wtorek, 2 czerwca 2020

BOHEMISTYKA





Bohemistykainterdyscyplinarna nauka humanistyczna, poświęcona studiom nad literaturą, językiem, kulturą, sztuką, historią, cechami narodowymi, obyczajami i tradycjami Czechów. Zaczęła rozwijać się pod koniec XVIII wieku.

   O kulturze i historii Czech wiem niewiele. Z pisarzy znani mi są: Jaroslav Hašek i napisane po I Wojnie Światowej „Przygody dobrego wojaka Szwejka”-powieść antywojenna,oparta na faktach i doświadczeniach pisarza i jego przyjaciół. Zaletą tej książki jest prawdziwe tło historyczne i geograficzne oraz realia ówczesnej Pragi.Karel Čapek z „Inwazją jaszczurów”, powieścią fantastyczno-naukową,którą krytyka uznała za utopijną. Bohumil Hrabal i opowiadanie "Pociągi pod specjalnym nadzorem", przyswojone za sprawą filmu J.Menzla z roku 1967. 
    Z filmem jest nieco lepiej ale nie dzięki produkcji fabularnej a serialowej. Uwielbiałam oglądać "Szpital na peryferiach"z roku 1977, kiedy to wyświetlono 13 odcinków. W roku 1981 kontynuowano serial i nadano ich 7 . Wspomniany serial opowiada o personelu oddziału chirurgii pewnego szpitala. Mnie zapadł w pamięć dzięki doktorowi Sztosmajerowi, cynicznemu ale pozytywnie nastawionemu do życia i ludzi lekarzowi. Jedno zdanie wypowiedziane przez niego do przełożonej pielęgniarek pamiętam do dziś"Gdyby głupota umiała fruwać, byłaby pani najwspanialszą gołębicą". Bardzo mi się spodobało to powiedzonko i czasami, gdy chcę komuś dać do zrozumienia, że mądrością nie grzeszy, to je cytuję. Nie pamiętam natomiast żebym oglądała "Szpital na peryferiach dwadzieścia lat później". 
   Z  mniejszą uwagą śledziłam losy Anny Holubowej rozwiedzionej ekspedientki, pracującej w sklepie spożywczym. Próbując sprostać wychowaniu dorastającej córki i młodszego syna, odnajduje miłość. Serial "Kobieta za ladą" emitowany w latach 70-tych XX w i powtórzony w latach 80-tych(niestety nie widziałam powtórek) opowiada o perypetiach kobiety i jej współpracowników. Pogodny, optymistyczny i życiowy. 
   Filmografia czeska może poszczycić się 4 Oskarami: 1965 zrealizowany po słowacku „Sklep przy głównej ulicy” Jana Kadara i Elmara Klosa, Jir'iego Menzla „Pociągi pod specjalnym nadzorem” z 1967 ,Miloša Formana "Lot nad kukułczym gniazdem"(5 Oskarów)z 1975 i z roku 1996 Jana Sveraka „Kola”. Z wymienionych widziałam "Pociągi pod specjalnym nadzorem" i Lot nad kukułczym gniazdem".  
   W latach 60-tych minionego stulecia popularne było czeskie kino, awangardowe i stawiające widzom wysokie wymagania, którym nie zawsze umieli sprostać. Nie widziałam filmu "Nikt nic nie wie", od którego wzięło się określenie czeski film-nikt nic nie wie, na scharakteryzowanie sytuacji trudnej do wytłumaczenia, w której nie wiadomo o co chodzi. Ale wiem, że swego czasu uważałam je za bardzo trafione, bo przy kilku filmach czeskich jakie poza wymienionymi próbowałam oglądać, nie wytrwałam do końca.
    Niewiele wiem także o muzyce. Właściwie znam tylko piosenkarzy :Karela Gotta uznanego za najbardziej znanego czeskiego wokalistę w historii, Jirego Korna, muzyka, piosenkarza, tancerza i prezentera oraz Helenę Vondrackową nazywaną „królową czeskiej piosenki”. Z występów w Sopocie powinnam znać : Vaclava Neckera (piosenka „Patrik"), Marikę Gombitową (z utworem „Wyznanie”) oraz Hanę Zagorową. 
Pomimo skorzystania ze ściągi na YT, nie mogę się przyznać do kojarzenia tych wykonawców. Każdy z mojego pokolenia potrafi jednak zanucić "Malowany dzbanku" czy "Lady Carneval".


