Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek inwalidzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek inwalidzki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 listopada 2018

NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ STADAMI

   Moje wrześniowe perypetie z lekarzami nie skończyły się wraz z ich opowiedzeniem na blogu. Przepisane leki trochę pomogły ale po dwóch tygodniach Wyprysk potnicowy powrócił na dłonie, a zaczerwienienia na przedramieniu i udzie nie zniknęły. Zgodnie z zaleceniem lekarza-konsultanta, moja synowa poszła po 3 tygodniach do Przychodni przy Szpitalu Bielańskim z moim skierowaniem do Poradni Alergologicznej. Wystała się w ogromnej kolejce ponad godzinę, by dowiedzieć się, że z powodu błędów(brak kodu i pieczątki pod nim oraz rozpoznania-bo wyprysk potnicowy wpisany nie jest jednostką chorobową), nie może mnie do wspomnianej przychodni zarejestrować. Nawet gdyby skierowanie nie posiadało wymienionych uchybień, to termin wizyty przypadłby na marzec 2019 roku. Po nowe, właściwie wypisane skierowanie nie bardzo ma kto pojechać. 
    Po ponad dwóch latach bezrobocia syn znalazł w sierpniu pracę. Cała nasza trójka cieszyła się, jakby każde z nas Pana Boga chwyciło za nogi. Radość jednak była krótka, bo na początku września pracę straciła synowa i mocno się podłamała. Wiara młodych, że zaczną wychodzić na prostą, pierzchła, a i moje plany musiały ulec zmianie.
Wózek zakupiony przez siostrzenicę
    Na początku października do mieszkania wkroczyła moja siostra i tonem nie znoszącym sprzeciwu oznajmiła: moja córcia znalazła na allegro czy olx wózek dla Ciebie. Będziesz musiała poczekać kilka dni, bo muszą go przywieźć z Poznania. Zamurowało mnie, bo ani z nimi o nowym wózku nie rozmawiałam, ani o niego nie prosiłam. Stwierdzenie, że dostanę go od nich w prezencie na Gwiazdkę, było tyle miłe, co krępujące. Nie bardzo wiedziałam skąd wezmę pieniądze na gwiazdkowe prezenty dla 5-osobowej rodziny siostry. Z nimi bowiem jest trudna sprawa, gdyż mają zwyczaj obdarowywać się drogimi prezentami, więc jakiś drobiazg ode mnie byłby raczej przedmiotem kpin za moimi plecami. Żadne szydełkowe serwetki czy inne wyroby nie znalazłby w ich oczach uznania. Nadmieniłam tylko, że mam nadzieję, iż nie zapłacą za wózek dużo, bo nowy w sklepie ze sprzętem rehabilitacyjnym kosztuje 600 zł. Syn interesował się sprawą, gdy tylko okazało się, że małe lewe kółko się blokuje, a siedzisko z jednej strony jest oberwane. Trzy dni później siostra z siostrzenicą wkroczyły do domu prowadząc zakupiony sprzęt. Zatkało mnie kolejny raz,miałam przed sobą wózek nowiuteńki i było widać, że musiał być drogi nawet jeżeli był odkupywany od kobiety, która nabyła go dla swojego męża po wylewie. Niestety mężczyzna zmarł, a więc z wózka nie zdążył skorzystać. Nie wiem czy to przez czarny kolor tapicerki, czy z racji wymiarów wózek wyglądał na duży i ciężki. Takie były moje pierwsze przemyślenia gdy go zobaczyłam. Zastanawiałam się czy przejadę nim w najwęższych miejscach mojego mieszkania. W starym wózku zlikwidowałam z tego powodu podnóżki, bo ocierały się o sprzęty. Poza tym gdy tego dodatku nie ma łatwiej mi się siada, bo nie zaczepiam o nic nogą czy nogawkami spodni.         Moja siostra skupiła się na dodatkowych gadżetach:na pasku przypinającym w biodrach do siedzenia(żebym nie wypadła, jak oświadczyła), na stoliczku, na którym mogłam jeść i przedłużonych plecach, zakończonych podgłówkiem, by łeb mi nie latał na boki w czasie jazdy.Do wyposażenia należały także poduszka na siedzeniu, dodatkowe tylne kółeczka doczepiane w razie potrzeby, tylne hamulce, pompka, zestaw kluczy i instrukcja obsługi. Dodatki w foliowej torebce siostra położyła na stole, stojącym na tyle daleko od kanapy, na której siedziałam, że nie mogłam po to sięgnąć, by zaznajomić się ze sprzętem przynajmniej teoretycznie. Stary wózek siostra chwyciła i powiedziała:"wyrzucę, bo swojego synka się nie doprosisz". Kolejny przytyk pod adresem K.J sprawił mi przykrość. Ja wiem, że syn jest trudnym człowiekiem, bo sama kilka postów napisałam o jego postępowaniu, ale nie znoszę atakowania kogokolwiek bez powodu. Teraz złośliwość też nie musiała być wypowiedziana. Kiedy panie wyszły, siedziałam i patrzyłam na prezent gwiazdkowy, nie umiejąc się cieszyć. Wewnętrzny głos w środku, mówił mi, że będzie z jego powodu niezła chryja.         
