poniedziałek, 5 stycznia 2026

WRAŻLIWA KOBIETA


 


   W połowie grudnia obiecałam przedstawić tomik poezji „Pierwszy milion nocy". Taki sam tytuł nosi blog, którego autorką jest Margarithes. Trafiłam do Niej przypadkiem, gdy przeglądając własne notki, pod jedną z nich zauważyłam komentarz, na który nie odpowiedziałam. Mowa w nim była o tym, że autor „Bzdetnika” polecił mój blog. Było to dla mnie duże, ale jakże miłe zaskoczenie. W porównaniu z innymi blogerami, mam mało komentujących. Największa liczba takich osób nie przekroczyła dziesięciu. Teraz zwracam uwagę na ilość obserwujących i muszę przyznać, że jestem szczęśliwa, gdy widzę duże liczby pod znakiem „oka”. Czy w nowym roku też tak będzie, czas pokaże.

   Wracając do Margarithes, to cudowny komentarz zamieściła pod moim sylwestrowym postem. Muszę, go Wam pokazać, bo wzruszyłam się najpiękniejszym alfabetem jaki kiedykolwiek udało mi się widzieć.


A – abyś odważnie wchodziła w poranki,

B – brała z życia jasne niespodzianki.

C – czułość niech Cię codziennie spotyka,

D – a droga prowadzi tam, gdzie muzyka.


E-w dłoniach, w myślach i w ciele

F-chwil, które znaczą więcej niż wiele.

G-gestów prostych, lecz bardzo prawdziwych,

H-historii dobrych i życzliwych.


I-intuicji, co nigdy nie myli,

J-jasnych momentów, co długo się śniły.

K-kolorów w świecie i sobie samej,

L-lekkości kroków, gdy dzień się łamie.


M-marzeń, co rosną bez pośpiechu,

N-nadziei, nawet w chwilach oddechu.

O-otwartych drzwi i okien na świat,

P-prawd, które grzeją jak letni wiatr.


R-radości cichej lecz wytrwałej,

S-siły, co płynie z troski i chwały* codziennej,

T- trosk mniejszych niż wczoraj.

U-ważności na każdy krajobraz.


W-wiary w sens drobnych zdarzeń,

Z- zachwytu, który nie zna kalendarzy


  „Pierwszy milion nocy” jest 6-tym zbiorkiem wierszy Małgorzaty Południak. W roku 2012 wydano „Czekając na Malinę” i potem były następne: ”Liczby nieparzyste”, „Mullaghmore”,”Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu”, „Podróżowanie w przestrzeni”. Jej opowiadanie znalazło się w roku 2017 w „Antologii współczesnych polskich opowiadań”(FORMA 2017).

   Należy do Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest członkinią Międzynarodowego Stowarzyszenia Projektantów Typograficznych i Instytutu Projektantów w Irlandii. Projektantka graficzna i fotografka. Swoje felietony zamieszcza w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Prowadzi drugi blog artpub kultura.

   Omawiany zbiór wierszy, to 87 stronicowa książeczka w miękkiej oprawie, zawierająca 65 wierszy. Została wydana przez Wydawnictwo FRONT w Poznaniu w 2024 roku. Jest 14-tym tomem serii wydawniczej SPP(Stowarzyszenie Pisarzy Polskich) i 3-cim serii wydawniczej Biblioteka FRONT/Profile. Redaktorem obydwu serii jest Łucja Dudzińska. Wspominam o tych detalach, dlatego, że pierwszy raz spotkałam się z tymi seriami wydawniczymi. Wraz z zakończeniem pracy bibliotekarki w roku 1989, obcymi stały mi się rynki wydawniczy i księgarski.

   Na blogu "Pierwszy milion nocy" pod jednym z postów, człowiek o nicku „oko”, autor bloga „Lustro” tak napisał w komentarzu: ”nie zawsze wiem, co mogę napisać, bo Twoje wiersze do łatwych nie należą i często zdaje mi się, że ja je spłycam czytaniem.”

   Zgadzam się z Jego wypowiedzią, odnoszę wrażenie, że wiersze zawarte w tomiku są  zapisem myśli autorki, jakie przebiegają przez Jej głowę. Wielu z nich nie czułam, dlatego tak bardzo trudno było wybrać takie, które mogłabym przedstawić. Nie jestem krytykiem literackim, gdy sięgam po książkę, to jestem tylko czytelnikiem.

Różnice


Patrzymy na ileś tam wież. Złote sznurki

wystające z okien. Sierpniowe good morning

unoszące się nad dachami. Okrzyki.

Krzątanina.


Kiedyś takie poranki rozpoczynaliśmy od kawy,

spacerów i rozmów. Tęskniliśmy za wielkim miastem.

