sobota, 14 stycznia 2017

DOBRO DAROWANE POWRACA

  Przysłowie, z którego zaczerpnęłam tytuł dzisiejszej notki, sprawdzało się w życiu w większości przypadków.  Często je powtarzałam swojemu synowi gdy był dzieckiem. Pragnęłam by pojął mądrość tej sentencji i stosował ją w praktyce.
   Opowiem Wam dlaczego minione święta choć były nieudane, to jednak jedne z najlepszych. Nigdy nie dostałam tylu prezentów i życzeń jednorazowo.
   Tuż przed wigilią syn wyjął ze skrzynki dwie duże koperty, były od uczniów, dla których robiłam zakładki. Ile zakładek poszło, tyle własnoręcznie zrobionych kartek świątecznych przyszło. Najbardziej kreatywni byli uczniowie klasy 3b i 5c. Co ciekawe dziewczynek było prawie tyle samo co chłopców. Kilka prac było zbiorowych, a 2 czy trzy nie zostały podpisane. Równie interesujące jak prace, były imiona autorów, niektóre bardzo rzadkie.
   Wśród motywów zamieszczanych na kartkach przeważały choinki, bałwany,anioły i Mikołaje. Ci ostatni jednak posturą odbiegali od znanego wizerunku brzuchatego jegomościa w czerwonym ubranku, z rumianymi policzkami. „Moje” mikołaje były mocno odchudzone. Tylko zarostem dorównywali pierwowzorowi. To co charakteryzowało wszystkie kartki, to wielobarwność, stosowanie różnych technik(rysunek, wyklejanka). W kilku przypadkach stosowano kilka technik jednocześnie, np. na stronie głównej rysunek, w środku wyklejanka(mikołaj, bombki, choinki) i na ostatniej stronie życzenia przyozdobione mieniącymi się sześcianikami(uznaję to za brokatowe konfetti), które jeszcze dziś wymiatam spod mebli lub świecą się na podłogach innych pomieszczeń. Postanowiłam zamieścić zdjęcia wszystkich otrzymanych prac. Jedno mi się nie udało, właściwe rozmieszczenie ich w tekście, gdyż nie tylko jakość zdjęć bywa kiepska ale i przesuwanie ich tak żeby nie było białych plam.Mam jednak nadzieję, że przyjemność oglądania twórczości tych niesamowitych dzieciaków, zrekompensuje moją nieudolność w ich usytuowaniu  i połączeniu z tekstem.








Dziewczynka imieniem Julia postawiła sobie ambitne zadanie i przedstawiła Świętą Rodzinę, i to ta kartka została przeze mnie szczególnie wyróżniona. 


 



 




Jedna z kartek oprócz życzeń zawierała piękną sentencję
niestety praca nie została podpisana










 A oto cała plejada Mikołajów


Jedyny rysunek czarno-biały





 
 Znalazły się też prace, które ze względu na ujęcie tematu, mogą być wykorzystane także przy innych okazjach.


Bardzo ciekawa praca przypominająca "kurpiowskie" wycinanki. Gdyby ją podklejono bibułą, to uzyskano by  podobny efekt, jak ten gdzie wycięte miejsca pomalowano flamastrami.
  Wszystkim autorom rysunków składam najserdeczniejsze podziękowania, za trud w wykonaniu kartek, za życzenia w nich zawarte i za okazaną w ten sposób życzliwość.




    Wielka szkoda, że pomysłodawczyni tego rodzaju podziękowania od uczniów dla mnie, nie wzięła z nich przykładu i nie zrobiła własnoręcznej kartki.  Wszak w jednym z komentarzy do postu o moich haftach, przyznała, że czyniła próby wykonania własnoręcznej kartki, która miała zawierać wierszyk okolicznościowy Jej autorstwa. Droga Jotko, proszę o więcej odwagi i wiary we własne możliwości.  Ta otrzymana od Niej i Jej koleżanek jest piękna,ale kupiona choć życzenia własnoręcznie pisane. Do tego dołączona była zawieszka na choinkę.
   W części drugiej napiszę o prezentach ofiarowanych przez Jagę i Karolinę B.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

W NOWYM ROKU O STARYM

                                                       


   Od wielu lat czas przed Bożym Narodzeniem jest nerwowy, wywołujący frustrację, a nawet agresję. Było to spowodowane tym, że ja nie radziłam sobie z porządkami nawet w stopniu minimalnym, a syn odkładał te sprawy na ostatnie dwa dni przed wigilią. W tym roku z jego strony zmiany nie było, natomiast ja olałam wszystko koncertowo. Od początku grudnia leżałam, bo biodro i pachwina bolały, a leków przeciwbólowych nie mogłam zdobyć od lekarza pierwszego kontaktu, bo wniosek do niego nie trafiał, zatrzymany przez pracowników rejestracji w przychodni.