Tak wygląda wózek bardzo podobny do
obecnie używanego, tylko w moi nie ma
wysokiej poduszki na siedzisku
 Kilka godzin spędziłam bez jedzenia i picia, a pęcherz chciało mi rozwalić, bo bałam się spróbować usiąść na to cudo. Przez podnóżki nie mogłam blatu małego stolika, znajdującego się przy kanapie, wsunąć pod siedzenie, by w ten sposób prawą stronę wózka zablokować bokiem stolika, a pod lewe koło wsadzić stopę zdrowszej nogi i wspierając się na podłokietnikach, wstać z kanapy. Dlatego prosiłam żeby siostra nie wynosiła starego,bo on gwarantował mi możliwość poruszania się do czasu aż nie oswoję się z nowym sprzętem. Wieczorem syn ledwo wszedł ,usłyszałam "a cóż to za rydwan kupili Ci, tylko konia brakuje". Chciałam złagodzić jego negatywną reakcję i nieśmiało odparłam, że to tylko tak wygląda, że jak wróci ze spaceru z psem, poczytamy instrukcję i zobaczymy jak zdjąć podnóżki oraz przedłużenie pleców z podgłówkiem. Syn usiadł na wózek i próbował nim wyjechać z pokoju. Twierdził, że siedzenie jest umieszczone wyżej niż w starym i mogę mieć kłopot z siadaniem, a duże koła jego zdaniem były mocniej cofnięte do tyłu i by nimi poruszać, muszę w sposób nienaturalny wykręcać ręce. Według niego był to typowy wózek leczniczy do przewożenia osób nie mogących jeździć nim samodzielnie. Po powrocie ze spaceru nie dowiedziałam się, co syn powiedział mojej rodzinie na temat prezentu, gdyż tuż za nim wkroczyły obie panie z minami jak chmury gradowe. Siostra chwyciła wózek, położyła na nim dodatkowe elementy i mówiąc "to jest bardzo drogi wózek" zaczęła wyjeżdżać z pokoju. Zanim dotarła do drzwi wejściowych, zahaczyła podnóżkami o szafkę na buty. Wykorzystał to mój syn mówiąc "to ciociu miałem na myśli, twierdząc,że  nie nadaje się do tego mieszkania". W odpowiedzi usłyszał "szafkę można zlikwidować". W tym momencie nie wytrzymał i zapytał "a lodówkę też mam matce wyrzucić, bo nie wjedzie nim do drugiego pokoju?". Odpowiedziało mu trzaśnięcie drzwi, a ja już wiedziałam że na pomoc siostry i jej rodziny w jakiejkolwiek innej sprawie nie mam co liczyć. Mój mózg i ciało ogarnął kac moralny. Rozumiałam dobre intencje siostry, ale w tym przypadku sprawdziło się porzekadło "dobrymi chęciami, piekło jest wybrukowane". Uważam, że gdy rodzina podjęła decyzję o sprezentowaniu mi wózka, to siostrzenica powinna była przyjść pokazać mi go i pozwolić wyrazić swoje obiekcje. Ja chciałam mieć najzwyklejszy wózek byle był funkcjonalny, zwrotny i niedrogi. Na szczęście nikt nie zabrał starego ze zsypu, gdzie go postawiła moja siostra. Ponieważ sugestia syna żeby zakupiony wózek wstawić do sklepu rehabilitacyjnego i spróbować sprzedać, a odzyskane pieniądze przeznaczyć na właściwszy, spotkała