   Być może czytając początek tego postu zadaliście sobie pytanie, dlaczego zachciało mi się wspomnieć o czeskiej kulturze.  Wszak przyznałam się, że wiem o niej niewiele. Tak się jednak składa, że poza Mariuszem Szczygłem, którego znam z telewizji,a który bardzo ceni sobie kulturę czeską, poznałam dawno temu, bo w roku 1974 pewną dziewczynę, która jeżeli nie kochała, to bardzo lubiła wszystko co czeskie.
   Nie pamiętam dokładnie okoliczności poznania Darii, może był to wspólny pobyt w Ośrodku Rehabilitacyjnym w Lądku-Zdroju, za czym się skłaniam, a może Aleje Niepodległości, przy których pracował mój ojciec, a Ona mieszkała. Jest natomiast pewne, że było lato, ja przed rozpoczęciem studiów, a moja przyjaciółka po pierwszym roku.
   Daria była niewysoką kobietą o długich, bardzo gęstych kruczoczarnych włosach do pasa. Zawsze nosiła je rozpuszczone, a ja się dziwiłam, że podczas chodzenia, nie majtają się wokół twarzy. Urodę odziedziczyła chyba po męskiej części swego rodu, bo trudno ją było uznać za ładną. Rysy miała ostre, kanciaste, niektórzy określiliby ją „baba-chłop”. Doskonale zdawała sobie sprawę z niedostatków swojego wyglądu i potrafiła mieć do siebie niesamowity dystans. To co sprawiało, że nie można było koło Niej przejść obojętnie, to wielkie, ciągle śmiejące się piwne oczy, oraz szeroki uśmiech, którym potrafiła rozbroić niejednego twardziela. Moja matka, która trudno przekonywała się do ludzi, Darię uwielbiała od pierwszej chwili. W moim domu ta niezwykła dziewczyna była tylko dwa razy, ale w obu przypadkach,  matka nam towarzyszyła przy rozmowie i nawet gdy ja się krzywiłam, to mój gość nie miał nic przeciwko temu. Nie wynikało to z Jej próżności posiadania słuchaczy, ale z charakteru:otwarta na ludzi, wszystkim życzliwa, pozytywnie nastawiona do życia, optymista mimo wszystko.
   Nigdy nie zapytałam na co choruje, domyślałam się jedynie, że nie jest to Dziecięce Porażenie Mózgowe, tak jak to było ze mną. Nosiła długie spódnice, by ukryć krótkie, klocowate nogi. Chodziła wolno,lekko kołysząc się na boki, co pomagało jej utrzymywać równowagę. Z postury nazwano by ją korpulentną, bo miała duże biodra i obfity biust.
   Zawsze obawiałam się wysokich krawężników i schodów bez poręczy. To Daria pomagała mi pokonać lęk przed schodami, a na pytanie jak sobie radzisz z przechodzeniem przez ulicę, uraczyła mnie taką opowiastką(nie wiem czy to miało miejsce naprawdę, czy było wymyśloną na poczekaniu anegdotą)
-gdy mam przejść przez ulicę, to czekam z boku, aż kilka osób stanie przy krawężniku; lustruję i wybieram najprzystojniejszego faceta, po czym podchodzę, chwytam go za łokieć i przywołując swój najpiękniejszy uśmiech, głosem niewiniątka pytam „czy pomoże mi pan przejść przez jezdnię?”;
mężczyzna jest tak zaskoczony, że mnie przeprowadza, nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się by mi któryś odmówił.
   Nie zdobyłam się na odwagę, by Jej sposób wypróbować. Wiele lat minęło zanim odważyłam się próbować schodzić po schodach bez poręczy. Wielokrotnie kończyło się to upadkiem już na samym szczycie i turlaniem się na dół. Za każdym razem, gdy się podnosiłam przypominała mi się Daria i słowa „dasz radę” .  
   Była uparta i zawzięta w dążeniu do celu, a jednym z nich było studiowanie bohemistyki. W Jej przypadku, to była sprawa oczywista, gdyż z ojcem dyplomatą i resztą rodziny spędziła kilka lat na placówce w Czechosłowacji. Kiedy powrócili do kraju, złożyła papiery na Uniwersytet Warszawski. Podczas egzaminów wstępnych ponoć miała usłyszeć, że "nie zostanie przyjęta, bo po czesku mówi lepiej niż po polsku". Kiedy mnie i mojej matce to opowiedziała, to popłakałyśmy się ze śmiechu, z absurdalności danej sytuacji. Daria nie wyobrażała sobie, że może studiować na innym kierunku, dlatego Jej ojciec wykorzystując zdobyte przez lata znajomości, umieścił córkę w Czechosłowacji. Zamieszkała w akademiku, w dwuosobowym pokoju z Czeszką. 
To co opowiadała o sytuacji ludzi niepełnosprawnych jako studentów, brzmiało dla mnie jak baśń 1001 nocy. Ludzi niepełnosprawnych do jak najdłuższej nauki zachęcano wszelkimi sposobami. Umożliwiano im nabycie samochodu, by łatwo mogli dojeżdżać i otrzymywali dodatek na benzynę. Poza tym każdemu przysługiwał akademik i stypendium.
Daria bardzo lubiła Czechów, którzy żyją dniem dzisiejszym, mają duże poczucie humoru,nie rozpamiętują przeszłości. Są ludźmi życzliwymi, gościnnymi i z dużym przymrużeniem oka spoglądają na siebie. Tak ich oceniała i sama taka była.
   Niestety rok po poznaniu dowiedziałam się,że nie żyje. Nigdy nie dowiedziałam się co było powodem Jej śmierci. Wiem natomiast, że ta elokwentna, bardzo inteligentna i oczytana dziewczyna, o ogromnym poczuciu humoru, gdyby żyła byłaby moją przyjaciółką przez wiele lat. Bardzo mi imponowała i była wzorem jak pokonywać własne ograniczenia, liczne kompleksy i jak cieszyć się życiem, które nigdy nie jest łatwe, ale zawsze warte zachodu.
   W swoim życiu spotykałam różnych ludzi, dla jednych byłam niewidoczna, inni się ze mnie wyśmiewali, ale miałam też szczęście spotkać wartościowych, wspaniałych, do których należała też Daria.

