niedziela, 8 lipca 2018

BŁĘDY I WYBACZENIA

   Ten post to przeprosiny. Otóż w notce "Sprzedawca, czarownica i duchy" dopuściłam się kardynalnego choć niezamierzonego błędu. Na to, że go zrobiłam wpadłam wczoraj, gdy wzięłam do ręki książkę Jadwigi Śmigiery "MOJE WARSZAWSKIE ZWARIOWANIE". Pisząc na temat Krystyny Habrat, która tę książkę recenzowała, napisałam tytuł nieprawidłowo, gdyż zamiast słowa zwariowanie użyłam zawirowanie. Wierzcie mi, że nie umiem wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Psycholog pewnie by wiedział. Kiedy otrzymałam książki "Stokrotki", wyjęłam je z koperty, obejrzałam przody okładek, przeczytałam recenzje z tyłu, dedykacje i przeleciałam wzrokiem spis treści. Ucieszyłam się, że Wydawnictwo "Białe Pióro", dołączyło zakładkę, bo wszystkie już posiadane,  tkwią w innych książkach, czytanie których rozpoczęłam. Dopiero gdy otworzyłam w sobotni wieczór "mini przewodnik" po stolicy, zorientowałam się , że tytuł podałam mylnie. Zresztą autorka zwróciła mi także na to uwagę w komentarzu.
     PANIĄ JADWIGĘ ŚMIGIERĘ- autorkę oraz czytelników bloga przepraszam najgoręcej za swoje niedbalstwo. Tych, którzy jeszcze książki nie czytali, a zapewniam że warto,  gorąco zachęcam do lektury.
    Pani Joanna Rodowicz napisała "Profesjonalizm Jadwigi Śmigiery połączony z kulturą słowa i czułym spojrzeniem na ukochaną Warszawę spowodował, że kolejny wydany przez nią zbiór opowiadań powinien być ważną pozycją w każdej bibliotece nie tylko warszawiaka, ale każdego Polaka". Ja powiem tak: jeżeli ktoś zechce napisać książkę o swoim ukochanym mieście, ulubionym zakątku, to "Moje warszawskie zwariowanie" będzie doskonałym drogowskazem jak to zrobić.  W komentarzu pod tekstem "Sprzedawca, czarownica i duchy" Jadwiga Śmigiera napisała : A ja znam wszystkie książki pani Habrat, a do dwóch ostatnich czyli "Tu, gdzie spadł grad większy od jabłka" i "Krzyk o północy" napisałam na jednym z portali pisarskich recenzje. Tam zresztą poznałam panią Krystynę Habrat parę lat temu. I Jej zawdzięczam to, że sama zaczęłam pisać i wydawać książki." Może Pani Jadwiga także kogoś zainspiruje?
   
   Mając nadzieję, że Pani Jadwiga Śmigiera i wszyscy wprowadzeni w błąd, wspaniałomyślnie mi go wybaczą, życzę miłej niedzieli.