W mieście tęsknimy za wiejskim pejzażem.


Bierzesz kartkę do ręki i zwijasz w rulon.

Patrzysz na świat przez otwór wielkości czereśni.

Wypluwasz pestkę za pestką.


Ten wiersz spodobał mi się, bo, mógłby być opowieścią o dniu każdego z nas.


Lęk


Co chciałabym opowiedzieć?

Czytam o plamie na powierzchni,

o wybuchach na dnie oceanu, o górze lodowej,

- może podtopić Irlandię. Zabrnęłam zbyt głęboko.

Pojęcia nie mam, kim chcę być, skoro już jestem,

kim jestem. Nie wiem,


czy potrafię wrócić do pięknych wizji świata.

Tryskać humorem, by energia wibrowała blaskiem.

Strach, że sztuka nic nie zmienia – ani myśli ludzi,

ani działań polityków. Śmierdzące kałuże

z żółtymi otoczkami, niewinność doznań

i szereg omylnych fachowców od środowiska.

Bezradność – uczucie tak rzeczywiste

i bolesne jak okres, który trwa i zawstydza.


    Pijąc poranną kawę, czytam o wydarzeniach na świecie. Też czuję bezradność i lęk, że ta rzeczywistość, którą mamy może zniknąć za sprawą oszołoma, który wywoła kolejną wojnę, obejmującą cały glob.


O daremności


Ziemia przepada. W słonej wodzie

skóra zblednie, później wyschnie,

przemieni się. Powiesz – życie ci spopielało,

rozeszło się wzdłuż i wszerz. Do śmierci

regulujemy zegarki, mówimy o nieskończoności,

godzimy kilka prac – mnóstwo zajęć jednocześnie.

Wymawiamy imiona bogów, błahostek.

Owszem, z drugiej strony mogłam milczeć.

Oglądać seriale na Netfriksie

i spoglądać na następny dzień,

polityczne gadki, reguły.

Sporo w nich pustych dźwięków,

rozciągniętych fraz,

naprężonych łuków,

grzbietów. Straconego czasu.

   Wiersz czytało mi się ciężko z racji zastosowania przerzutni, czyli przeniesienia wyrazów opisujących daną myśl, do następnego wersu.

   Autorka mieszka i tworzy w Irlandii, o Jej zachwycie tym krajem, opowiada(oczywiście moim zdaniem) wiersz


Zdobywanie


Wracam do książek o miastach.

Niedaleko odnajduję wiktoriańskie zabudowy obronne.

Wyobrażam sobie – żołnierze napoleońscy spadają

z warowni jeden po drugim.

W rzeczywistości nigdy tam nie dotarli.

Naiwność, że jesteśmy pępkami świata,

nie przynależy tylko do nas.


Przechadzam się teraz po innym mieście.

Pomiędzy sklepami i kolorowymi bramami.

Gdyby nie Wikingowie, by mnie to nie interesowało,

ale to dzięki nim Dublin wyrósł z bagna.

Liffey dzieli stolicę na dwie części -bogatą i biedną.

W jednej i drugiej mieszkają ludzie,

którzy nigdy nie zapuścili się w przeciwległe części miasta.

Wikingowie byli wszędzie.


Liffey- to jedna z trzech obok Tolki i Doddera, rzeka przepływająca przez Dublin.


   Wiem, że czytający blogi, nie lubią długich postów, chociaż moje zazwyczaj takie są. Jednak każdemu prowadzącemu blog, zależy na tym, by jego notki były  ciekawe i czytane, a nie tylko przebiegane w wzrokiem. W swoich notatkach miałam jeszcze wyszczególnione dwa wiersze, „Osnowa” i „Jakimś cudem”. Zastanawiałam się czy je w tym miejscu zamieścić. Oba są kilku zwrotkowe. Zrezygnowałam z nich, na rzecz recenzji, która kończy post, a mówi o tych wierszach więcej niż ja kiedykolwiek mogłabym powiedzieć.

   
   Moje wrażenia po lekturze wierszy, nie oddają pełnej ich wartości. Dlatego by zachęcić tych, którzy poezję lubią, do zapoznania się ze wszystkimi utworami, przytoczę słowa Łucji Dudzińskiej, która na tylnej okładce napisała „Szósty zbiór wierszy Małgorzaty Południak, „Pierwszy milion nocy”, to wyjątkowe połączenie autorskiego opracowania typograficznego z poezją, która ukazuje złożony splot codziennych doświadczeń – tych przeżytych, zaobserwowanych i wyobrażonych.[...] To poezja intelektu i uważności, zakorzeniona w specyficznej dla Małgorzaty Południak dykcji, w której abstrakcyjne myślenie łączy się z wyraźnym zmysłowym odbiorem rzeczywistości. Wnikliwy czytelnik zanurzy się w gęstwinie szczegółów, wplątany w sytuacje, które skłaniają do refleksji nad nieuchronnym cyklem życia, jego utopijnymi wizjami i filozoficznymi rozważaniami nad zmiennością świata.”


piątek, 2 stycznia 2026

MUSZĘ, BO SIĘ UDUSZĘ!

