 |
| Salomea Kapuścińska |
Kiedy
w nocy z czwartku na piątek zaczął w mojej głowie powstawać
zarys postu, nie wiedziałam, że pierwszą informacją z
przeglądarki będzie Jej nekrolog. Kiedy 8 kwietnia 2016 roku w
poście „Moje hobby-drugie podejście" pisałam te słowa:
„Dlatego
na koniec dzisiejszego postu zamieszczę jeden z moich ulubionych
wierszy Salomei Kapuścińskiej, wrocławskiej poetki, za sprawą
której literatką nie zostałam. Była pierwszą i jedyną
recenzentką moich wierszy, a ponieważ jej opinia była dla mnie,
nastolatki druzgocąca, na wiele lat zarzuciłam pisanie”,nie
wiedziałam że w niespełna miesiąc później pożegna Ją nie
tylko Rodzina, ale wszyscy kochający poezję.
Wikipedia
mówi o Niej tak mało, że aż trudno w to uwierzyć.
Najobszerniejszą notkę wraz ze zdjęciem zamieścił Wrocławski
Oddział Pisarzy Polskich, przy okazji 3 spotkania w ramach cyklu
„Pomosty literackie”( w dniu 22 czerwca 2017 Waldemar Okoń,
będący gościem, wspominał tę niezwykłą kobietę).
Salomea
Anna Kapuścińska(ur.
1940, zm. 2016), poetka, autorka słuchowisk oraz tekstów piosenek.
Ukończyła Wydział Historyczny (historię sztuki) na Uniwersytecie
Wrocławskim oraz Państwowe Ognisko Kultury Plastycznej. Pracowała
jako dekoratorka wnętrz. Debiutowała jako poetka na łamach
czasopisma „Poglądy” (Katowice) w 1957 roku. Brała czynny
udział w życiu kulturalnym wrocławskich klubów: Pałacyk oraz
Związki Twórcze Debiutowała w 1962 roku tomikiem pt: „Chłodno
jest oczom”, później wydała m. in. „Wołanie na ptaka”
(1970), „Zbroja błękitna” (1973), „Tryptyk ze snu” (1976),
„Białostrunne” (1978), „Zmilczenia” (1980), „Czuwanie”
(1981), „Pożegnanie brata” (1986), „Nadzieja” (1987) i
ostatni tomik „Modrzewie” wydany w 1993 roku w ramach serii „Z
kołatką” wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy
Polskich. W sumie opublikowała 12 zbiorów wierszy. W jej wierszach
znajdują się liczne motywy nawiązujące do przyrody, szczególnie
gór. Ostatnie lata życia spędziła w domu opieki pod Wrocławiem,
gdzie dalej tworzyła poezję.
 |
| Tak wyglądałam w czasie, który wspominam |
Poznałam
Ją przez przypadek, kiedy Biblioteka Publiczna dla dzieci i
młodzieży przy ul. Stalowej we Wrocławiu zorganizowała konkurs
literacki „Wrocław - moje miasto”. Bibliotekarka namówiła
mnie, żebym wzięła w nim udział, chociaż o ciągotach
„pisarskich” raczej nie wiedziała. Znała mnie jako dziewczynę
dużo czytającą. Miałam 14 może 15 lat, podkochiwałam się w
Zbyszku Kuczyńskim, o kilka lat starszym sąsiedzie, wówczas już
licealiście. Z dużym prawdopodobieństwem był adresatem
powstających wtedy wierszy. Pamiętnika nie prowadziłam, z obawy że
wpadnie w ręce Rodzicielki,która przeczytawszy go, wyszydziłaby
mnie i poczynione wyznania.
Kiedy
okazało się, że mój wiersz zyskał uznanie jury, w skład którego
wchodziła właśnie S. Kapuścińska, to odbierając z Jej rąk
nagrodę, odważyłam się poprosić o przejrzenie moich wierszy.
Twórczości poetki nie znałam, zaczęłam się nią interesować
dopiero po naszym spotkaniu. Kilka dni później bibliotekarka
zwróciła mi zeszyt wraz z karteczką, na której były bolesne, ale
szczere słowa krytyki. Poetka porównała moją pisaninę, do poezji
Marii Konopnickiej. Nigdy nie lubiłam tej pisarki i poetki. Jej „O
sierotce Marysi i siedmiu krasnoludkach” przeczytałam, bo była to
lektura szkolna. „Rotę” jako utwór patriotyczny każdy uczeń
musiał znać na pamięć. Te dwie rzeczy wystarczyły, żebym Marię
Konopnicką kojarzyła jak najgorzej. A tu o zgrozo, moje utwory,
które uważałam za nowatorskie w treści i formie, spotkał taki
los.