poniedziałek, 2 lipca 2018

SPRZEDAWCA, CZAROWNICA I DUCHY



   W dniu 19 czerwca syn przyniósł z poczty przesyłkę, w kopercie znajdowały się dwie książki Jadwigi Śmigiery „ Nadal wariuję” i „Moje warszawskie zawirowanie”. Obie autorka opatrzyła imiennymi dedykacjami, dzięki czemu pozycje zyskały na wartości. Pierwszą z nich „Stokrotka” podarowała mi w prezencie, a drugą kupiłam u Niej. Zanim przeczytam o tych „wariacjach” i zawirowaniach, postanowiłam przyjrzeć się recenzentkom. Jedna z nich Joanna Rodowicz jest znana, bo "Stokrotka" opowiedziała o Niej na swoim blogu https://stokrotkastories.blogspot.com dnia 10 kwietnia br.
Mnie zaintrygowała Krystyna Habrat. Ponad 30 lat temu poznałam mężczyznę o takim nazwisku, który wrył mi się w pamięć. Najprawdopodobniej jest to tylko zbieżność nazwisk, która sprawiła, że miałam miłą zabawę z ciekawą kobietą.
   Zadebiutowała w roku, gdy ja rozstawałam się z pracą bibliotekarza i pewnie dlatego Jej twórczość nie jest mi znana. Nie przeczytałam żadnej z omawianych książek, co nie znaczy, że zachęcona opisami zaczerpniętymi z Google, kiedyś tego nie zrobię.
Krystyna Habrat ukończyła psychologię na UJ. Mieszka w Katowicach, publikowała w prasie społeczno-kulturalnej: „Poglądy”, „Tak i Nie”, „Okollice”, „Opole”, „Zwierciadło”, „Tygodnik kulturalny”, „Migotomia”. Ogłosiła esej z psychologii o pracy twórczej. Obecnie aktywna w internecie: „Portal Pisarski”,” PKP-zin”, „Cegła”, „Atrament”, „Krytyka Literacka”, Nowa Gazeta Literacka” i „Pisarze.pl, z którego zaczerpnęłam większość informacji. Zamieszcza także opowiadania i fragmenty powieści, eseje i felietony w czasopismach papierowych. Opierając się na wiadomościach zamieszczonych na „Pisarze.pl”doliczyłam się 82 felietonów, 12 pozycji z kategorii dramat-proza, 2 recenzje i 4 artykuły publicystyczne.
Bardzo ciekawy wywiad „Co w człowieku cenię najbardziej” opublikowany 27 marca 2017 roku(„Pisarze.pl) sprawił, że piszę o tej kobiecie z wielką przyjemnością.
W czasach szkolnych, studenckich i jeszcze długo potem wiedziałam to doskonale. Co w człowieku cenię najbardziej? Kto mi może zaimponować?Jaką cechę należy w sobie najusilniej pielęgnować?Moim kryterium oceniania ludzi była mądrość. No, inteligencja, ale także rozumowanie intuicyjne, taj zwana chłopska mądrość. … Wkrótce na studiach uczyłam się : co to jest inteligencja i jak ją rozwijać. Potem o pamięci, wyobraźni i innych cechach umysłu. … Teraz już inaczej oceniam ludzi. Najczęściej biorę pod uwagę czyjś poziom szlachetności i jej przeciwieństwo wredność.” Jeżeli chcecie poznać definicję szlachetności i wredności wg Krystyny H odsyłam do całości zacytowanego tekstu.
Pomyślicie, że głupio jest pisać o pisarce, której książek się nie czytało. Ja jednak postanowiłam odnaleźć w Google opisy Jej powieści, by się przekonać, czy sięgnęłabym po książki będąc w bibliotece czy księgarni.
SPRZEDAWCA KARYKATUR (1989)- 
Opowiadania o ludziach, ich poplątanych ścieżkach życia, miłości, zdradzie, cierpieniu i wyczekiwaniu.














PODRĘCZNIK CZAROWNICY. KLATKA GULIWERA”(2005)

"Podręcznik czarownicy”, to kontynuacja losów Marty z opowiadania „Pstra szata błazna” zawartego w pierwszej z omawianych pozycji. „Klatka Guliwera”, to opowieść o pisaniu powieści. Nie wiem czemu przyszły mi na myśl „Dwa teatry” Szaniawskiego. 







 „TA NADCHODZĄCA”(2008) -dwie opowieści o miłości. Czy były one szczęśliwe, czy wszystko ułożyło się po myśli bohaterów? Podobno odpowiedź znajdzie czytelnik w książce, szukajmy więc.










TU, GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA”(2010)

Są takie miejsca zagubione, o których wie niewielu, do których trudno trafić i skąd daleko gdziekolwiek. A jednak i tam mieszkają ludzie ciekawi bądź nijacy, szczęśliwi i zgorzkniali. O losach ludzi z prowincji przeczytacie właśnie w tej książce.












KRZYK O PÓŁNOCY”(2013)

Najnowszą książkę zrecenzował Dariusz Zajączkowski pt. „Krzyk o północy”- książka o samotności. Recenzja jest bardzo ciekawa, napisana z dreszczykiem, emocją, zachęcająca do sięgnięcia po tę pozycję.
   