Ponieważ bezczynna nie lubię być, to postanowiłam zacząć robić serwetki w prezencie dla Jagi. Miały być mereżkowane z haftem o świątecznych motywach. Przez 3 dni wyciągałam z zapałem nitki, by przez następne robić mereżkę. Już po zrobieniu pierwszej coś mi nie pasowało, ale nie umiałam określić, co to jest. Po zrobieniu kilku następnych odłożyłam robótkę i przerzuciłam się na szydełko, bo prezent miał się składać z jednej rzeczy haftowanej i jednej szydełkowanej. Postanowiłam zrobić kolczyki i broszkę. Żeby kolczyk był wypukły obrobiłam najmniejszą z posiadanych bombek, ulubionym motywem kwiatka. Wyszło coś nie nadającego się do niczego, więc sprułam łączenie, wyjęłam bombkę, a kwiatki zostawiłam, do czasu aż wpadnę na pomysł, czym wypełnić kolczyk, by był wypukły.
Tak wyglądać miał kolczyk po jednej stronie przed wypełnieniem










   Zabrałam się za robienie broszki ale i tu problemem okazało się wypełnienie. Po kilku zmarnowanych dniach, odłożyłam i to. Uznałam, że widocznie pomysł z serwetkami i „biżuterią” nie jest dobry, jeżeli żadna z robionych rzeczy mi nie wychodzi.
wzory wypełnienia,matowe z kordonka i świecące z ozdobnych
nici



tył broszki z przyszytą agrafką jako zapięciem

















dwa warianty przodu
broszki


broszka w wersji nie wypełnionej , skończy jako ozdoba
choinkowa w następnych  latach



 Dla relaksu postanowiłam zrobić ozdoby choinkowe-”czapeczki”, które podpatrzyłam na blogu „Babcia radzi.http://babuni-blog49.blog.onet.pl/. Nie udawało mi się pokrojenie rolki po papierze toaletowym, czy ręczniku kuchennym na dwu centymetrowe obręcze, więc postanowiłam do tego wykorzystać tekturowe i plastikowe szpulki po kordonkach. Owe "czapeczki" wyszły bardzo małe, a jak wyglądają pokazuje zdjęcie.”
   Tak upłynął mi czas niemal do świąt. W przeddzień wigilii mój syn z dziewczyną poszli na zakupy. Z częścią z nich ona poszła do domu, a on ruszył do sklepów. Przechodząc po bazarze między zamkniętymi budami, został zaatakowany od tyłu. Napastnik wbił mu nóż w udo tuż pod pośladkiem. Gdy syn leżał na ziemi, zażądano od niego pieniędzy, a jak próbował mówić, że nie ma , to zagrożono poderżnięciem gardła. Kiedy mi to opowiadał kilka godzin później, że bał się bardzo pierwszy raz w życiu, to nadal był blady jak płótno. Na szczęście dla niego pojawił się jakiś przechodzień i oświadczył, że wzywa policję. Napastnik wraz z dwoma koleżkami, którzy stali na czatach w pewnym oddaleniu, niespiesznie odszedł. Ów nieznajomy wezwał pogotowie, które zabrało K.J do szpitala. Tam po dwóch zastrzykach, serii badań czy naczynia krwionośne nie są uszkodzone, wypuszczono go do domu. W kieszeni spodni znalazł pieniądze na taksówkę, którą przyjechał do mojego domu. Był wieczór i o zakupach nie było co myśleć. Zrobił je w sobotni poranek, ale widać było, że dźwiganie utykając, kosztowało go wiele wysiłku. Nie miałam sumienia kazać mu ze zranioną nogą wskakiwać na pawlacz by wyjąć choinkę i ją przyozdobić(co roku on to robił, bo jak ja się zabierałam za ubieranie drzewka, to albo biłam ozdoby, bo wypadały mi z rąk , albo rozczłonkowywałam choinkę, dawniej większą więc złożoną z dwóch części). Dlatego też na stole stanęły:na gorąco wymyślony stroik oraz Mikołaj.
w tym roku zamiast choinki







wiele lat temu Mikołaj zrobiony jako "otulina" butelki









A to Mikołaj, którego dostałam w tym roku od "Azalii".