wtorek, 26 maja 2020

KAŻDY PRZEDMIOT MA WŁASNĄ HISTORIĘ... czyli Salon Uchańskiego część 2

   W jednym z wywiadów dr Wiesław Uchański wyznał „ Nie chodziło o wierną rekonstrukcję i dosłowność lecz o przywołanie klimatu, atmosfery międzywojennego mieszkania wybitnego literata i wydawcy”. Należy wspomnieć, że w latach 1930-1935 Tadeusz Żeleński wydawał „Bibliotekę Boya”. Niestety wydawnictwo zbankrutowało. Trudno stwierdzić, co przyczyniło się do upadku firmy, to że wydawał tylko dzieła własne i tłumaczenia tylko pisarzy francuskich,a może źle zarządzał wydawniczym przedsięwzięciem.
  
   Obiecałam opowiedzieć o przedmiotach zgromadzonych przez prezesa „Iskier” na ulicy Smolnej 11. Wszystkie informacje zawarte w poście zaczerpnęłam z artykułów: Mireli Tomczyk „Salon Boya” i Krzysztofa Pilawskiego „Salon Uchańskiego”. Mirela Tomczyk pisząc o pamiątkach po Boyu, zazwyczaj ogranicza się do ich wymienienia, rzadko kiedy dodaje jakieś wyjaśnienie. Natomiast Krzysztof Pilawski w artykule zamieszczonym w tygodniku „Przegląd” z 9 września 2012 wymieniając te same przedmioty, daje ich niewielki ale ciekawy opis, który postanowiłam przytaczać, wyróżniając wypowiedzi tego dziennikarza kolorem czerwonym. Pomimo, że niektórych może drażnić takie opisanie, to jednak mnie wydało się zabawne, że o jednej i tej samej rzeczy np. o  okolicznościach nabycia maszyny do pisania można mówić wprost: należała do „ jednej z sympatii” lub bardziej dyskretnie przyniosła „pewna starsza pani”. Jest to najlepszy dowód na to, że jeden przedmiot oglądany przez różne osoby, inaczej może być postrzegany lub opisywany.
W swoim artykule Mirela Tomczyk wymienia takie pamiątki:
Czarna maszyna do pisania „Continental”, która należała do jednej z jego sympatii(pisywał u niej swoje artykuły i recenzje)”. Ową maszynę K. Pilawski opisuje „ czarna maszyna „Continental”.Przyniosła ją pewna starsza pani. Zapewniła Uchańskiego, że Boy na niej pisał, gdy przebywał w jej mieszkaniu. Historia jest dyskrecjonalna, więc prezes szczegółów nie zdradza.”
 Listy Boya i przedwojenne wydania jego książki z autografami
Zaproszenie na spotkanie w Salonie Zielonego Balonika, wystosowane do pisarza przez Towarzystwo Miłośników Terpsychory i Bachusa w roku 1914.
 Prywatne archiwum Mariana Brandysa(rękopisy i nagrania rozmów). Pilawski opisuje je tak: „ustawiona prostopadle do okna szafa kryje z kolei podarowane przez spadkobierców Mariana Brandysa prywatne archiwum pisarza. W środku białe kruki-rękopisy dziennika i znanych książek:”Śladami Stasia i Nel”, „Nieznany Książę Poniatowski”, „Kozietulski i inni”, „Kłopoty z panią Walewską”, „Koniec świata Szwoleżerów”.”
Skórzana teczka Stefana Kisielewskiego 
 Teczka Józefa Czapskiego
 Mała walizeczka Antoniego Słonimskiego, z którą uciekł z Paryża do Londynu. Podarowała ją prof. Alina Kowalczykowa, córka prof. Stanisława Lorenza,” przyjaciółka i badaczka twórczości Słonimskiego. W środku prezes Uchański odkrył prawdziwy skarb- karteczkę z kancelarii ogólnej Urzędu Rady Ministrów, datowaną na 14 marca 1964 r. To potwierdzenie złożenia przez Słonimskiego listu 34- zredagowanego przez pisarza protestu literatów, którzy alarmowali, że „ograniczenie przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzenie cenzury prasowej, stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej.” ”.
 Listy Marii Dąbrowskiej(oraz kartka z życzeniami, o której wspomina P.K.),  
Listy Jarosława Iwaszkiewicza, 
List Ireny Eichlerówny 
Przedwojenne obligacje państwowe 
Książka Tadeusza Borowskiego z dedykacją z 1947 oraz kartka noworoczna z życzeniami od Zbigniewa Cybulskiego. "Konwicki podpisał portret ("To ja") i zostawił pamiątki:książkę Borowskiego z wylewną dedykacją dla Konwickiego z roku 1947 oraz pocztówkę noworoczną z życzeniami od Zbigniewa Cybulskiego, którą aktor wykonał sam, nakleił wspólne zdjęcie z Konwickim."
Piersiówka Janusza Głowackiego „ Świeżym nabytkiem jest flaszka-      w zasadzie pusta-od Janusza Głowackiego. Towarzyszy jej opis „Te piersiówkę dał mi reżyser Sean Penn kiedy się załamałem w czasie prób „Polowania na karaluchy”. Przedstawienie wyszło świetnie, jeszcze w piersiówce chlupocze reszta whisky z 1989.”
Dwa fotele ,które należały do matki Jerzego Waldorffa „Dwa stojące obok siebie fotele otrzymała w posagu matka Jerzego Waldorffa, z którym prezes się przyjaźnił. Waldorff sprzedał je szwagierce innego przyjaciela Uchańskiego Stefana Kisielewskiego. A ta , gdy przeniosła się do domu Lekarza Seniora przekazała je do Iskier.” 
 Rysunki Szymona Kobylińskiego, autora i rysownika Iskier, przedstawiające Franciszka Fiszera, Stefana Kisielewskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego . Krzysztof Pilawski rozszerza listę sportretowanych osób o Jerzego Waldorffa, Mariana Brandysa i Pawła Herza. Na ścianie znajdował się także portret Kobylińskiego. Biruta Markuza-Białostocka, polsko- litewska artystka, absolwentka krakowskiej ASP, a także pisarka i tłumaczka, namalowała portrety Tadeusza Konwickiego i Marka Nowakowskiego.