Uwierzyliście, że warto sięgnąć po książki Krystyny Habrat? Większość tytułów wydana została także w formie e-booków i to po bardzo atrakcyjnych cenach. Na zakończenie dwa cytaty, które niechaj będą przysłowiową kropką nad „i”. To właśnie one były drugim poza nazwiskiem impulsem dla powstania tego postu. Jeżeli jedna kobieta potrafi tak pisać o twórczości innej, to znaczy że sama jest niezwykłą osobą, wartą poznania poprzez to o czym i jak pisze.
Pomimo początkowych oporów książka Jadwigi Śmigiery „Moje warszawskie zawirowanie” tak wciągnęła, że nie mogłam się od niej oderwać i porzucając wszystko inne czytałam ją od rana do nocy.”
W kolejnym zbiorze opowiastek, autorka(J.Śmigiera „Nadal wariuję”) pokazuje, że z każdego drobiazgu potrafi zrobić ciekawą anegdotę i dostrzega wszędzie urodę świata.[..] Całość zabarwiona jest delikatnym humorem. Pobudza do zamyślenia nad prawami tego świata.”


piątek, 29 czerwca 2018

NIEUDANY TYDZIEŃ


   W tym roku pierwszy raz złożyłam zeznanie podatkowe drogą elektroniczną. Miało być bezpiecznie i szybko także jeżeli chodzi o zwrot nadpłaty. Ponieważ do tej pory nie dostałam na ten temat żadnej informacji, próbowałam we wtorek 26 bm dodzwonić się do mojego urzędu skarbowego. Przez godzinę słuchałam informacji o tym jak dobrze jest wysyłać rozliczenia drogą elektroniczną na przemian ze słuchaniem muzyczki. Kiedy wreszcie dobiłam się do konsultanta, ten przekierował mnie do księgowości. Znów była muzyczka, a potem głos z taśmy. Nie dowiedziałam się niczego, a nie ukrywam, że pieniądze bardzo by się przydały.
   Następnego dnia rano o godz.6.30 obudziłam się i chciałam przenieść się z kanapy na wózek. Pomimo wielokrotnych prób sztuka ta mi się nie udała. Znalazłam się na podłodze. Pierwszych pięć godzin cierpliwie czekałam na przyjście syna, który wyratowałby mnie z opresji. Kiedy jednak nie nadchodził postanowiłam zadzwonić i wtedy przypomniałam sobie, że telefon został w drugim pokoju, po wczorajszym wydzwanianiu do fiskusa. Leżąc na lewym boku przeczołgałam się do telefonu i wydzwaniałam do syna i do synowej, żadne z nich nie odbierało. Całkowicie załamana, zziębnięta i zesztywniała doczekałam do godziny 14, kiedy to zjawił się mój dzieciak. Nie bez wysiłku udało mu się mnie podnieść i posadzić na kanapie. Jakiś czas potem, gdy wrócił z psem z dworu przesadził mnie na wózek i stwierdził, że gdybym zadzwoniła do 6 rano to by przyszedł, bo nie spał z powodu bólu zęba, a tak w ogóle to trzeba pomyśleć o hospicjum dla mnie jeżeli już sama nie daję rady. Czwartek przeleżałam cały dzień, bo bałam się, że znów skończę na podłodze i nie będę się mogła doczekać pomocy. Na szczęście dzisiaj już za pierwszym razem przesiadłam się na wózek i mogę napisać te słowa.
   Być może hospicjum lub dom opieki jest mi pisany, ale gdyby syn pomógł mi ćwiczyć nogi, to one nie słabłyby tak szybko. Poza tym, gdy tylko siadłam na wózek twierdziłam, że należy wzdłuż ścian zainstalować poręcze, których trzymając się mogłabym robić po kilka kroków i ćwiczyć w postawie stojącej. Niestety w tej chwili nie mam w domu dwóch stabilnych, nieprzesuwających się mebli, o które opierając się mogłabym robić wymachy, odwody czy przysiady. Syn obiecywał wiele rzeczy, które pomogłyby mi żyć w nowych „wózkowych” okolicznościach, niestety skończyło się tylko na słowach a nie czynach. Póki co, środowy upadek trochę mnie wystraszył i zablokował, ale gdy tylko znów wstąpi we mnie bojowy duch, postaram się oddalić widmo nie mieszkania we własnym domu, bo jestem do niego bardzo przyzwyczajona. A mój syn, twierdzi, że od 3 lipca zaczyna pracę, czy tak będzie zobaczymy.
   Faza rozgrywek grupowych już się chyba zakończyła. Z przyjemnością oglądałam te mecze, ale ponieważ wiele zespołów, które bardzo ładnie grały odpadło, to nie jestem pewna czy 1/8 będzie równie ciekawa.
   Świeci słońce, napawa optymizmem. Tego i Wam życzę na weekend i pozostałe letnie dni.