   Witam w nowym roku. Pierwszym postem miało być opowiadanie, jakie to niemiłe niespodzianki spotkały mnie w ostatnim tygodniu grudnia 2025 roku. To jednak musi poczekać, bo są ciekawsze rzeczy.

    Post "Sylwestrowe zwierzenia" przeczytało do tej pory 88 osób. Jest mi z tego powodu bardzo miło. Może nie wszyscy czytają także komentarze, a tym razem wydarzyło się w nich wiele. Swoje uwagi na temat moich przeróbek znanych wierszy zamieściło 9 osób. Aisab( https://blogaisab.wordpress.com/napisała tekst wierszowany, który nie spełniał podstawowego warunku, nie zaczynał się cytatem z jakiegoś utworu. Jest jednak bardzo sympatyczną formą złożenia życzeń noworocznych, dlatego zamieszczam, bo być może stanie się dla kogoś źródłem natchnienia.

Brak mi dziś na bal kompana;
nie mam z kim wypić szampana;
gdybyś tylko zechciała KOCHANA;
byłaby z nas dobrana para do...rymowania;
jednak moje towarzystwo nie każdemu pasi;
więc przyjmij noworoczne życzenia od Basi;

   Do napisania tego postu sprowokowały mnie dwie blogerki, które przyjęły wyzwanie i ułożyły wierszyki.

Pierwszą była Jotka(Pani od biblioteki), która tak rymowała:

Osiołkowi w żłoby dano,

On zaś wolałby do baru,

 na drineczka,

na befsztyczek,

a tu owies, 

a tu siano.

Wybór ciężki,

smaku brak.

kasy mało, 

bar daleko

ni drineczka,

ni obiadu

więc się osioł nie doczekał. 

(Aleksander Fredro "Osiołkowi w żłoby dano")

    Następnego dnia rano kolejny utwór, tym razem "Na straganie" Jana Brzechwy.

Na starganie w dzień targowy
takie słyszy się rozmowy:
czy to por jest czy też pora,
pyta seler kalafiora,
a po czemu te jagody
pyta klient już niemłody.
Ile by nie kosztowały
zawsze słono, panie drogi!
Lecz jak świeże, to ja biorę
mam apetyt na pierogi.
Obok jajek leżą sery
i kapusty piramida
weź kapusty główek kilka,
ta na bigos
nam się przyda!

   Wszelkie wymogi spełnione pierwszy wers cytatem z oryginału, a reszta bardzo fajnie zrymowana. No i  puenta też w punkt.

    Drugą, która zechciała dołączyć do zabawy była Frau Be, ale póki co wysforowała się na pierwsze miejsce, bo zamieściła aż 3 utworki, z komentarzem "dobrze, jedziemy z tym koksem" :


Chcecie bajki? Oto bajka.
Staś ozdobił pięknie jajka,
serweteczkę wyprasował
i koszyczek przygotował.
Mama Stasia, gospodyni,
gotowała zupę z dyni.
Gdy kosz Stasia zobaczyła,
to za głowę się chwyciła.
- Dziecko moje, co to jest?
- Będą święta, Stasiek rzekł.
- Trzeba święcić wnet jedzenie...
- Stasiu, przecież Boże Narodzenie
trzeba wkrótce nam obchodzić
i choinkę zacząć zdobić.
Twoje jajka to jest gratka,
będzie pyszna z nich sałatka!
Koniec bajki, idźcie spać
pod kołderką nogi grzać!
Jan Brzechwa "Przygody Pchły Szachrajki"

A pod tekstem dopisek: "Może jeszcze coś wymyślę, ale najpierw kolacja, trzeba mózg odżywić :)"

