W połowie grudnia obiecałam przedstawić tomik poezji „Pierwszy milion nocy". Taki sam tytuł nosi blog, którego autorką jest Margarithes. Trafiłam do Niej przypadkiem, gdy przeglądając własne notki, pod jedną z nich zauważyłam komentarz, na który nie odpowiedziałam. Mowa w nim była o tym, że autor „Bzdetnika” polecił mój blog. Było to dla mnie duże, ale jakże miłe zaskoczenie. W porównaniu z innymi blogerami, mam mało komentujących. Największa liczba takich osób nie przekroczyła dziesięciu. Teraz zwracam uwagę na ilość obserwujących i muszę przyznać, że jestem szczęśliwa, gdy widzę duże liczby pod znakiem „oka”. Czy w nowym roku też tak będzie, czas pokaże.
Wracając do Margarithes, to cudowny komentarz zamieściła pod moim sylwestrowym postem. Muszę, go Wam pokazać, bo wzruszyłam się najpiękniejszym alfabetem jaki kiedykolwiek udało mi się widzieć.
A – abyś odważnie wchodziła w poranki,
B – brała z życia jasne niespodzianki.
C – czułość niech Cię codziennie spotyka,
D – a droga prowadzi tam, gdzie muzyka.
E-w dłoniach, w myślach i w ciele
F-chwil, które znaczą więcej niż wiele.
G-gestów prostych, lecz bardzo prawdziwych,
H-historii dobrych i życzliwych.
I-intuicji, co nigdy nie myli,
J-jasnych momentów, co długo się śniły.
K-kolorów w świecie i sobie samej,
L-lekkości kroków, gdy dzień się łamie.
M-marzeń, co rosną bez pośpiechu,
N-nadziei, nawet w chwilach oddechu.
O-otwartych drzwi i okien na świat,
P-prawd, które grzeją jak letni wiatr.
R-radości cichej lecz wytrwałej,
S-siły, co płynie z troski i chwały* codziennej,
T- trosk mniejszych niż wczoraj.
U-ważności na każdy krajobraz.
W-wiary w sens drobnych zdarzeń,
Z- zachwytu, który nie zna kalendarzy
„Pierwszy milion nocy” jest 6-tym zbiorkiem wierszy Małgorzaty Południak. W roku 2012 wydano „Czekając na Malinę” i potem były następne: ”Liczby nieparzyste”, „Mullaghmore”,”Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu”, „Podróżowanie w przestrzeni”. Jej opowiadanie znalazło się w roku 2017 w „Antologii współczesnych polskich opowiadań”(FORMA 2017).
Należy do Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest członkinią Międzynarodowego Stowarzyszenia Projektantów Typograficznych i Instytutu Projektantów w Irlandii. Projektantka graficzna i fotografka. Swoje felietony zamieszcza w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Prowadzi drugi blog artpub kultura.
Omawiany zbiór wierszy, to 87 stronicowa książeczka w miękkiej oprawie, zawierająca 65 wierszy. Została wydana przez Wydawnictwo FRONT w Poznaniu w 2024 roku. Jest 14-tym tomem serii wydawniczej SPP(Stowarzyszenie Pisarzy Polskich) i 3-cim serii wydawniczej Biblioteka FRONT/Profile. Redaktorem obydwu serii jest Łucja Dudzińska. Wspominam o tych detalach, dlatego, że pierwszy raz spotkałam się z tymi seriami wydawniczymi. Wraz z zakończeniem pracy bibliotekarki w roku 1989, obcymi stały mi się rynki wydawniczy i księgarski.
Na blogu "Pierwszy milion nocy" pod jednym z postów, człowiek o nicku „oko”, autor bloga „Lustro” tak napisał w komentarzu: ”nie zawsze wiem, co mogę napisać, bo Twoje wiersze do łatwych nie należą i często zdaje mi się, że ja je spłycam czytaniem.”
Zgadzam się z Jego wypowiedzią, odnoszę wrażenie, że wiersze zawarte w tomiku są zapisem myśli autorki, jakie przebiegają przez Jej głowę. Wielu z nich nie czułam, dlatego tak bardzo trudno było wybrać takie, które mogłabym przedstawić. Nie jestem krytykiem literackim, gdy sięgam po książkę, to jestem tylko czytelnikiem.
Różnice
Patrzymy na ileś tam wież. Złote sznurki
wystające z okien. Sierpniowe good morning
unoszące się nad dachami. Okrzyki.
Krzątanina.
Kiedyś takie poranki rozpoczynaliśmy od kawy,
spacerów i rozmów. Tęskniliśmy za wielkim miastem.
W mieście tęsknimy za wiejskim pejzażem.
Bierzesz kartkę do ręki i zwijasz w rulon.
Patrzysz na świat przez otwór wielkości czereśni.
Wypluwasz pestkę za pestką.