czwartek, 21 czerwca 2018

MNIEJ LUB BARDZIEJ ZNANI - "kup pan cegłę"


kadr z filmu "Ewa chce spać"

Panie szanowny! Kup pan te cegłę! Odpalasz pan stówkę – ocalasz pan główkę! Cegła tańsza od kapoty, kup pan cegłę od sieroty! No co jest, jak pragnę zakwitnąć?! Dawaj pan stówę i spływaj w podskokach! Bo tak ryło przenicuje, że będziesz nosem gwizdał!
Uciekaj, chuliganie, bo zawołam policjanta.
Otwórz tylko dziób, ty gnoju śmierdzący, to już go nawet na klamkę nie zamkniesz!
   Cytat pochodzi z filmu „Ewa chce spać” z roku 1957, w którym wypowiadający te słowa Roman Kłosowski, zagrał członka bandy. Aktor debiutował w filmie „Celuloza”. W latach 1953-2011 zagrał w 82 filmach. 
Oglądałam 20 z nich, szczególną uwagę zwróciłam na Niego w filmie „Rzeczpospolita babska”, w którym grał kasiarza Maksymiliana Konieczko. 


W pamięci większości widzów pozostanie jako Maliniak w filmie „Czterdziestolatek” oraz jego kontynuacji „Czterdziestolatek 20 lat później”. Zanim powstała ta druga część nakręcono także „Motylem jestem czyli romans 40-latka”. Zagrał pierwszoplanowe role w filmie obyczajowo-sensacyjnym „Cień” w reż. Jerzego Kawalerowicza i w dramacie wojennym „Pierwszy dzień wolności” Aleksandra Forda. Oba filmy znalazły się w konkursach głównych 9 i 18 Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes.
 
W roli Szwejka w reż, Janusza Zaorskiego w Teatrze Powszechnym
   Poza rolami filmowymi grał na scenach teatrów: Dramatycznego w Szczecinie, Powszechnego w Łodzi, gdzie był dyrektorem naczelnym i artystycznym oraz warszawskich:Dramatycznym, Nowym i Syrena. Na deskach teatru zawodowego zadebiutował w Teatrze Polskim w Szczecinie, w spektaklu „Szczęście Frania” Włodzimierza Perzyńskiego. Pożegnał się z widzami spektaklem „Ostatnia taśma: Samuela Becketa, granym w teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim.
   Zrezygnował z działalności zawodowej z powodu prawie całkowitej utraty wzroku. Zmarł 11 czerwca w Łodzi, a urnę z prochami złożono 18 czerwca w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
   Odszedł jeden z najbardziej charakterystycznych polskich aktorów powojennych. Swoją mimiką twarzy potrafił wyrazić więcej niż inni najlepszymi nawet dialogami. Bawił, śmieszył, rozczulał. Pomimo niepozornego wyglądu, dzięki kreacjom potrafił zawsze przykuć uwagę widza. Bez względu na to czy grał role dramatyczne czy komediowe, zawsze robił to perfekcyjnie. Był nie tylko wybitnym aktorem ale także reżyserem(„Kamienny świat”, „Czarna róża”) oraz pedagogiem (wykładowca na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi).
   Za swoje role aktorskie w teatrze, filmie i telewizji wielokrotnie nagradzany( Nagroda Honorowa za całokształt w roku 2009 na XVI Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej „Prowincjonalia”) i odznaczany (Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”-2013).