 Porcelana międzywojenna, a między nimi egzemplarze tygodnika „Iskry”, wydawanego przez Władysława Kopczewskiego w latach 1923-39.


   W swoim artykule zatytułowanym „Salon Uchańskiego”Krzysztof Pilawski wymienia także inne przedmioty, o których nie wspomina Mirela Tomczyk. Są to:
Talia kart należąca do T. Boya-Żeleńskiego

Pozłacany lichtarz Lelewela

Szwajcarska omega-przyniesiona przez Nowakowskiego z taką to historią” Od Edka Stachury, który pożyczył jakieś pieniądze ode mnie na grę w pokera. Wygrał, oddał dług zegarkiem.”

Kamień z Góry Jasieńskiego w Tadżykistanie-dostała go w Duszanbe latem 1977 Kira Gałczyńska, poznając sędziwego poetę Mirszakowa. Pojawia się on na kartkach książki Bruna Jasieńskiego „Człowiek zmienia skórę”.
Dzienniki F. Rakowskiego-w specjalnej gablocie wiszącej w holu. Na ich wydaniu prezes nie zarobił,ale cenił autora jako polityka i człowieka.

Stare narty-również znalazły swoje miejsce w holu obok wspomnianej już gabloty

Kolekcja naparstków(najstarszy z czasów cesarzy rzymskich) i szpilek do krawatów. 

Stare odbiorniki radiowe, w tym Aga przyniesiona przez szefa kasowanego PIW, Rafała Skąpskiego.
  „Niektóre przedmioty przetrwają setki lat. Może nawet tysiące lat. Warto więc przechowywać je wraz z historiami, które stanowią o rzeczywistej wartości rzeczy. W „Iskrach” zgromadzono tysiące przedmiotów „Od Sasa do Lasa”, jednak wnętrza nie sprawiają wrażenia eklektycznego, zagraconego i chaotycznego „poBoyowiska”.Przeciwnie nic tu nie przytłacza,jest przestronnie, wygodnie i całkiem gustownie”

   Tuż przed przystąpieniem do pisania drugiej części, zadzwoniłam do Wydawnictwa „Iskry”, by zapytać, co się stało z tymi wszystkimi eksponatami, po zamknięciu w 2014 roku salonu. Przemiły mężczyzna(niestety nie przedstawił się), posiadający elektryzujący głos, powiedział, że wszystkie przedmioty znajdują się nadal w wydawnictwie, choć ze względu na mniejszą przestrzeń nie zajmują tyle miejsca co dawniej. Jak zapewnił po pandemii, gdy normalne kontakty będą możliwe, można salon Boya urządzony przez Uchańskiego obejrzeć, oczywiście po wcześniejszym umówieniu wizyty. Najciekawsze zdjęcia znajdziecie  na Facebooku.

Próbowałam wkleić zdjęcia z Grafika-Google, ale zaczęły mi skakać po całym poście, doprowadzając do zburzenia harmonii całości. Wybaczcie ale nie mam już siły dłużej walczyć i z tekstem i z fotografiami. 


niedziela, 24 maja 2020

KAŻDY PRZEDMIOT MA WŁASNĄ HISTORIĘ...czyli Salon Uchańskiego, cz.1

"Każdy przedmiot ma własną historię, człowiek jest epizodem w życiu przedmiotu" - te słowa wypowiedział Wiesław Uchański, wydawca i kolekcjoner

Kontakt - Wydawnictwo Iskry Spółka z o.o.

