Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 października 2017

KONCERT SKRZYPCOWY

zaczerpnięte z Google
    Na Jej blog http://liiviia2.blogspot.com/ trafiłam przypadkiem, akurat w momencie, gdy zamieściła notkę „Sami swoi...polska szopa”. Napisałam pod nią komentarz:Ryzykowne jest wypowiadanie się na jakiś temat tylko na podstawie tego, co się przeczytało. Takie podejście jest dopuszczalne w stosunku do tematów naukowych, a raczej popularno- naukowych, bo te mają opracowania sporządzone przez fachowców i możemy z tekst wyciągnąć fragmenty, którymi argumentować będziemy swoje za lub przeciw. Jeżeli chodzi o sztukę, to należałoby się zapoznać z interpretacją danego reżysera, by móc porównać z oryginałem(dramatem Wyspiańskiego)i dopiero wtedy wypunktowywać słabość wystawienia. Twoja opinia przypomina mi trochę powiedzenie "nie lubię zupy szczawiowej", a na pytanie dlaczego, udzielenie odpowiedzi "bo nie i już". Po absolwentce polonistyki oczekiwałabym czegoś więcej.
Autorka odpowiedziała:” Nie lubię wulgaryzmów i publicznej obsceny , a jeszcze bardziej nie lubię ulicznej zadymy w imię sztuki.I Wyspiański nie ma z tym nic wspólnego.
Ostatnie zdanie Twego komentarza jest cokolwiek nie na miejscu .”
Zareagowałam słowami:Jeżeli poczułaś się obrażona stwierdzeniem, że "spodziewałabym się czegoś więcej", to w czym widzisz niestosowność mojego komentarza? Ja też nie lubię wulgarności, zadym ulicznych w imię czegokolwiek. Tak jak stwierdziłam powyżej, aby porównywać dwie rzeczy ze sobą trzeba mieć silne argumenty przeciwko przedmiotowi krytyki i równie mocne dla obrony dzieła porównywanego. Po prostu u Ciebie tego mi zabrakło, a przecież przygotowanie masz mocniejsze od innych. Pozostaję mimo wszystko pełna życzliwości, co mam nadzieję, będzie mi dane udowodnić w innych komentarzach. Dziękuję za odwiedziny u mnie na blogu, mam nadzieję że nie są ostatnimi .Mój komentarz był wyrazem niedosytu odczuwanego po przeczytaniu tekstu autorki, a nie próbą Jej ośmieszenia.
   Tak zaczęła się moja znajomość z Liviią. Kilka postów później zaproponowałam kontakt e-mailowy. W pierwszym liście przyznałam się, że nie jestem znawczynią muzyki poważnej, a gry na skrzypcach nie lubię. Nowa znajoma postanowiła przekonać mnie, że uprzedzenie do skrzypiec jest spowodowane nieznajomością właściwych utworów. Wraz z listami przesyłała mi wybrane przez siebie „kawałki” wykonywane przez wybitnych wirtuozów tego instrumentu: David Garret „Babushka”, Nigel Kennedy „ Jovano Jovanke”, Vanesa Mea „Romeo&Juliet”, Vittorio Monti „Csardas”, Andre Rieu „My way”, Lara Fabian „Je T'aime”. Czy wy znacie te utwory? Jeżeli nie to posłuchajcie, naprawdę warto!(Nie włączam do tekstu klipów, bo i tak nie chcą się otwierać na blogu).
   W prosty sposób uświadomiła mi jak bardzo się myliłam do tego rodzaju muzyki. Po odpisaniu na jej ostatni list, postanowiłam posłuchać kilku utworów w wykonaniu Andre Rieu. Okazało się, że są wśród nich moje ulubione, a znane z radia, gdy słuchałam jeszcze „Lata z radiem” lub wcześniej „Koncertu życzeń” nadawanego kiedyś w niedzielne popołudnia. Bez wychodzenia do filharmonii miałam ucztę muzyczną i poprawiłam sobie nastrój. W tym samym momencie postanowiłam napisać o Krakowiance, która na swoim blogu pisze w przeważającej mierze o wydarzeniach kulturalnych, a robi to w sposób ciekawy, zrozumiały także dla laików.
   Blog w obecnym miejscu założyła 23 VIII 2015 roku, a wcześniejszy prowadziła na Interii(nie podała jego nazwy, więc nie mogę Was do niego odesłać). W jednej z pierwszych notek napisała:"Ten piękny utwór muzyczny dedykuję tym wszystkim ,którzy kochają skrzypce.I tym ,którzy są dopiero na początku drogi do tej miłości.I wszystkim moim czytelnikom ,za to ,że czytają,że komentują ,ze rozumieją. ” Dedykacją okazał się utwór „My way” spopularyzowany przez Franka Sinatrę, a tu przedstawiony w wykonaniu wspomnianego już Andre Rieu.
   Lubi łacińskie maksymy, tak jak ja. Oto dwie z nich: „ Homo totiens moritur,quotiens amittit suos -człowiek umiera tyle razy, ile razy traci swoich bliskich”, „Nihil citius arescit quam lacrime. Nic nie wysycha szybciej od łez.”.
   Jest osobą wykształconą, ukończyła dwa fakultety i choć wiedzę zdobytą na studiach wykorzystuje przy prowadzeniu bloga, to się nią nie popisuje. Wręcz przeciwnie jest nad wyraz skromna. Duży wpływ na Jej obecną postawę ma poważna choroba, do której się przyznała na blogu w roku 2016. O sobie poza tym pisze niewiele( notki: „Sankt Petersburg”, „Przyjaciele”, „Skrzypce”). Natomiast rozpiętość tematyczna postów mówi wystarczająco dużo, aby dostrzec w Niej bardzo wrażliwą osobę, kochającą muzykę, teatr, film i malarstwo. Trzyma rękę na pulsie odnośnie wydarzeń społecznych(rozpoczęcie roku akademickiego) i kulturalnych odbywających się w Krakowie. Kocha to miasto i wszystko, co się w nim dzieje jest Jej bliskie.
    Przodkowie przyjechali do Polski ze Lwowa i Ona bardzo mocno czuje się związana z tym miastem. Znając trudną sytuację Polaków mieszkających na Kresach, udziela się w organizacji „która pomaga polskim rodzinom na Ukrainie ,Białorusi ,Mołdawii ,częściowo Litwie ,Estonii i Łotwie. Częściowo ,bo państwa unijne nie są biedne. ”
   Uwielbiam ludzi ambitnych i z pasją, autorka bloga jest taką kobietą-piękną z wyglądu(mam Jej zdjęcie) i wewnętrznie. Pisze o muzyce , od opery(„Straszny dwór”) poprzez muzykę klasyczną( F. Chopin, J.Strauss, D.Szostakowicz) do popularnej (Edyta Geppert, Maciej Maleńczuk, Grzegorz Turnau). Nie obce są Jej wydarzenia historyczne, na temat których zabiera głos, dając własną ocenę(Powstanie Warszawskie, recenzja filmu o „Roju”).
   Dzięki Niej poznałam dwa nowe blogi i ich autorów : http://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/, http://ja-amasja.blogspot.com/. Do nich zaglądam raz w tygodniu. Moje grono internetowych znajomych poszerza się, a ja wzbogacam się o nowe doznania, czuję się szczęśliwsza, bo moja samotność nie wydaje się tak duża.
   Mam nadzieję, że Liwia nie weźmie mi za złe, że uchyliłam rąbka tajemnicy o Niej, a Wy zaglądniecie na bloga by poznać(lub przypomnieć sobie) Kraków i jego mieszkańców, widzianych Jej oczami.