   
Jak już wspomniałam z bogatego dorobku filmowego Romana Kłosowskiego, ja widziałam 20, które polecam gorąco tym, którzy ich nie oglądali: komedie- „ Kapelusz pana Anatola”,Szczęściarz Antoni”, „Gangsterzy i filantropi”, „Rozwodów nie będzie”, „Giuseppe w Warszawie”,”Zezowate szczęście”, seriale „Pensjonat pod Różą”, „Świat według Kiepskich”, Ojciec Mateusz”, Na dobre i na złe”, „Czterej pancerni i pies”, „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”, „Urwisy z Doliny Młynów”,dramaty: „Eroica”, „Baza ludzi umarłych”, „Zamach”.
Z żona Krystyną, zmarłą w 2013 na nowotwór. Przeżyli razem 58 lat.

piątek, 15 czerwca 2018

WCZORAJ



   W dniu 14 czerwca rozpoczęło się święto futbolu, przez miesiąc miłośnicy piłki nożnej będą spędzali długie godziny przed telewizorem. W takich momentach w domach przydałyby się dwa telewizory, aby domownicy, których piłka aż tak nie pociąga mogli oglądać swoje ulubione programy. Na szczęście dzięki postępowi technicznemu są takie możliwości. Moja rodzina nigdy nie była wielkim zwolennikiem piłki, jednak kiedy były tylko dwa programy telewizji państwowej, oglądało się mecze trochę z przymusu. Jestem w tym wieku, że pamiętam drużyny Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka. Ci trenerzy oraz prowadzeni przez nich piłkarze zapadli w pamięć. Innych selekcjonerów nawet nie umiałabym wymienić.
 Ze składu, któremu przewodził Włodzimierz Lubański* zapamiętałam oczywiście tych najbardziej bramkostrzelnych, nazwiska których najczęściej wymieniane były podczas meczu lub po nim.Andrzej SzarmachGrzegorz Lato, Kazimierz Deyna. Dla reprezentacji Polski w latach 1972-78 zasłużyli się obrońcy:Władysław Antoni Żmuda,Jerzy Paweł Gorgoń, pomocnik Robert Gadocha i bramkarz Jan Tomaszewski.
   Po nich przyszli kolejni wspaniali piłkarze pod wodzą Antoniego Piechniczka:oprócz już wcześniej wymienionych napastników(Lato, Szarmach) w kadrze znaleźli się:Włodzimierz Smolarek i Andrzej Pałasz. Pomocnikami byli :Andrzej Iwan, Marek Kusto, Włodzimierz Ciołek, Andrzej Buncol, Waldemar Matysik, Piotr Skrobowski i najbardziej znany do dziś Zbigniew Boniek. Spośród obrońców: Marek Dziuba, Tadeusz Dolny,Roman Wójcicki, Stefan Majewski, tylko Paweł Janas i Jan Jałocha mocniej się zapisali w mej pamięci. Z trzech bramkarzy: Piotr Mowlik, Jacek Kazimierski, Józef Młynarczyk, najbardziej kojarzę tego ostatniego. Wymienione osoby reprezentowały Polskę w okresie jeszcze głębokiego PRL-u. I choć czasami może było w kraju chłodno i głodno, to wzruszeń dostarczali nam tyle, że bladły inne niedogodności.
   Zebrało mi się na wspominki, bo we wtorek oglądałam część pierwszej połowy meczu polskiej reprezentacji Adama Nawałki z Litwą. Oczywiście bardzo mnie cieszy forma Lewandowskiego i piękne dwie bramki, ale choćby nie wiem jak dobrze wpływał na morale zespołu, to sam meczy wygrywać nie będzie. Znalazł się w reprezentacji Dawid Kownacki, młody i chcący się wykazać, ale czy nie zje go trema? Jak się nasi piłkarze pokażą, przekonamy się już 19 czerwca w meczu z Senegalem. Potem będzie mecz z Japonią, a ostatni z Czechami. Niedawno usłyszałam, że sukcesem będzie wyjście z grupy. Wydaje mi się, że zarówno trener, zawodnicy jak i kibice(nawet tak mało obeznani z piłką jak ja) mają chęć na więcej i tego im życzę.
    Tym mocniej będę trzymała kciuki, po obejrzeniu meczu otwierającego Mundial. Reprezentacja gospodarzy spotkała się z piłkarzami Arabii Saudyjskiej. Kiedy przyglądałam się rosyjskim piłkarzom, to pewność siebie, by nie rzec buta aż z nich parowała. Faulowali graczy drużyny przeciwnej: jeden wskoczył rywalowi na plecy, drugi wsadził rękę w nogawkę spodenek,trzeci chwycił rywala za głowę i obalił na murawę. Mecz przedłużono niby o 3 minuty, a gwizdek zabrzmiał w 4 minucie i 19 sekundzie, po właściwym czasie. Następne mecze rozegrają Rosjanie z Egiptem i Urugwajem. Najmocniejszy wydaje się być Urugwaj, ale i tak Rosjanie mogą wyjść z grupy. Będzie to ich pierwsze zwycięstwo nie tylko piłkarskie. Na stadionie na Łużnikach było 78 000 kibiców, których zachowanie mnie mierziło. Gdy ich piłkarze strzelali gole była euforia, i to jest zrozumiałe, bo wszyscy inni też tak reagują. Najgorsze było to, że gdy piłkę przejmowali rywale, to gwizdy i tumult był wprost nieludzki i mocno mógł deprymować. Rozumiem gwizdy i krzyki, gdy piłkarze faulują i grają nieczysto, ale żeby ryczeć tylko dlatego, że przeciwnicy są przy piłce, a takie właśnie odniosłam wrażenie oglądając mecz, to było dla mnie duże i niemiłe zaskoczenie. Bramki, które Rosjanie strzelili były widowiskowe i za nie należą się gratulacje, bo ostatecznie dla nich się rozgrywa spotkanie. Jednak o wartości meczu nie tylko one decydują. Te inne czynniki w moim odbiorze były bardzo negatywne, dlatego też współczuję tym wszystkim piłkarzom, którym przyjdzie się zmierzyć z Rosjanami na poszczególnych etapach mundialowych rozgrywek.
   W czwartek obejrzałam także dwa bardzo wzruszające filmy „Świece na Bay Street” i „Dear Frankie”. Silnie emocjonalne, dla ludzi o słabszych nerwach wyciskające łzy z oczu lub przyspieszające bicie serca(obu tych stanów doświadczyłam). Noc miałam ciężką, ale dzień rozpoczęłam nie najgorzej, czego ten sportowy post jest dowodem.
   Wszystkim miłośnikom Mundialu i tym nie zainteresowanym nim życzę udanego weekendu.