    Urodził się w 1947 roku,ukończył studia prawnicze i filozoficzne na Uniwersytecie Wrocławskim. W 1980 obronił pracę doktorską pod kierunkiem Mariana Orzechowskiego. Był komendantem w Ochotniczych Hufcach Pracy i pracownikiem etatowym w Instytucie Nauk Politycznych UWr. W latach 1977-1990 był członkiem PZPR i Pracownikiem Komitetu Centralnego PZPR jako asystent Mariana Orzechowskiego i Tadeusza Porębskiego. Od 1987 dyrektorował Wydawnictwu „Iskry”, którego został prezesem i większościowym udziałowcem w 1992 po sprywatyzowaniu w spółkę z.o.o. W roku 1999 został laureatem Nagrody Kisiela, a w 2005 otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” w dziedzinie „literatura. W 2018 został uhonorowany „Ikarem” przez jury Sezonu Wydawniczego-Księgarskiego.
  Jest człowiekiem bardzo aktywnym, udzielił wywiadów w radio :1.”Poranek RDC”-opowiadał o książce Ludwika Strommy Polskie złudzenia narodowe” i Marka Hłaski „Wilk”.
2 W audycji „Wolna sobota” Jerzego Kisielewskiego, mówił o zmianach na rynku wydawniczym, o najważniejszych książkach, pasji kolekcjonerskiej, a przede wszystkim o ludziach i wieloletnich przyjaźniach z pisarzami.
3. „Zapiski ze współczesności”, to cykl audycji, w których pisarze, artyści, naukowcy, snują wspomnienia lub dzielą się przemyśleniami i refleksjami na temat różnych zjawisk współczesnego świata.
   Bierze udział w Warszawskich Targach Książki i prowadzi wykłady dla młodzieży w ramach „Szkoły otwartej”. Organizuje spotkania autorskie, na których promował książki:
1.Edward Stachura „Dzienniki”,
 2.Jacek Cygan "Pies w tunelu"-wiersze, 
3.Wiktor Osiatyński "Rehabilitacja"-ostatnia część autobiograficznej i autoterapeutycznej opowieści z tomów "Rehab" i "Litacja",
4.Arkadiusz Szaraniec „Warszawa dzika”,
5.Henryk Waniek „Szalone życie Macieja Z”, 
6.Antoni Kroh: „Za tamtą górą. Wspomnienia.”,
7.Justyna Sobolewska „ Książka o czytaniu”,
8. Eryk Lipiński „Pamiętniki”, 
9.Krystyna Kolińska „ Preteksty do wspomnień”,
10.Bogumił Paszkiewicz „Cwana panienka z Juraty”,
11.Kazimierz Orłoś „Cudowna melina”,
12.Lechosław Herz „Podróże po Mazowszu”.

Współuczestniczył w organizowaniu spotkań z ciekawymi ludźmi, np. z Edwardem Pałłaszem- kompozytorem oraz w wieczorkach wspomnieniowych:

1. o Macieju Zembatym- polskim poecie, satyryku, scenarzyście, muzyku i tłumaczu głównie poezji Leonarda Cohena.
2. o Michale Jagielle -poecie, eseiście, publicyście, w twórczości którego często występują motywy górskie("Wołanie w górach")
3. o Zygmuncie Mycielskim- kompozytorze,publicyście, pisarzu( „Dziennik 1950-59”) i krytyku muzycznym.
4.o Stefanie Kisielewskim- prozaiku, publicyście, kompozytorze i krytyku muzycznym.
Uczestniczył w sympozjum "Przywrócić pamięć.Historyczne pasje Stanisława Milewskiego - pisarza("Życie uliczne niegdysiejszej Warszawy"). 

   O sobie jako człowieku w jednym z wywiadów, mówił tak: "Byłem hippisem i w tym czasie zacząłem zbierać starocie.Myślałem nawet, że zostanę antykwariuszem. Ale przede wszystkim studiowałem filozofię i prawo, a doktorat uzyskałem z politologii". 
   Jako profesjonalista, o zawodzie wydawcy wypowiadał się następująco: "Mam wyraźny wizerunek wydawcy i wydawnictwa, w nieco przedwojennym stylu. Zależy mi na tym, żeby ten konserwatywny image, cała ta otoczka, mająca w sobie coś snobistycznego, czego się zresztą nie wypieram, towarzyszyła aktywizmowi,nowoczesności w sposobie działania, prowadzenia firmy."

   Ludzie, którzy Go znają, twierdzą że: " na wieczorach autorskich i bankietach wydawniczych zadaje szyku elegancką, posrebrzaną laską, w drugiej ręce trzymając naczynie z trunkiem(możliwie szlachetnym,byle nie bardzo słodkim). Nosi się dystyngowanie i wyraźnie konserwatywnie, na co wskazuje fason kołnierzyków. Z lokalu, którym kieruje od ośmiu lat, uczynił istne muzeum: pamiątek po swoich ulubionych pisarzach - Tadeuszu Boyu-Żeleńskim i Stefanie Kisielewskim oraz przedziwnych, a pięknych przedmiotów - secesyjnych bibelotów, porcelanowych figurek, starych zegarów, barometrów, obrazów." "Jest kolekcjonerem staroci, miłośnikiem jazdy dorożkami i...rowerem,którym przyjeżdża do mieszczących się na Smolnej "Iskier", z Gocławia.Nie ma samochodu. Tyle, co by kosztowała jego eksploatacja - tłumaczy sobie i innym- wydaje w antykwariatach czy na bazarze na Kole. Mieszka podobnie jak pracuje, wśród różnych, całkowicie niepotrzebnych przedmiotów." 