  1. Teraz Tuwim na warsztat: "Bambo".

    Murzynek Bambo w Afryce mieszka.
    Tu skubnie banana, a tam orzeszka.
    Ma bardzo przytulny i miły domek,
    w sąsiedztwie zaś mieszka Murzynka ziomek,
    na imię ma Bimbam, nazwisko Bumbum,
    był kiedyś w Polsce i widział Sztum.
    Obaj łobuzy w całej wiosce znani,
    chuliganami są nazywani.
    I tak to obaj jednego razu
    wstali i zaraz rano, od razu
    ci dwaj nicponie Bimbam i Bambo
    zepsuli razem publiczne szambo.
    W wiosce śmierdziało
    i źle się działo,
    a Bambo z Bimbamem pośrodku stali
    i na głos cały się z tego śmiali.
    Dręczyli wioskę swymi pomysłami,
    głosili, że są AFROAFRYKANAMI.
    Niebawem skończyły się ich wybryki,
    bo wyjechali do Ameryki.
  2. Nie zabrakło dopisku "Strasznych głupot naplotłam w tych wierszykach, ale spodobało mi się, może machnę trzeci przed snem :)"
  3. Zamieszczono 2 stycznia 2026 roku
  4. Teraz Jan Brzechwa - "Żaba"

  5. Pewna żaba była słaba,
    więc do drugiej żaby gada:
    - Chyba dziś wyciągnę nogi,
    czy nie mogłabyś mi zrobić
    dwóch kanapek z komarami,
    tortu z muszek z trzema ćmami?
    Wyślij po sprawunki jeża,
    poproś także nietoperza,
    po owady niechże leci,
    póki słońce jeszcze świeci.
    Leży żaba, dyryguje,
    innymi się wysługuje.
    Tutaj torcik, tam kanapki,
    zjada świerszcze, musze łapki.
    Tak obżarta tylko jękła,
    z przejedzenia się rozpękła.
  6.  Nie wiem jak Wam się teksty podobają, ale ja przy każdym parskałam śmiechem, a przy "Żabie" jęknęłam i pękłam.
  7.  O niecodziennym komentarzu zamieszczonym pod wspomnianym postem, a napisanym przez Margarithes opowiem w osobnej notce, na przeczytanie której już zapraszam.

środa, 31 grudnia 2025

SYLWESTROWE ZWIERZENIA


 Sylwestrowy post składa się z tekstów powstających w ciągu całego roku. Na początku wpadłam na pomysł by przerobić „ABECADŁO”. Oto moja wersja.


"ABECADŁO Z PIECA SPADŁO"

 WIELE WSTYDU SIĘ NAJADŁO.

POGUBIŁO TO I OWO,

SPADAĆ JEST BARDZO NIEZDROWO.

A GDY CI SIĘ JUŻ PRZYDARZY,

TO MASZ GIPS I STOS BANDAŻY.


      Moja zabawa słowem polegała na tym, by do pierwszego wersu znanego utworu, dopisać własną część. Wiele miesięcy później w”Familiadzie”, po odpowiedzi jednego z uczestników, Karol Strasburger zacytował fragment znanej układanki „wpadła gruszka...”. Bardzo lubię prowadzącego od chwili, gdy zobaczyłam Go w głównej roli filmu „Agent nr 1”.Z utęsknieniem patrzyłam jak w roli Toliboskiego, klęka przed Niechcicową z naręczem nenufarów. Płakałam gdy w „Polskich drogach” ginął na cmentarzu, w chwili gdy na  świat przychodził jego syna. Wspomniany cytat nasunął mi taki oto wierszyk:



"WPADŁA GRUSZKA DO FARTUSZKA",

NO A Z NIEGO WPROST DO BRZUSZKA.

CHOCIAŻ BARDZO SMAKOWAŁA, 

REWOLUCJĘ WYWOŁAŁA.

Z TEGO JEST NAUKA TAKA,

MYJ OWOCE, BO BĘDZIE DRAKA.

    Teleturnieje, to programy, które lubię oglądać najbardziej. „Jeden z dziesięciu” już mnie trochę znużył, choć jest obok "Va Banque" tym który tak naprawdę sprawdza wiedzę uczestników, bo nie podsuwa im podpowiedzi. W "Milionerach" jedno z pytań jakie otrzymał uczestnik brzmiało „Co niósł Grześ przez wieś”. O ile pamiętam, poprosił o pomoc publiczność, ale nie wiem ile w rezultacie udało mu się wygrać. Reperkusją opisanego zdarzenia było:

 


"IDZIE GRZEŚ PRZEZ WIEŚ"

  BARDZO SPIESZY SIĘ GDZIEŚ.

  W KOMÓRKĘ  WPATRZONY,

  PRZEZ POKRZYWY POPARZONY.

   KUMPLE PIWO WYPIJĄ BEZ NIEGO,

   UWAŻAJ JAK LEZIESZ  KOLEGO.