niedziela, 10 czerwca 2018

PŁACZĄ LUDZIE, WIĘDNĄ TULIPANY, STANĘŁY WIATRAKI

   Zaledwie dwa tygodnie temu czytałam Jej post "U nobliwej starszej pani". Dziś w nocy dowiedziałam się, że RENATA KŁOSOWSKA odeszła 7 czerwca. Jej portret i piękny wiersz znajdziecie na blogu siostry Dagmary http://witrazezcukru.blogspot.com/.
    Przez godzinę szukałam wśród swoich notek, tej poświęconej Jej i blogowi "W jesieni życia". Byłam przekonana, że opisałam tę niezwykłą kobietę, która żadnej pracy się nie bała. Była osobą szalenie życzliwą ludziom. Wnikliwa obserwatorka naszej rzeczywistości, mówiąca otwarcie o absurdach codzienności, odznaczała się ogromnym poczuciem humoru. Miała wielki dystans do siebie. Na stronie Dagmary 7 czerwca o godz.13,43 zamieściłam komentarz mający dodać sił walczącej Renacie.  Odeszła za szybko, zbyt młodo. 
   Ci którzy Ją znali osobiście bądź z blogosfery, pogrążyli się w smutku. Pozostanie w pamięci tych,którym pomagała i tych którzy czytali Jej bloga.

piątek, 8 czerwca 2018

WIOSENNA NIEMOC



4 maja 2018 godz.12.20
   Po mile spędzonych świętach wielkanocnych byłam w dobrym nastroju, pełna chęci do pracy. Wpadłam na pomysł postu „Jeden on-kilka żon”, inspiracją był władca Anglii Henryk VIII, który tych towarzyszek życia miał aż 6. Jednak w trakcie opracowywania,  operator na 9 dni wyłączył mi internet. Poczułam się jakby mi odjęto bardzo ważny do funkcjonowania organ. Gdyby przed rokiem 2009 ktoś mi powiedział, że tak się uzależnię od internetu, to nie uwierzyłabym. Kiedy przywrócono mi „łączność ze światem” nadrabiałam zaległości w czytaniu ulubionych blogów. Niedokończona notka przestała mi się wydawać atrakcyjna, a nie mogłam wpaść na inny ciekawy temat. Okazało się, że przerwa podziałała na mnie destrukcyjnie, nawet komentarza pod waszymi postami nie umiałam sensownie sklecić. 
   Samopoczucie też zaczynało ocierać się o depresję. Liczyłam na to, że z początkiem maja syn podejmie pracę i w czerwcu będzie dodatkowy dochód. Dokumenty złożył ale czekają go jeszcze badania lekarskie, a ponieważ dawno takowych nie robił, to trudno przewidzieć wynik. Ciągła niepewność wykańcza, a finanse są w tak opłakanym stanie, że nawet gdybym żyła jeszcze wiele lat, to nie naprawię tego, co zostało zrujnowane przez dwa lata bezrobocia mojego jedynaka. Maj, który z wielu względów był moim ulubionym miesiącem w roku, też nie zapowiada się idyllicznie.