   Kiedy został dyrektorem Wydawnictwa "Iskry", zaczął gromadzić w siedzibie na Smolnej 11, przedmioty związane z życiem i działalnością Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Mieszkanie na Smolnej zajmowało całe pierwsze piętro w XIX-wiecznej kamienicy, którą w 1938 zastąpił inny budynek. Na jego elewacji znajduje się tabliczka upamiętniająca związek pisarza z tą kamienicą. By mocniej podkreślić związek Boya z budynkiem, Uchański zaczął gromadzić pamiątki po pisarzu i innych literatach. Ponieważ późniejsze mieszkanie Boya, przy Krakowskim Przedmieściu 58 spłonęło wraz z całą zawartością w czasie Powstania Warszawskiego, to pamiątek jest niewiele. Z chwilą przeniesienia Wydawnictwa "Iskry" do nowej siedziby, salon Boya zamknięto w roku 2014. Liczba gości, którzy w latach 1987-2014 odwiedzili salon, dowodzi, że popularność Boya, tak zasłużonego dla literatury i kultury polskiej, jest nadal ogromna.
Tadeusz Boy-Żeleński » Salon Boya-Żeleńskiego
Boy-Żeleński w swoim gabinecie na Smolnej


    W roku 1995 udało mi się kupić w kiosku „Ruchu” „Kalendarz Iskier 1995”. Był to chyba ostatni jaki został wydany. Nabywszy tę niewielką ale bardzo ciekawą „książeczkę”, napisałam do wydawcy pochwałę za tę publikację. Otrzymałam list od dr Wiesława Uchańskiego, napisany odręcznie na kremowym czerpanym papierze. Było to jednocześnie zaproszenie do złożenia wizyty w siedzibie wydawnictwa. Pamiętam, że od skrzyżowania Nowego Światu z ulicą Świętokrzyską, szłam na piechotę, bo moja znajomość Warszawy była i jest mizerna. Był gorący, słoneczny dzień i na miejsce dotarłam zmachana i spocona. W budynku nie ma windy, więc musiałam wejść po schodach. Prezentowałam sobą obraz nędzy i rozpaczy, ale przyjmujący mnie dyrektor udawał, że jestem pachnąca i świeża. Usiedliśmy po przeciwnych stronach wielkiego, ciemnego biurka i piliśmy kawę z filiżanek z cieniutkiej, delikatnej porcelany. Ponieważ każde z nas spędziło kilka lat we Wrocławiu, okazało się, że oboje znamy poetkę Salomeę Kapuścińską, choć Wiesław Uchański był jej przyjacielem, a ja tylko wielbicielką poezji. Nie pamiętam ile trwało spotkanie, bo byłam zestresowana i zgubiłam język w gębie. Na pożegnanie ofiarowano mi kilka książek dla młodzieży, które wzbogaciły księgozbiór tworzony przeze mnie dla mojego syna. Do dziś pozostaję pod wielkim urokiem, sympatycznego, bardzo inteligentnego, posiadającego ogromną wiedzę mężczyzny. 
PressReader - Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna): 2014-03-08 ...
Wiesław Uchański
   O tym jakie pamiątki w latach 1987-2014,  zgromadził dyrektor Uchański ,  opowiem w części drugiej. Udało Mu się bowiem "stworzyć jedno z najbardziej nastrojowych miejsc kulturalnej Warszawy. Bo, jak przekonuje, książki wymagają odpowiedniego klimatu."
Salon Boya w siedzibie wydawnictwa Iskry - Smolna 11 | Facebook
Salon Boya w siedzibie wydawnictwa Iskry

sobota, 11 kwietnia 2020

ŻYCZENIA








                                         Z okazji Świąt Wielkanocnych wszystkim ludziom
                                              składam życzenia:
                                         spokoju, zdrowia, bezpiecznego przetrwania
                                              tego trudnego czasu.


niedziela, 8 marca 2020

"LUSTERECZKO POWIEDZ PRZECIE..."