Ponieważ w wigilię synowa pracowała do 16.00, a po powrocie zaczęła wymiotować, zarządziłam aby oboje położyli się i odpoczywali, bo w takiej atmosferze, siadanie do wspólnego stołu, mijało się z celem. Umówiliśmy się, że kolację zastąpimy świątecznym obiadem następnego dnia. W pierwszy dzień świąt dało znać o sobie skaczące ciśnienie, które odpuściło w Trzech Króli. Ostatnie dwa tygodnie były „bezrobotne” i musiałam jakoś przeżyć to przymusowe lenistwo. Teraz znacie jeden z powodów mojego długiego milczenia i na blogu i u Was.  
    Może to masochizm żeby pokazywać swoje nieudane "dzieło" sprzed lat obok tak perfekcyjnie wykonanego Mikołaja "Azalii", ale chciałam prezentem od mojej blogowej znajomej się pochwalić, bo na moją prośbę wykonała ona 7 innych, które powędrowały do moich znajomych(m.in. pracowników mojego banku), jako upominki gwiazdkowe. Nie czułam się bowiem na siłach zrobić czegokolwiek sama.
   Zakończony 2016 rok nie był udany, rozpoczął się utratą pracy przez młodych, moim pogarszającym się zdrowiem,kulminacją była utrata zdolności chodzenia. Po kilku miesiącach opanowałam wózek na tyle, że po domu poruszam się swobodnie, jeżeli uda mi się przesiadka z kanapy na wózek bez upadku. Często jednak nogi mi się rozjeżdżają w pozycji pół stojącej i wtedy ląduję na podłodze. Ostatni taki przypadek miał miejsce kilka dni temu w środku nocy i 4 godziny, zajęło mi wdrapywanie się na kanapę. „Wyczyn" ten tak mnie zmęczył, że przespałam potem pół dnia. Na szczęście 21 grudnia udało mi się dostać do lekarza pierwszego kontaktu, który przepisał mi leki przeciwbólowe, dlatego też gdy bardzo boli, mogę się poratować.
Czy nadchodzący rok będzie lepszy? Po ilości życzeń jakie otrzymałam powinnam być zdrowa jak koń, bogata jak Midas i szczęśliwa jakbym wygrała w Totka. Kocham życie tak bardzo, bo to w nim jest właśnie najpiękniejsze, że nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Osobiście i rodzinnie miałam nieudane święta i Sylwester był przed telewizorem. Jednak przed świętami syn wyjął ze skrzynki dwie opasłe koperty z życzeniami od „właścicieli” zakładek i jedną mniejszą(jakież było moje zdziwienie, gdy w miejscu „adresata” zobaczyłam własny charakter pisma) z prezentami gwiazdkowymi od autorki bloga „Szydełko Kiry”. Po świętach odebrał z poczty paczkę z kolejnym prezentem, tym razem od Jagi. Poczułam się nieswojo, bo to przecież ja miałam obdarować Ją, a stało się odwrotnie. Prezent był jednak tak fajny i nieoczekiwany, że szybko zapomniałam o swojej niesłowności. Te wszystkie wspaniałości pokażę na zdjęciach w następnym poście, bo zasługują na szczególne potraktowanie.
   Do miłego zobaczenia, mam nadzieję już wkrótce.



sobota, 24 grudnia 2016

BOŻE NARODZENIE



GWIAZDKA NA NIEBIE ŚWIECI, 
NA NIĄ CIESZĄ SIĘ DZIECI.
CHOINKA MIENI SIĘ BOMBKAMI, 
DOM PACHNIE POTRAWAMI.
ŻYCZENIA SOBIE SKŁADAMY, 
KOLĘDY PIĘKNE ŚPIEWAMY, 
BOŻEGO NARODZENIA NADSZEDŁ CZAS.

Zdrowia, radości, nadziei, dostatku wszelakiego
Przyjaciołom, Znajomym i wszystkim Internautom
życzy 
Iwona Zmyślona.    

wtorek, 13 grudnia 2016

CZAS NA ELEGANCKI WYGLĄD I BOGATE WNĘTRZE

                                                          

   Dzisiaj powiem parę słów o kobiecie, która jest bardzo aktywna, nie tylko w ramach swojego bloga ale także jako komentator. Pomimo krótkiego stażu w blogowaniu, już znalazła wierną liczbę fanów, a ja mam nadzieję, że post ten zwiększy jeszcze ich liczebność.
    Na stronie głównej możecie przeczyta政ona, matka, redaktorka.”. Kobieta 50+, sądząc po zdjęciu drobna blondynka z uśmiechem „Mona Lisy”.

"„Czas na wnętrze”, jako pierwsze w Polsce czasopismo o stylowych wnętrzach, jest absolutnym liderem w swojej kategorii pism, osiągając setki tysięcy wizyt i tysiące pobrań. W każdym numerze znaleźć można setki dodatkowych produktów w stylu projektowanych wnętrz, dziesiątki zdjęć najwyższej jakości. Jest dostępny w interaktywnym wydaniu internetowym."(opis i ilustracje zaczerpnięte z Google, tekst lekko zmieniony co do szyku zdań). W jednym z wcześniejszych postów palnęłam gafę, pisząc, że miesięcznik ten będzie miał inaugurację 18 grudnia, kiedy tymczasem on już jest na polskim rynku wydawniczym. Mam nadzieję, że błąd ten zostanie mi wybaczony.