7 czerwca 2018  godz. 12.00
   Wczoraj syn pokazał mi receptę od okulisty jako dowód, że faktycznie robił badania w celu podjęcia pracy. Ucieszyłam się bardzo, bo szczerze powiedziawszy, nabrałam przekonania, że ta robota, to ściema. Co prawda lekarka główna po przedstawieniu kompletu badań rozszerzyła je o wizytę u neurologa,ale wierzę że opinia tego specjalisty będzie korzystna i od 15 bm syn podejmie pracę.
   Imieniny w tym roku miałam takie pół na pół , syn złożył życzenia dzień później, bo mu się pomyliło. Synowa natomiast pamiętała o Dniu Matki i przesłała pączka w kształcie serca. Pozostali członkowie rodziny pominęli moje święto, było mi trochę przykro. Szybko jednak o tym zapomniałam, bo gdy byłam w potrzebie siostra pożyczyła mi znaczną kwotę pieniędzy.
   Nie zawiodły natomiast znajome: pierwszy raz zadzwoniła do mnie koleżanka z czasów ogólniaka, która przysyła bardzo ciekawe kartki na Boże Narodzenie i Wielkanoc,  jednak o urodzinach i imieninach nigdy nie pamiętała przez te 44 lata utrzymywania kontaktów korespondencyjnych. Celina z Chorzowa przysłała sms, ozdobiony uroczym bukietem , a przedwczoraj K.J wyjął ze skrzynki śliczną kartkę od Jotki.
   
   Piękna, słoneczna pogoda jest dla mnie trudna podwójnie: z jednej strony w mieszkaniu nie ma przewiewu i duszę się siedzeniem w murach. Z drugiej tak bardzo potrzebuję witaminy D3 w postaci słońca, świeżego powietrza i widoku ludzi, a nie ma kto mnie wyprowadzić, bo syn twierdzi, że sam nie da rady. Wczoraj pogoda niby nie różniła się od dzisiejszej,ale bolał mnie każdy staw i mięsień rąk i nóg. Nie mogłam sobie z tym poradzić. Teraz siedzę  przed laptopem i czuję się znośnie, na tyle że piszę ten post. Nie wiem kiedy nadrobię zaległości, jakie powstały przez połowę kwietnia i maj, gdy nie chciało mi się żyć aktywnie i wegetowałam przed telewizorem. Sezony w telewizjach komercyjnych i państwowej się pokończyły, zaczęły się powtórki. Co roku te same filmy przez kolejne trzy miesiące, zwariować można. Abonamenty płacimy co miesiąc i wypadałoby, aby telewizje na przerwę między sezonami przygotowały nowy zestaw filmów.
   Muszę zadbać nie tylko o stronę intelektualną swojego życia, ale przede wszystkim fizyczną. Jeszcze nie wiem jak tego dokonam, co innego bowiem jest zdawać sobie sprawę, że trzeba, a zupełnie inaczej wygląda to, na etapie realizacji.
   Blogerzy, których czytuję, szykują się na działki lub wyjazdy urlopowe. Ja działki nie mam, planów urlopowych również. Nawet już nie pamiętam kiedy byłam na wczasach.
   Mam jednak nadzieję, że powróci chęć pisania bloga, wypadałoby wrzucać teksty lekkie, dowcipne, adekwatne do czasu relaksu i letniego wypoczynku. Póki co, wszystkim, których niepokoiło moje milczenie, życzę by ich urlopy były pełne wspaniałych wycieczek, towarzyskich spotkań i beztroskiej zabawy.