     Zaklęcie wypowiadane przez macochę w znanej bajce „Królewna Śnieżka” stało się pretekstem do napisania tego postu.W pierwotnej wersji miała się w nim znaleźć historia i rozwój luster na przestrzeni wieków. Podawałam też wieloznaczność słów lustro i zwierciadło. Tekst był długi i nudny.
     W ten szczególnie miły dla kobiet dzień, opowiem Wam o moich lustrach. Może nie będzie ciekawiej, ale bardzo osobiście.
    Nigdy nie należałam do osób przesadnie dbających o swój wygląd, ale każdy chce sprawdzić czy fryzura jest należyta, a części stroju pasują do siebie i czy czegoś nie brakuje w naszym wyglądzie. Jako dziewczynka zadowalałam się małym prostokątnym lusterkiem, które miało podobiznę ulubionego aktora na odwrocie. Jako nastolatka kupiłam sobie pierwszą puderniczkę, była okrągła, zapinana na suwak. Nigdy nie używałam pudru, więc jej dolna część nie była używana. Chodziło o ochronę lusterka, co miała gwarantować obudowa wykonana z pikowanej grubej materii. Dziś nie pamiętam, co się z ową puderniczką stało. Mogę jedynie się domyślać, że w jakimś momencie upadłam i lusterko stłukło się. 
   Zastąpiłam je puderniczką w metalowej, złotego koloru obudowie, w której zamiast zamka był zatrzask. Nie przepadam za lustrami jako elementami wystroju wnętrz, chociaż optycznie powiększają pomieszczenie i wraz z ciekawą ramą zdobią je. Dlatego dziś mam jedno średniej wielkości lustro w łazience, zawieszone nad umywalką. Drugie ręczne, w plastikowej ramce z rączką używam do sprawdzania wyglądu. Jest ono dwustronne, jedno pokazuje rzeczywisty obraz, drugie mające pomóc w robieniu makijażu, powiększa. Myślałam także o dużym lustrze, obejmującym całą postać, które miało zawisnąć w przedpokoju. Spoczywa w pudełku na półce meblościanki,bo odechciało mi się zawieszać je, gdy w czasie wizyty u sąsiadki, zobaczyłam siebie w jej tremo.
.TREMO -«wysokie lustro, często sięgające od sufitu do podłogi lub połączone ze stolikiem konsolowym».
   Nie mam mieszkania na tyle dużego, by stanęła w nim toaletka czyli mebel z lustrem i miejscem na przybory do makijażu oraz robienia fryzur, choć oglądając ją na filmach, zawsze pragnęłam takową posiadać. Ostatecznie zadowoliłabym się psyche, a jest to duże zwierciadła stojące , umocowane na zawiasach, popularne w okresie empire,ale na nie też się nie zdecydowałam.
    Moja matka była wielbicielką luster kryształowych uważanych za najcenniejsze wśród luster, było wykonane ze szkła ołowiowego. Charakteryzowało się większą przejrzystością, łatwiej poddawało się obróbce. Ten rodzaj czystszych zwierciadeł z ozdobnym szlifem na brzegach(lustro kryształowe fazowane) uznawano za najwyższą jakość luster. Jednak dawne szkło ołowiowe wykonywane techniką rozciągania i walcowania rozgrzanej masy szklanej, charakteryzowało się mniejszą twardością, a wytworzone lustra często miały lekko pofałdowaną powierzchnię i zakrzywiały odbicie. Niemożliwość zabezpieczenia naniesionego od spodu srebra przed korozyjnym działaniem wilgoci i tlenu,powodowała pojawianie się z czasem na lustrze ciemnych plam. 
   Na takie zwierciadło pozwoliła sobie tylko jeden raz. Gdy pojawiły się owe plamy, musiała z niego zrezygnować, gdyż bardziej szpeciło niż zdobiło. Lustro obejmujące całą sylwetkę było wmontowane po wewnętrznej stronie drzwi szafy.
   W wesołym miasteczku byłam kilka razy, ale tylko raz zdobyłam się na odwiedzenie gabinetu luster,bo nie bawił mnie obraz, który się w nich odbijał. Najwidoczniej nie mam wystarczającego dystansu do siebie.
     Znacie powiedzenie(a może przesąd), o siedmiu latach nieszczęścia,w przypadku zbicia lustra. Przeżyłam 9 takich "siódemek" i nie umiem powiedzieć ile z nich było nieszczęśliwych. Nie pytałam też zwierciadła czy jestem najpiękniejsza, bo prawdziwe piękno czyli wartość człowieka mieści się w jego wnętrzu, a tego żadne lustro nie pokaże. W życiu staram się postępować tak, by patrząc w nie, zawsze widzieć twarz uczciwego, porządnego człowieka.

Oto dowody na to, że zwierciadło intryguje nie tylko nas, i że nie koniecznie oglądamy w nim to, co powinniśmy. 







Wszystkie zdjęcia zaczerpnięte z internetu



                                               KOBIETOM Z OKAZJI DNIA KOBIET(8 marca)
                                           I MĘŻCZYZNOM Z OKAZJI DNIA MĘŻCZYZN(10 marca),
składam życzenia spełnienia marzeń, aby wasze odbicia w lustrze były zawsze zgodne z oczekiwaniami.

wtorek, 3 marca 2020

"PRZEZ TWE OCZY ZIELONE"


   Na ekrany kin wszedł film „Zenek”, którego bohaterem jest Zenek Martyniuk, solista zespołu „Akcent”. Nazywany królem disco-polo, został wyniesiony na piedestał.
    Kiedy oglądałam w tv reklamy zapowiadające ten film, przełączałam na inny kanał. Złość mnie brała, że mając do wyboru wiele wyśmienitych postaci ze świata kultury, wybrano na bohatera filmu właśnie Zenona Martyniuka. Nie planowałam oglądać "Zenka", bo ten rodzaj muzyki, to nie moje ulubione klimaty. Kiedy słyszy się piosenki disco-polo nogi same zaczynają się ruszać, ciało wygina się w takt, a usta mimowolnie powtarzają słowa utworu. Tak przynajmniej na mnie działa ta muzyka, chociaż uważam ją za umpa umpa w sferze melodycznej i nieskomplikowaną w obszarze tekstu.