  Długo w laptopie czekały te strofy na wykorzystanie. Gdy postanowiłam pod choinkę dać Wam krzyżówkę, to rymowanki na Sylwestra zdawały się być dobrym pomysłem. Krzyżówka mi się nie udała, rymowanka, która ją zastąpiła, też zainteresowania nie wzbudziła. Pomieszała mi jednak szyki, bo dwa bardzo podobne teksty następują po sobie. Ten jednak możecie tylko przeczytać. Nie ukrywam, że byłabym szczęśliwa, gdybyście w komentarzach ułożonymi przez siebie wersami się pochwalili, pamiętając, że pierwszy ma być cytatem. Dopiero przy wpisywaniu bibliografii do postu, zorientowałam się, że najwięcej utworów, z których czerpałam są autorstwa Juliana Tuwima i Jana Brzechwy. Chyba to nikogo nie dziwi, gdyż byli to(moim zdaniem) najlepsi autorzy poezji dla dzieci.

      


     " SAMOCHWAŁA W KĄCIE STAŁA"

         I NA LOS SWÓJ  NARZEKAŁA.

         CHOĆ MAM WIELKĄ WYOBRAŹNIĘ,

         NIKT NIE BIERZE MNIE POWAŻNIE.

          PRZEDSIĘWZIĘŁA ZAMIAR SPORY

          I WYGRAŁA WNET WYBORY.

          GDY DO SEJMU SIĘ WYBRAŁA,

           NA MÓWNICĘ SIĘ DOSTAŁA.

            TAM SŁUCHALI JEJ  POSŁOWIE,

            CHOCIAŻ MIAŁA PUSTO W GŁOWIE.

             POLITYCY  TEŻ TAK MAJĄ,

             GRANIC GŁUPOTY NIE  ZNAJĄ.

              



               "NA TAPCZANIE SIEDZI LEŃ",

                 MA NA TWARZY GENIUSZU CIEŃ.

                 MIAŁ OCHOTĘ NA ROBOTĘ,

                 LECZ POMYŚLAŁ, ZROBIĘ POTEM.

                 TAK LATAMI POTRAFIŁ ŻYĆ,

                  NIE MA TO, JAK LENIEM BYĆ



   "STOI NA STACJI LOKOMOTYWA"

    WAGONÓW NIE CIĄGNIE, BO JUŻ LECIWA.

     PENDOLINO WOZI GRUBASÓW,

    TAKI ZNAK JEST NASZYCH CZASÓW.

            

  "GDYBY KÓZKA NIE SKAKAŁA",

   TO BY KOZŁA NIE POZNAŁA.

    NIE BYŁOBY KOŹLĄT WIELU,

   W KRÓTKIM CZASIE PO WESELU.

    

   Nasza polska literatura jest tak bogata, że i we wcześniejszych okresach można znaleźć utwory pisane dla dzieci i dla dorosłych.




           "PRZYMAWIAŁO JEDNEGO CZASU WINO WODZIE"

           TYŚ CORAZ BRUDNIEJSZA, A JA NADAL W MODZIE.

            GDYBY NIE JA, USCHŁYBY WINNICE -RZECZE WODA,

            TY MNIE NIE OBCHODZISZ, TYLKO ICH MI SZKODA.



  "NA DZIEDZIŃCU PRZY KURNIKU"

    BYŁO BARDZO  DUŻO KRZYKU.

    MĄŻ WYBRAŁ SIĘ  NA POKERA,

     ŻONA WRZESZCZY I JEST AFERA.

     NADESZŁA PRAWDY GODZINA,

     GADAJ! HAZARD CZY RODZINA?

      ON CZEKA NA DOBRĄ KARTĘ,

      ONA SERCE MA ROZDARTE.

                               

                                                                     

                               
                                     

  "PAN KOTEK BYŁ CHORY",

   A TO KŁOPOT SPORY.

  MYSZY SOBIE HARCUJĄ,

  KOTKOWI NIE WSPÓŁCZUJĄ.



 "BYŁ SOBIE DZIAD I BABA",

    WSPOMINALI DAWNE CZASY.

     A ICH DZIECI, CHCĄC BYĆ MODNE,

     STAŁY SIĘ BARDZO WYGODNE.

     ZAGRANICZNE WCZASY WYBRAŁY,

     CHOĆ WYDATEK TO NIEMAŁY.

     DZIAD I BABA FORSĘ CIUŁALI W MOZOLE,

     TERAZ SĄ SAMI , PRZY WIGILIJNYM STOLE.

           


  "WUJ PARASOL SOBIE SPRAWIŁ,

     OTOCZENIE TYM ROZBAWIŁ.

     WSZYSCY PRZECIEŻ O TYM WIEDZĄ,

     ŻE GDY PADA W DOMU SIEDZĄ.

    WIELU WTEDY LUBI SPAĆ,

    BY WYTCHNIENIE KOŚCIOM DAĆ.

    CHOĆ SPRAWUNEK BYŁ UDANY,

    TO PARASOL ZANIEDBANY

    CZUJE SIĘ TEŻ  OSZUKANY.