Iwona Kmita 
redaktorka naczelna
tego wydawnictwa, to właśnie autorka bloga "Blog dla dojrzałych kobiet" (http://iwonakmita.pl/).    
Czasopismo w e-prenumeracie możecie podobno dostać gratis, więc o nim nie będę pisała.









   
Skupię się na blogu, bo ten interesuje mnie bardziej. Moja imienniczka, nie boi się poruszania tematów trudnych czy kontrowersyjnych. Dotyczą one tak wielu spraw, że aż trudno uwierzyć, iż jedna osoba może się interesować tyloma różnymi rzeczami. Na blogu znajdziemy rozważania na temat stosunków między ludzkich „5 warunków kobiecej przyjaźni”, naszego stosunku do zwierząt „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej lubię zwierzęta”, porady z zakresu zdrowia, urody i właściwego odżywiania „Cudowne ziarenka kontra menopauza”,”Pięć sposobów na poprawienie samopoczucia”. Jako kobieta bardzo inteligentna autorka bloga recenzuje książki (Jakub Żulczyk „Instytut”) i filmy („Niewinne”, polecając je tym, którzy do niej zaglądają.

   Cenię ten blog nie tylko za wielorakość tematyczną ale również za piękną polszczyznę, prosty styl i bardzo wnikliwe „wgryzienie” się w temat, czego przykładem może być post „Wszędzie pachnie”. Osobiście najbardziej lubię te posty, które co nieco mówią o samej autorce „Luksus mój codzienny”, „Ania i anioły”, czy „Plotka plotce nierówna”. Iwona Kmita udziela się na wielu blogach, wpisując swoje komentarze i to też uważam za Jej wielki walor, bo tym daje znać, że nie interesuje się pisaniem dla pisania ale drugim człowiekiem, z którym obcuje na co dzień.
 
 Jeżeli coś mogłabym zarzucić autorce bloga, to brak zadziorności w komentarzach. Przykład z mojego własnego „podwórka”- w poście poświęconym nominacji bloga do „Libster award”, w komentarzach napisałam: twoje odpowiedzi na pytania niezbyt błyskotliwe. Jeżeli chodzi o Twój dobór pytań, to nie zauważyłaś, że sporo jest bardzo podobnych w sensie do tych, zadanych Tobie? Czytając liczyłam na większą oryginalność. Zamieszczona odpowiedź:” Z pokorą przyjmuję krytykę, chyba zbyt szybko formułowałam swoje pytania, miałam w głowie te, które mi zadano”. Gdyby Jej odpowiedź brzmiała: może twoja krytyka wynika z tego, że nie lubisz tego rodzaju zabaw? Ale to już Twój problem, to byłoby i grzecznie i „szklanką po łapkach. Ja czasami lubię wsadzić „szpileczkę w szpareczkę”, lub zażartować w swoim stylu, na zasadzie „kto się lubi ten się czubi”, nie obrażę się, gdy riposta będzie cięta. Nie oznacza to wrogości w stosunku do autora bloga, a taką okazał ktoś o nicku „Kloszard” w komentarzach do postu „Pierwsze damy III RP”. Oj Iwonko czym sobie zaskarbiłaś nieżyczliwość owego blogera(blogerki) i dlaczego nie odpowiedziałaś mu na jego poziomie?
   Polubiłam autorkę i Jej bloga i to nie dlatego, że jest moją imienniczką i mieszka w tym samym mieście, ale dlatego że porusza tematy, które interesują nie tylko dojrzałe kobiety.
   Tym, którzy jeszcze nie czytali bloga, gorąco polecam, a sama mam nadzieję, że może kiedyś spotkam się z autorką, by zgłębić Jej osobowość nie tylko poprzez bloga.
 
   Na zakończenie zamiast pokazać Wam stylowość wnętrz, które pokazuje redagowane przez Iwonę K czasopismo, dla żartu i przez przekorę zamieszczam fragment swojego wnętrza.
Fragment ściany w moim pokoju, autorstwa mojego syna. 
Vis a vis ściany znajduje się wbudowana szafa z drzwiami posiadającymi trójkąty w kolorach: miętowym i biały.




























Mam nadzieję, że z Wami i moją dzisiejszą bohaterką spotkam się na blogu przed świętami, by złożyć życzenia świąteczne i noworoczne.