Ten wiersz spodobał mi się, bo, mógłby być opowieścią o dniu każdego z nas.
Lęk
Co chciałabym opowiedzieć?
Czytam o plamie na powierzchni,
o wybuchach na dnie oceanu, o górze lodowej,
- może podtopić Irlandię. Zabrnęłam zbyt głęboko.
Pojęcia nie mam, kim chcę być, skoro już jestem,
kim jestem. Nie wiem,
czy potrafię wrócić do pięknych wizji świata.
Tryskać humorem, by energia wibrowała blaskiem.
Strach, że sztuka nic nie zmienia – ani myśli ludzi,
ani działań polityków. Śmierdzące kałuże
z żółtymi otoczkami, niewinność doznań
i szereg omylnych fachowców od środowiska.
Bezradność – uczucie tak rzeczywiste
i bolesne jak okres, który trwa i zawstydza.
Pijąc poranną kawę, czytam o wydarzeniach na świecie. Też czuję bezradność i lęk, że ta rzeczywistość, którą mamy może zniknąć za sprawą oszołoma, który wywoła kolejną wojnę, obejmującą cały glob.
O daremności
Ziemia przepada. W słonej wodzie
skóra zblednie, później wyschnie,
przemieni się. Powiesz – życie ci spopielało,
rozeszło się wzdłuż i wszerz. Do śmierci
regulujemy zegarki, mówimy o nieskończoności,
godzimy kilka prac – mnóstwo zajęć jednocześnie.
Wymawiamy imiona bogów, błahostek.
Owszem, z drugiej strony mogłam milczeć.
Oglądać seriale na Netfriksie
i spoglądać na następny dzień,
polityczne gadki, reguły.
Sporo w nich pustych dźwięków,
rozciągniętych fraz,
naprężonych łuków,
grzbietów. Straconego czasu.
Wiersz czytało mi się ciężko z racji zastosowania przerzutni, czyli przeniesienia wyrazów opisujących daną myśl, do następnego wersu.
Autorka mieszka i tworzy w Irlandii, o Jej zachwycie tym krajem, opowiada(oczywiście moim zdaniem) wiersz
Zdobywanie
Wracam do książek o miastach.
Niedaleko odnajduję wiktoriańskie zabudowy obronne.
Wyobrażam sobie – żołnierze napoleońscy spadają
z warowni jeden po drugim.
W rzeczywistości nigdy tam nie dotarli.
Naiwność, że jesteśmy pępkami świata,
nie przynależy tylko do nas.
Przechadzam się teraz po innym mieście.
Pomiędzy sklepami i kolorowymi bramami.
Gdyby nie Wikingowie, by mnie to nie interesowało,
ale to dzięki nim Dublin wyrósł z bagna.
Liffey dzieli stolicę na dwie części -bogatą i biedną.
W jednej i drugiej mieszkają ludzie,
którzy nigdy nie zapuścili się w przeciwległe części miasta.
Wikingowie byli wszędzie.
Liffey- to jedna z trzech obok Tolki i Doddera, rzeka przepływająca przez Dublin.
Wiem, że czytający blogi, nie lubią długich postów, chociaż moje zazwyczaj takie są. Jednak każdemu prowadzącemu blog, zależy na tym, by jego notki były ciekawe i czytane, a nie tylko przebiegane w wzrokiem. W swoich notatkach miałam jeszcze wyszczególnione dwa wiersze, „Osnowa” i „Jakimś cudem”. Zastanawiałam się czy je w tym miejscu zamieścić. Oba są kilku zwrotkowe. Zrezygnowałam z nich, na rzecz recenzji, która kończy post, a mówi o tych wierszach więcej niż ja kiedykolwiek mogłabym powiedzieć.
Moje wrażenia po lekturze
wierszy, nie oddają pełnej ich wartości. Dlatego by zachęcić
tych, którzy poezję lubią, do zapoznania się ze wszystkimi utworami, przytoczę słowa Łucji Dudzińskiej,
która na tylnej okładce napisała „Szósty zbiór wierszy
Małgorzaty Południak, „Pierwszy milion nocy”, to wyjątkowe
połączenie autorskiego opracowania typograficznego z poezją, która
ukazuje złożony splot codziennych doświadczeń – tych
przeżytych, zaobserwowanych i wyobrażonych.[...] To poezja
intelektu i uważności, zakorzeniona w specyficznej dla Małgorzaty
Południak dykcji, w której abstrakcyjne myślenie łączy się z
wyraźnym zmysłowym odbiorem rzeczywistości. Wnikliwy czytelnik
zanurzy się w gęstwinie szczegółów, wplątany w sytuacje, które
skłaniają do refleksji nad nieuchronnym cyklem życia, jego
utopijnymi wizjami i filozoficznymi rozważaniami nad zmiennością
świata.”




