    CHCIAŁ PRZEZ DESZCZYK BYĆ MUSKANY,

    A  PODPIERA W SIENI ŚCIANY. 


    Sylwestrowy wieczór powinien być miły jeżeli nie radosny. Ze swojej przeszłości, nie pamiętam by kiedykolwiek wieczór ten był udany. Nie zaliczyłam żadnego balu ani nawet baliku. Raz zostałam zaproszona na domówkę, ale była tak okropna, że chciałam jak najszybciej zapomnieć. Parafrazując znane powiedzenie: ”Nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy", ja mogę powiedzieć: nie ważne jak się rok skończy, ale jak zacznie, bo od 24 grudnia spotykają mnie same przykre niespodzianki(a ja lubię tylko miłe). O swoich świątecznych dniach napiszę już w nowym roku. Życzeń Wam nie składam, bo zrobiłam to w poprzednim poście. Pozostawiam jednak do przemyślenia...

Była sobie babuleńka,

Taka stara że aż strach;

Miała chatkę bez okienka,

A nad chatką stary dach.

Miała w ręku kij sękaty,

A na plecach duży garb;

Starą suknię w same łaty:

I to był jej cały skarb.


W poście wykorzystano utwory:

Autor nieznany- „Wpadła gruszka do fartuszka”(rymowanka)

Władysław Bełza „Babuleńka”

Jan Brzechwa - „Leń”, "Samochwała"

Stanisław Jachowicz – „Chory kotek”

Ignacy Krasicki - „Wino i woda”

Józef Ignacy Kraszewski - „Dziad i baba”

Julian Tuwim: „Abecadło”, ”Lokomotywa”, „Idzie Grześ”, „Gdyby kózka”

Aleksander Fredro - „Koguty”

Maria Konopnicka - „Parasol”



środa, 24 grudnia 2025

MOJA OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

 

 Na świąteczny czas chciałam ofiarować bywalcom na moim blogu zabawę-krzyżówkę Jolkę. Hasła wybrałam, a „Słownik języka polskiego” pomógł je zdefiniować. Niestety nie udało mi się przygotować właściwego diagramu(po przeniesieniu z Worda na blog), kratki na podglądzie stawały się prostokątami, co czyniło krzyżówkę nieczytelną. Nie chciałam Wam psuć humoru i zafundować zamiast rozrywki gehennę. Zrezygnowałam. Żal mi jednak było opracowanej wcześniej części, dlatego proponuję również coś szaradziarskiego. Nie jest to szarada, w której poszukuje się sylab z wyznaczonych wyrazów. Tekst, który zobaczycie poniżej bliższy jest ariadzie, są bowiem takie, w których trzeba odnaleźć litery rozwiązania, a nie sylaby. Pierwszą taką opublikował w 1936 Arkadiusz Droski(stąd nazwa). W mojej zabawie jest pewne utrudnienie, żeby znaleźć literę, to najpierw trzeba odgadnąć samo słowo, ilość liter zaznaczona nawiasem []. Niektórzy z Was mogą pomyśleć:

Baba chyba oszalała,

skąd mam wiedzieć, jaki wyraz na myśli miała?

Trochę ostatnio przeszła, więc obłędu dostała

I najzwyczajniej w świecie zwariowała.

   Nie uszło waszej uwadze, że "czerwone" wyrazy, są synonimami określającymi stan umysłu. Dwadzieścia siedem moich wyrazów też ma tę cechę. Są to albo synonimy jakiegoś słowa albo kojarzą się z nim. Starałam się tak ułożyć opowieść, żeby to czego szukacie wynikało z treści wersu. Dla jej wyrazistości oddzieliłam poszczególne frazy, co daje wrażenie zwrotek. Na końcu każdej linijki w nawiasie podany jest numer litery(XL) i jej miejsce w haśle głównym(HX), którego odczytanie kończy zabawę. Wszystkie 27 wyrazów ma wspólną cechę. Jaką? Odgadnięta sprawi, że domyślenie się, z czym owa cecha stanowi całość. Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi, które mam nadzieję, znaleźć w komentarzach. Zapraszam do czytania i życzę dobrej zabawy.


O PANU ZE WZGÓRZA


W pewnym kraju stał na wzgórzu [5] murowany, (3L,H34)

przez najsłynniejszego architekta zaplanowany.

Mieszkał w nim nie król, lecz [6], drugi po nim arytstokrata.( 2L, H5;4L, H24)

Biblioteka, to była jego ulubiona [7].(4L, H26; 7L, H47)


Magnat ten był bogaty i mężny,

a [5] miał prężny.(4L, H38)

Wszyscy wiedzieli, że był mądry i oczytany.

