Pokazywanie postów oznaczonych etykietą udogodnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą udogodnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2017

MAŁPA W KĄPIELI

Z oczu,uszu, fryzury i uzębienia
podobieństwo uderzające!

Rada małpa, że się śmieli,
Kiedy mogła udać człeka,
Widząc panią raz w kąpieli,
Wlazła po stół – cicho czeka.
Pani wyszła, drzwi zamknęła
Małpa figlarz – nuż do dzieła!
Wziąwszy pański czepek ranny,
Prześcieradło
i zwierciadło –
Szust do wanny!
Dalej kurki kręcić żwawo!
W lewo, w prawo,

Z dołu, z góry
Aż się ukrop puścił z rury.
Ciepło – miło – niebo – raj!


    W roku 2004, parę miesięcy po śmierci mamy, podjęłam decyzję o remoncie swojego mieszkania. Pierwszy raz w życiu porywałam się na coś takiego, bo wcześniej wszystkim zajmowała się Rodzicielka. Nie miałam rozeznania ani w kosztach materiałów, ani w kwestii fachowców. Pieniądze jakie otrzymałam w spadku, remont w przeważającej części pochłonął. Nikt ze znajomych, nie chciał wierzyć, że odnowienie mieszkania(bez pokoju syna) kosztowało aż tyle. A ja plułam sobie w brodę, bo fachowcy, choć pochodzący z tzw. polecenia, okazali się partaczami, którzy za usługi brali kolosalne pieniądze, a ich praca nie była tego warta. Wyjątek stanowił glazurnik, starszy człowiek, który zawsze był punktualny i większość pracy wykonał dobrze, a jeszcze lepiej zakamuflował niedoróbki, które ja dostrzegłam już po rozliczeniu.
   W remoncie najważniejsza była dla mnie łazienka, ponieważ chodziło o likwidację wanny i zamontowanie brodzika z kabiną. Wspomniany glazurnik namówił mnie na wyższy , niż ten który parę tygodni wcześniej montował u sąsiadów mieszkających nade mną. W tamtym czasie chodziłam już z podpórką, ale nogi podnosiłam na tyle sprawnie, że zakupiona armatura, nie stwarzała problemów. Pozwoliłam sobie także na panel prysznicowy z hydromasażem i to był lek na całe rozgoryczenie remontem. Co wieczór biczowałam ciało, czułam się zrelaksowana i nie miałam kłopotów ze snem. Moja radość trwała parę lat, dopóki kamień nie osiadł na rurkach i nie pozapychał dyszy. Woda zamiast nimi zaczęła ściekać po panelu i musiałam zrezygnować z hydromasażu. Pozostał tylko prysznic.
   Przez następnych kilka lat zaczęłam odczuwać coraz większe trudności z wchodzeniem do brodzika. Wykonywałam prawie akrobacje cyrkowe, by zdrową nogę oprzeć o podest na którym stoi pralka, podciągając się jednocześnie na rękach, słabszą nogę stawiałam w kabinie i siadałam na przyściennym taborecie. Kiedy zorientowałam się, że osłabłe ręce już nie utrzymują ciężaru ciała, zaczęłam domagać się od syna małego podestu, po którym mogłabym się „wdrapywać" do brodzika. On jednak bojąc się, że takie coś ucieknie mi spod nóg, a ja rozwalę sobie głowę, nie chciał tego zrobić. Zaczęłam poszukiwania gotowych schodków, ale w internecie były albo za wysokie albo plastikowe przeznaczone dla dzieci.         Pewnego dnia trafiłam do sklepu ze sprzętem rehabilitacyjnym, w którym zobaczyłam coś takiego, o co mi chodziło. Dwustopniowy podest służył pracownikom do ściągania towaru z wyższych półek. Niestety na sprzedaż nie posiadali niczego zbliżonego. Najstarszy z personelu mężczyzna powiedział, że za 100 zł może coś takiego mi zrobić. Przedobrzył sprawę i przedmiot wyszedł za długi, za wysoki. Na szczęście facet okazał się rzetelny i już bez dopłaty zrobił całkiem zgrabny, nowy stołeczek. Przez kilka lat, spełniał swoje zadanie.
   
    Kiedy okazało się, że mam tak duży problem z podnoszeniem nóg, iż nie mogę oderwać stopy od posadzki,  nawet przy pomocy syna, trzeba było pomyśleć o zmianie brodzika.   Zrobienie wpuszczanego w podłogę nie wchodziło w rachubę, gdyż wymagałoby to cięcia stropu(tak powiedział fachowiec). Wymiana na niższy groziła uszkodzeniem terakoty, której posiadane zapasy mogły nie wystarczyć na uzupełnienie ubytków.
Przez kilka miesięcy walczyłam z synem, by zlikwidował kabinę, zastępując ją kotarą prysznicową.
    Byłam przekonana, że siadając na stołku tuż przy brzegu , będę przekładała nogi i trzymając się uchwytu podciągała do pozycji stojącej,żeby wejść do środka brodzika. Niestety chociaż syn zrobił znacznie więcej, bo wyciął połowę wysokości, a ja przemeblowałam łazienkę, by wstawić taboret, to jednak i tak mam problem z samodzielnym wchodzeniem.
 Pomyślałam o zamontowaniu poręczy przypodłogowych, ale wcale nie jestem pewna czy ułatwiłyby wchodzenie, bo problemem są nogi, którymi nie mogę się zaprzeć o dno, by podnieść się z taboretu czy wózka.


   Kilka dni temu, kiedy przyszedł mi do głowy pomysł napisania postu o moich perturbacjach kąpielowych znalazłam na Google grafika wannę z drzwiczkami. Teraz będę myślała nad zamianą brodzika na taką wannę, chociaż szczerze mówiąc moja słaba wyobraźnia przestrzenna, nie umie pojąć jak woda nie będzie przeciekała w miejscach łączenia się drzwiczek z brzegami i dnem wanny.
     Jeżeli macie pomysły(podpatrzone u rodziny, znajomych) jak mogłabym usprawnić samodzielną kąpiel, to bardzo proszę o podpowiedź. Gdy syn mi asystuje przy wchodzeniu i wychodzeniu, to zazwyczaj dochodzi do przykrej wymiany zdań i awantury. On nie może się pogodzić z tym, że stałam się taka niedołężna, a ja zarzucam mu brak empatii.
   Dawniej mawiano "częste mycie, skraca życie". Ja swojego nie chciałabym skrócić przez  niefortunny upadek.
   Pogoda w Warszawie słoneczna, życzę więc dobrego nastroju i udanego weekendu.