogłam jedynie stwierdzić, że widzę i słyszę ich pierwszy raz. Na szczęście dla słuchaczy, wykonawcy mieli silne, czyste głosy, wspaniałą dykcję. Teksty piosenek można było sobie przypomnieć w trakcie słuchania, bo wymawiano wyraźnie każdy wyraz. To było naprawdę miłe zaskoczenie, gdyż obecnie słuchając piosenkarzy, można zrozumieć jedynie pojedyncze słowa tekstu, te mocniej akcentowane. Od jakiegoś czasu taki odbiór słuchanych utworów składałam na karb pogorszonego własnego słuchu. 
    W miarę trwania koncertu zorientowałam się, że  wybrane piosenki reprezentowały kolejne dziesięciolecia.Były  piosenki, które faktycznie największe triumfy święciły w latach 60-tych. Nieśmiertelne „Jesteśmy na wczasach” Wojciecha Młynarskiego, „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” Skaldów. Przypomniano także piosenki, które nie były dziełem polskich twórców. Utwór „To były piękne dni” najbardziej znany w wykonaniu Haliny Kunickiej, jest piosenką autorów rosyjskich, ale rozsławiła go Mary Hopkins w roku 1968. Dwa lata wcześniej na Festiwalu w Sopocie, piękna Greczynka Angela Zilia wykonała utwór „Cyganeria”, którego kompozytorem był Giorgos Mouzakis. W Polsce był on w repertuarze: Annę German, Irenę Santor ,  Ninę Urbano i duet Zofia i Zbigniew Framerów. Najbliższe oryginałowi zdaje się być wykonanie Eleni, która śpiewa zarówno po grecku jak i po polsku. W czasie Gali Sylwestrowej piosenka ta nosiła tytuł „Czerwone wino” ale jako "Cyganeria" doczekała się 3 różnych polskich tekstów, ich autorami byli : A Nowak, Z. Stawecki, R. Sadowski. 
 Chyba nie do końca wykazano się konsekwencją, jeżeli chodzi o chronologię wykonywanych utworów,bo oprócz już wymienionych znalazły się takie, które powstały w latach 70-tych :” Staruszek świat” wylansowany przez Annę Jantar , Krzysztofa Krawczyka „To co dał nam świat”, czy kończące część pierwszą koncertu „Orkiestry dęte” Haliny Kunickiej. 
   Część druga koncertu obejmowała trzy dekady, lata 70, 80 i 90. Przypominając lata 70-te, wykonano „Tych lat nie odda nikt”(I.Santor), „Nie dokazuj”(Marek Grechuta i Anawa), „Nie liczę godzin i lat”(Andrzej Rybiński), „Dziś prawdziwych cyganów już nie ma”(Maryla Rodowicz, Stan Borys) i dwie piosenki zahaczające o kolejną dekadę „Ostatni raz zatańczysz ze mną”(Krzysztof Krawczyk) i „Kocham Cię życie”(Edyta Geppert).
    Nie bardzo wiem dlaczego lata 80-te były reprezentowane najsłabiej, może dlatego ze wciąż kojarzą się one z wprowadzonym stanem wojennym, kartkami żywnościowymi i innymi negatywnymi zjawiskami polityczno-gospodarczymi.  Dla kultury polskiej były to jednak bardzo dobre lata. Odtańczono „Suitę” z filmu „Vabank" (balet Teatru Muzycznego w Lublinie), zaśpiewano zupełnie mi nieznane „Ritmo carnavale” Jana Kantego Pawluśkiewicza i „Ale to już było” Maryli Rodowicz.
   Bardzo ciekawe piosenki wybrano z lat 90-tych: „Orła cień”(Varius Manx). „Takie tango”(Budka Suflera), „Dumka na dwa serca”(Edyta Górniak i Mietek Szcześniak) i reprezentującą rok 2000 piosenkę Ryszarda Rynkowskiego „Za młodzi za starzy”. Wraz z wybiciem godziny 12-tej odśpiewano przebój Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa z nami” jako ten, który był wykonywany na większości balów i imprez PRL-u.
   Kiedy postanowiłam o tym napisać, odwołałam się do Google, które podpowiedziało mi ,że koncert odbył się w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Orkiestra to Arte Symfoniko, a wykonawcy wymienieni przez Interię to: Jacek Wójcicki, Anna Sokołowska-Alabrudzińska, Marta Wilk, Weronika Węgrzyn,Jakub Oczkowski, Marcin Jajkiewicz i Łukasz Szczepanik. Miałam jednak wrażenie, że były 4 wokalistki, kogoś więc pominięto. Myślałam, że wykonawcy są zawodowo związani z Teatrem im. J.Słowackiego, jednak tylko w stosunku do Jacka Wojcickiego sprawdziło się to częściowo, bo faktycznie do 1991 tam pracował. Najsłabszym punktem programu była konferansjerka. Pojawiający się z zapowiedziami Łukasz Lech raczył publiczność żartami nie najwyższego lotu. 

   Nie spodziewałam się, że telewizja Trwam przygotuje tak wspaniałą galę. Koncertu wysłuchałam z przyjemnością nie tylko dlatego, że piosenki pozwoliły mi wrócić do lat młodości ale przede wszystkim dlatego, że ich wykonanie stało na bardzo wysokim poziomie. https://www.youtube.com/watch?v=h44CyeBjdhA
     Osobiście udanie weszłam w 2020 rok, ale moi młodzi nie mogą tego o sobie  powiedzieć, oboje czeka szukanie pracy, bo 2 stycznia także syn dowiedział się, że nie przedłużą mu umowy. Ktoś bardzo mądry powiedział mi niedawno, że muszę "dać czasowi czas, a wszystko się ułoży". Oby to były prorocze słowa, bo po cichu liczyłam, że to będzie naprawdę dobry rok.