się z warknięciem " wystawię na olx", to następnego dnia i przez kilka następnych  wchodziłam na tę stronę. Sprawdziłam też ile taki wózek kosztuje i włosy dęba mi stanęły-nowy wyceniony jest na 3000 zł, a za taką kwotę można kupić 5 po 600. Nawet przyjmując, że sprzedający chciał połowę kwoty, to i tak była ona dla mnie kolosalna. Nie wiem, co kierowało rodziną, że dokonała takiego zakupu.Chęć pokazania, że ich stać? Z moim dobrem i wygodą niewiele to miało wspólnego. Możecie pomyśleć, że jestem niewdzięczna, bo zamiast docenić starania siostry, ja wybrzydzałam i skonfliktowałam się z najbliższymi. Wierzcie mi, że z wózka używanego w dobrym stanie, spełniającego wymóg wielkości pozwalającej poruszać się swobodnie po domu, byłabym tak samo rada jak z tego jaki mi został ofiarowany. Według parametrów podanych na stronie,  nowy wózek jest dłuższy o jakieś 20 cm, siedzisko jest szersze o 6 cm i jest cięższy o 7 kg. Komuś, kto nie musi korzystać z takiego sprzętu różnice mogą wydawać się nieistotne. W moim przypadku  obecnym wózkiem ledwo się mieszczę przy wejściu do kuchni, bo z przodu stoi lodówka najbardziej wychodząca na przedpokój.  Szerokość też ma znaczenie właśnie w tym pomieszczeniu, bo wolny środek jest szerokości około 50 cm, i to w miejscu, gdzie do przodu nie jest wysunięta kuchenka, która znacznie tę przestrzeń zmniejsza. Opisałam wam w jaki sposób wstaję z kanapy. Gdy jestem w pozycji stojącej, muszę wózek wysunąć spod blatu stolika i obrócić do siebie przodem, żeby usiąść. Ponieważ obie ręce mam zajęte trzymaniem się , to wózek do obrotu przesuwam biodrem. Dlatego też te 7 kg różnicy w wadze ma znaczenie. Co prawda piękny wózek się składa, ale nie miałam możliwości sprawdzenia, czy większa długość i szerokość pozwalałyby schować go do bagażnika przeciętnej taksówki, gdybym musiała gdzieś jechać. Zamawianie specjalnego transportu dla osób niepełnosprawnych, mogłoby się wiązać z dodatkowymi, większymi kosztami, a tego moja rodzina chyba nie wzięła pod uwagę. Kiedy obiecywałam notkę " DAROWANEMU KONIOWI..." pragnęłam opisać historię z wózkiem, bo wydała mi się ona kuriozalna, a przez to trochę śmieszna. Po dłuższym zastanowieniu chciałam jednak z tego pomysłu zrezygnować, bo jakby na to nie patrzeć,  ja i ta moja rodzina jakoś dziwacznie wypadamy. Zbliża się jednak grudzień, kiedy to na Mikołajki czy Gwiazdkę będziemy kupować bliskim i znajomym prezenty. Niechaj ta opowieść skłoni was do głębszej refleksji, czy wybrany przez was prezent przypadnie do gustu obdarowanemu. Czy będzie on radosną pamiątką uroczych chwil, czy może kłopotem?
      Obiecuję, że następna notka będzie radosna, a to za sprawą Jotki i uczennic z klasy 8a inowrocławskiej szkoły.