Snuł odważne i dalekosiężne plany,

pomagało mu w tym jasne [8].(5L, H17, 8L, H32; 6L,H45; )

Na gród i okolice miał baczenie.

Tężyzna fizyczna sprawiała,

że i [6] dopisywała. (4L,-H43)


Był bardzo szczęśliwy z [4],(1L,-H4; 2L,-H22)

przypadkiem na pewnym balu wypatrzoną.

To była piękna [7],(4L,-H19; 5L,-H40)

on znał się na tym, jako światowiec i esteta.

Markiza męża uwielbiała,

szybko potomka dać mu chciała.

W rok po ślubie [5] została,(2L,-H6)

jednak ją i niemowlę wkrótce zaraza zabrała.


W domu możnowładcy ogromna [7] zapanowała,(1L,-H33)

jego świetlana przyszłość teraz inaczej się miała.

Nie był lekkoduchem, zawadiaką.

Biografię miał nie byle jaką.

Nikt nie nazwałby go [5] czy mazgajem,(1L,-H10; 2L,-H27; )

nagle zawalił mu się świat, który miał być rajem.

W pokojach [6] stale słychać było,(5L,-H30)

stracił chęć do życia, nic go nie cieszyło.


Nie spał po nocach, bo miał przed oczami,

swoich zmarłych bliskich, którzy zostali [7]. (1L,-H36; 3L,-H15)

Ten do niedawna mądry człowiek zaczął wierzyć w [5] i czary. (3L,-H23; 5L,-H20)

Samobójcze miewał zamiary.

Nie obce mu się stały [8], (1L,-H16;5L,-H21; 6L,-H25)

tak bardzo tęsknił do dziecka i żony.


Niejednokrotnie brał [5] do ręki, (2L,-H31;4L,-H1)

miał dosyć przeżywania udręki.

Już [5] zawiązał i chciał wsadzić głowę,(1L,-H39)

lecz przerażonej służącej [5] usłyszał wielki,(3L,-H29; 4L,-H14)

gdy stał pod powrozem zwisającym z belki.


Kiedy pobliskie [6] zasypiało,(1L,-H7; 2L,-H35)

to w jego domostwie coraz gorzej się działo.

Nieszczęśnik toczył prywatną [5] z losem,(2L,-H9;4L,-H18)

nie umiał w warowni zapanować nad chaosem.

Jak na nią padało tylko światło [8], (5L,-H13)

widziano błąkającego się po dziedzińcu szlachcica.


O żywność i porządek we dworze [7]dbały,(4L,-H37;7L,-H46)

które nieopodal we [3]mieszkały.(3L,-H12)

Wokół osady ziemia była żyzna,a pól wielkie połacie,

dzięki czemu jadła nie brakowało, także w krytej gontem chacie.

Zdarzał się [4] , bo gleba odpoczywała,(3L,-H3)

była odchwaszczana i wilgoci nabierała.


Kończył się rok kalendarzowy.

W ten szczególny dzień grudniowy,

stała się rzecz niebywała,

do bram domu nad fosą, niewiasta zapukała.

Dawno nie było tutaj gości,

więc zabłysnęła iskierka radości.

Poprosiła o pilną z panem rozmowę.

Widać było, że czymś ma zaprzątniętą głowę.

Gospodarz, gdy jej opowieści słuchał,

Drżał cały z oburzenia i gniewem wybuchał.


Kobieta wyznała, że jest przerażona,

[8] i zagubiona.(2L,-H44;4L,-H28;7L,-H42)

Dokonano na niej [6] haniebnego,(4L,-H41)

a stało się to na ziemiach jego.

Swoim zachowaniem nie prowokowała,

a jednak pijanego brutala [6] została.(3L,-H11)

Prosiła o pomoc i znalezienie winnego.


Okrutnie potraktowana dama

nie była w nieszczęściu sama.

Z czasem stała się obiektem miłości

dość miał bowiem pan swojej samotności.

Mężczyzna został jej opiekunem i przyjacielem,

po roku zaczęto rozmyślać nad weselem..


Nastał kolejny rok,a z nim nadzieja,

że los po latach nagrodzi dobrodzieja.

Tak też się stało, księżna urodziła syna.

Szybko po okolicy gruchnęła nowina.

Szczęście powróciło w smutne długo mury,

bo życie jest takie właśnie z natury.



HASŁO GŁÓWNE

1 2 3 4   5 6 7   8 9 10 11 12   13 14 15 16 17 18 19 20   21 22   23 24   25 26 27   

    28 29 30 31 32 33 34   35   36 37   38 39 40  41 42 43 44 45 46 47 

 Oto moja jego interpretacja, którą uznajcie, za życzenia dla Was.