Odkąd zobaczyłem ciebie
Nie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło ? Nie wiem
Miłość o sobie dała znać.

Co poradzić mogę na to
Ze miłość przyszła właśnie dziś
Że w sercu mym jest lato
A w moich myślach jesteś Ty

Przez twe oczy, twe oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały,cały blask
A ja serce miłości spragnione Ci oddałem
Tak zakochać, tak zakochać się można tylko raz(tylko raz, tylko raz).
   
   Jest to historia miłości, opowiedziana prostymi słowami, które nawet w trakcie czytania posiadają swoją rytmikę, dzięki czemu łatwo zapadają w pamięć. Pragnienie miłości jest w każdym z nas, dlatego też teksty o niej mówiące padają na podatny grunt. W połączeniu ze skoczną, żywą muzyką tworzą utwór podobający się tak wielu ludziom.
   Dziś rano weszłam na You Tuba i natknęłam się na wideo recenzję Tomasza Raczka, która sprawiła, że powstał ten post. Wysłuchałam oceny tego wyśmienitego krytyka z uwagą. Nie stałam się wielbicielką disco-polo czy wykonawców pokroju Zenona Martyniuka. Polecam jednak gorąco wypowiedź Tomasza Raczka na temat filmu „Zenek” https://www.youtube.com/watch?v=Ntb2wn8M-S8 .
    Nie pójdę do kina by ów obraz filmowy obejrzeć, choć nie zarzekam się, że nie stanie się tak, gdy będzie on nadany przez telewizję. Zrobię to, nie dla głównego bohatera czy śpiewanych przez niego piosenek. W filmie podobno ich nie ma, są natomiast zagraniczne przeboje, między innymi „The NeverEnding Story” https://www.youtube.com/watch?v=EpjItY1FzDY wykonywany przez Zenona Martyniuka wraz z Limalem. Recenzenta szczególnie zachwyciła wspaniała gra aktorska Klary Bielawki i niemieckiej aktorki tureckiego pochodzenia Zübeyde Bulut . Zdaniem Tomasza Raczka te dwie kobiety sprawiły, że ten film ma to „coś”, co czyni go wartym obejrzenia.

   Tomasza Raczka jako recenzenta filmowego polubiłam gdy występował z Zygmuntem Kałużyńskim w programie „Perły z lamusa”. Dziś wysłuchując Jego recenzji na temat filmu „Zenek” przekonałam się, że moja sympatia nie była bezpodstawna. Jestem ciekawa, czy ktoś odwiedzający mój blog obejrzał film i co o nim sądzi? Czy recenzja Tomasza Raczka spodobała się  Wam tak jak mnie?

poniedziałek, 24 lutego 2020

KASZTANY Nataszy Zylskiej







 Była jedną z najpopularniejszych piosenkarek polskich lat 50-tych XX wieku. Natasza Zylska(właściwie Natasza Zygelman(1933-1995), piosenkarka pochodzenia żydowskiego, wojnę przeżyła w ukryciu. Zadebiutowała w roku 1954 w zespole estradowym, działającym przy Wojewódzkim Domu Kultury w Katowicach. Śpiewała m.in. z Januszem Gniatkowskim. Występowała z orkiestrami tanecznymi Janusza Haralda, Jana Celmera, Waldemara Kazaneckiego i Zygmunta Wicharego. W 1963 wyemigrowała do Izraela, gdzie występowała jako piosenkarka. Po wycofaniu się z zawodu w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, poświęciła się plastyce. Została pochowana pod nazwiskiem Natalia Weisberg, najprawdopodobniej na Cmentarzu Kirjat Shaul w Tel Awiwie.
    Wikipedia podaje ponad 40 utworów, których była wykonawczynią. Jej piosenki wykorzystano w filmach: "Nad rzeką której nie ma"-1991("Kukurydza"), "Cwał"-1995("Chociaż raz powiedz nie"), "Zabij ich wszystkich"-1999("Piotruś"),"Mój Nikifor"-2004 ("Pikulina", "Klipsy", "Za szybą mgły"), "Statyści"-2006 ("Kasztany") i  "Ostatnia akcja"-2009("Pożyteczna chmurka").
    Piosenki Nataszy Zylskiej znane bardzo dobrze były pokoleniu moich rodziców. Jednak i ja nuciłam "Czekoladę", "Baja Bongo", "Mexicanę". Młodszym pokoleniom piosenki te są mało, a może nawet wcale nieznane. Dlatego pomyślałam, że warto przypomnieć piękną wykonawczynię przebojów, które rozgrzewały serca.