Rozpoczęcie
innego koszmaru, czyli nauki w liceum, pomogło mi pogrzebać myśli
o pisaniu. Co dziwniejsze, choć zostałam smagnięta „biczem
krytyki” nie przestałam lubić samej Salomei. Wręcz przeciwnie.
Było w niej bowiem coś magicznego, nieuchwytnego, trudnego do
sprecyzowania. Kiedy się na Nią patrzyło, widziało się skromną,
cichą, zamkniętą w sobie kobietę. Niektórzy powiedzieliby
"panienka z dobrego domu" i taką rzeczywiście była,
córką znanego okulisty. Zwięzła w wypowiedziach, nie oszczędzała
"pisarskich nowicjuszy".
Jej
debiutancki tomik „Chłodno jest oczom” nie był w tym czasie do
zdobycia. W następnych latach udało mi się natomiast kupić
najpierw „Zbroję błękitną”(1973), potem „Wołanie na ptaka”
i „Białostrunne”. Można kochać książki i chcieć tymi
najukochańszymi zapełniać półki we własnym domu, ale życie
również w tej materii weryfikuje nasze pragnienia. Na studiach nie
było mnie stać na nabywanie kolejnych tomików. Tym bardziej nie
było to możliwe, gdy pojawił się syn, a ja zostałam samotną
matką. Dlatego też pomimo, iż poetka wydała 12 tomików, mnie o
Niej będą przypominać tylko te trzy.
Pierwszy
raz o Salomei Kapuścińskiej napisałam około roku 2010 na moim
poprzednim blogu. Niestety tamten post się nie zachował, dlatego
przystępując do pisania dzisiejszego, prześledziłam wpisy na Jej
temat w Google. Nie udało mi się odnaleźć fragmentów jednej ze
sztuk, było to coś związanego z Misterium, choć bardzo by się
przydał taki przykład, bo dowodził głębokiej wiary poetki.
Religijny wątek w Jej poezji porusza Kazimierz Bukowski w
„Katechezy:Czy warto być chrześcijaninem” zamieszczając
wiersz„Czarna
Madonna”.
Szukałam też tekstów piosenek, ale te odnajdziecie na płycie
Katarzyny Groniec, która śpiewa między innymi teksty Salomei.
Dzisiejszy
post jest bogatszy o wiedzę o poetce, bo nie jestem jedyną
blogerką, którą zafascynowała Jej poezja. Wiersz „Proszę
zostań ze mną” przeczytacie
na blogu „Sezam
rozmaitości” http://annf.bloog.pl. Na
blogu „Co
mi w duszy gra...wszystko jest
poezją”-malowane-wierszem.blogspot.com przytoczono wiersz „Gazela”.
Pod adresem http://ewairena.blogspot.com
blogerka
„Zuzia" zamieściła wiersz „Śniegi”.*
Salomea
Anna Kapuścińska zmarła w wieku 76 lat. Myślę, że byłaby
jeżeli nie szczęśliwa, to przynajmniej zadowolona, że ponad pół
wieku trudu twórczego, znajduje coraz to nowych wielbicieli.
szumiały
lasy gwiazd
obracała
się ziemia ta najczulsza z planet
w
dłoni tajemnej
wszystko
było z sobą tak czasem powiązane
i
ty byłeś ze mną
że
gdyby stanęły zegary
po
wszystkich kontynentach
badałaby
twój puls
wśród
gwiazd
warga
napięta
(„Erotyk”
z tomiku „Zbroja błękitna)
przyjdź
morzem czarnym
przyjdź
krzykiem fali
przyjdź
huraganem mew
przyjdź
morzem czarnym potopem otwartym
przyjdź
jak wraca pieśń
przyjdź
kwiatem umarłym dręczonym przez zamieć
przyjdź
wielką bezbrzeżną pamięcią
przyjdź
nocą rozdartą mknącymi gwiazdami
przyjdź
tęczą
i
ocal mnie lodem ocal płomieniem
od
naciągających zim
przyjdź
śmiercią i klęską i ciałem i cieniem
po
dym po noc po dym
(„Przyjdź...”
z tomiku „Wołanie na ptaka”)
***
i
wtul we włosy całą gorycz nieba
i
gorycz kwiatów które ledwo kwitną
a
wiedzą że im kwitnąć nad miarę potrzeba
po
dwakroć po trzykroć
i
wtul we włosy cały krzyk natury
i
ucisz wiatry najczulszymi słowy
i
niebo podpal słońcem i rozerwij chmury
aby
się wszystko to stało na świecie
co
w twojej leży potędze człowieczej
-by miłość wzeszła jak stos piorunowy

(Wiersz z tomiku "Białostrunne")
* pomimo kilkukrotnej weryfikacji tekstu, nie udało mi się zniwelować przerw między wyrazami, w niektórych zdaniach. Powstają one w trakcie zapisywania i przechodzenia do podglądu.