I my w ten czas grudniowy,

zakończmy spory i gniewne rozmowy.

Cieszmy się rodziną, zdrowiem i spokojem.

To jest wielkim życzeniem moim.

Nikt nie wie, co go kiedyś czeka,

ważna jest empatia dla drugiego człowieka.

Nie bądźmy obojętni, gdy ktoś potrzebuje pomocy,

nie ważne czy w mroźny dzień czy w środku nocy.

Są rzeczy cenniejsze od luksusu, pieniędzy czy sławy.

Życzę by los był dla Was zawsze łaskawy.




sobota, 6 grudnia 2025

ZAKUPY

 

   Przez ostatnie 24 miesiące niewiele się działo w moim życiu. Od czasu do czasu nachodzi mnie chęć kupienia czegoś. Pierwsze było radio, bo zachciało mi się słuchać muzyki. Kiedy trafiło pod mój dach, to stoi nieużywane.

   Czytając u innych blogerów o zakupionych książkach, w komentarzach mówiłam, że sama ich nie nabywam, bo brak miejsca na półkach. Jednak nadszedł ten dzień, że zwabiona tytułem, zamówiłam J.Howicka „Doktor Ty. O wewnętrznej sile organizmu i zdolności do samouzdrawiania”. Pewnie myślałam, że przeczytawszy ją, oczyszczę się z marazmu jaki opanował moje ciało i duszę. Samouzdrowienie nie nastąpiło, bo książka czeka na przeczytanie.


   Pewnego dnia pod jednym z postów przeczytałam komentarz Margerithes i jak mam w zwyczaju, odwiedziłam Jej blog(pierwszy milion nocy). Akurat trafiłam na notkę, w której zachęcała do przeczytania najnowszej książki „Emiterium”. Ponieważ nie umiem robić zakupów przez internet, po przejrzeniu oferty księgarni „Arsenał” w Poznaniu(była o niej wzmianka w poście), zadzwoniłam.  Po bardzo miłej rozmowie z pracownikiem, złożyłam zamówienie mailem i pod koniec września trafiły do mnie takie oto książki:

   Też czekają na przeczytanie. Na blogu Margerithes znajdziecie wiele Jej wierszy i tekstów prozatorskich. Ja jeszcze w grudniu planuję przedstawić z tomiku wydanego w 2024 „Pierwszy milion nocy”, kilka tych które najmocniej trafiły do mego serca. Nie znam dorobku Haliny Poświatowskiej, tej bardzo młodo zmarłej poetki, ale była to ulubiona autorka mojego przyjaciela z młodości, Adama. Może zachwyci mnie Ona tak jak jego?

   Co prawda, to już koniec zakupów książkowych, ale nie innych. Od czasu, gdy poruszam się na wózku, to często zdarzało mi się oblać gorącą kawą czy herbatą, gdy chciałam przenieść napój do pokoju, bo kuchnia jest tak mała, że nie lubię w niej jeść. Zaczęłam podejrzewać u siebie klaustrofobię, ale tylko kuchenną, bo w łazience czy windzie(choć z tej korzystam teraz sporadycznie), nie mam uczucia ciasnoty i duszności. Ponieważ transportowanie picia często kończyło się rozbiciem kubków, to moja siostrzenica, ofiarowała mi metalowe kubki termiczne. W czerwonym parzę  herbatę, a niebieskim rządzi kawa. Szczelne zamknięcie, pozwala mi na trzymanie ich kolanami, dzięki czemu wolnymi rękami kieruję wózkiem znacznie szybciej.

   Pewnej bezsennej nocy, pomyślałam, że muszę przejrzeć stronę https://www.pomocedlaseniora.pl/. Szukałam tacy, na której mogłabym stawiać talerze z obiadem lub kanapkami, a która byłaby mocowana do podłokietników. Zamiast tego znalazłam uchwyt, który pomaga mi przy wstawaniu. Nie mogłam zrozumieć dlaczego dopiero teraz wpadłam na pomysł zakupienia go.

   

   Ostatnim nabytkiem były dwa telefony komórkowe(jako zapasowe), bo ten którego używam , pewnego dnia wysiadł i nie umiałam go uruchomić. Na szczęście siostrzenica jak zawsze przyszła z pomocą.

   Zaczął się grudzień, większość z Was pewnie myśli o prezentach gwiazdkowych dla najbliższych. Ja od lat daję rodzinie pieniądze, bo po sklepach nie chodzę, a o kłopotach kupowania przez internet już wspomniałam. Mam nadzieję, że mój zakupowy szał już minął i nie wpadnę na pomysł, by znów coś mieć. 

   Wam życzę udanych poszukiwań prezentów pod choinkę.