niedziela, 5 sierpnia 2018

NIE KUPUJ KOCHANCE....




Prawie cały lipiec bumelowałam, bo najpierw pogoda była deszczowa i w kościach łamało, a potem upały sprawiły, że czułam się jak ryba bez wody. W nielicznych dniach, gdy szare komórki pracowały czytałam najpierw książki Jadwigi Śmigiery(„Stokrotki”), a potem nadeszła od znajomej lektura zatytułowana „Życie jest fajne”. Jest to zapis rozmowy znanej dziennikarki Małgorzaty Szcześniak z jeszcze sławniejszą psycholog Katarzyną Miller.
Czy warto „Życie...” przeczytać? Jak powiada przysłowie „punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia”. Ja siedziałam najwyraźniej bardzo nisko, bo tak właśnie oceniam tę książkę .Ocenę swoją powinnam poprzeć stosownymi argumentami. Bardzo dobrym rozwiązaniem, byłoby zacytowanie konkretnych wypowiedzi zawartych na 222 stronach, czegoś co niby jest poradnikiem, książką popularną z akcentami naukowymi, do których należy zaliczyć psychologię egzystencjalną i bardzo ciekawy zestaw lektur polecanych do przeczytania. Niestety z obawy o naruszenie praw autorskich musiałam z cytatów zrezygnować, uznając że ich zamieszczenie będzie „kopiowaniem, rozpowszechnianiem... i tym wszystkim o czym napisano na tylnej wklejce książki. Tak naprawdę zgadzam się z dwoma stwierdzeniami w pozycji tej zawartymi: o tym , że człowieka nie można zmienić, a jedynie nasz stosunek do niego oraz o męskich obietnicach, które gdy są gruszkami na wierzbie, to wiadomo, że spełnione nie będą. Reszta treści wywoływała u mnie zwątpienie, sprzeciw, że śmiechem włącznie. Te najbardziej kontrowersyjne „złote myśli” można znaleźć na stronach: o miłości- 94, 196, ;o zazdrości i zdradzie-195,198,200; o kryzysie 44, 106; o dzieciach 125, 181, 191;o małżeństwie-195; o kochance( anegdota-moim zdaniem świetna)-23; o kochanku 122,193; o facetach-197. Cóż jednak ja tam mogę wiedzieć o pisaniu książek, wykształcenia dziennikarskiego ani polonistycznego nie mam. Psychologii czy filozofii też nie kończyłam, dorobku pisarskiego brak. Dlatego też, tych którzy chcieliby poznać fachową, krótką ale bardzo rzetelną recenzję „Życie jest fajne”, odsyłam na blog Iwony Kmity.http://iwonakmita.pl/
Ja do dzisiejszej notki postanowiłam wykorzystać tytuł jednej z wcześniejszych książek Katarzyny M, które zostały sprytnie przemycone przez Nią w treści tej najnowszej publikacji. Mam na myśli „Kup kochance męża kwiaty”, tytuł chwytliwy przyznaję i być może argumenty w książce zawarte uzasadniałyby taką desperację, niestety książki nie czytałam. Gdyby jednak mnie terapeuta zaproponował coś takiego, wiałabym od niego, gdzie pieprz rośnie. 
Nie chcę mówić o samej książce, bo trudno się wypowiadać o czymś czego się nie zna. Chcę Wam dziś opowiedzieć historię, która mi się przypomniała dokładnie w chwili odczytania samego tytułu.
Gdy moja matka miała około 45 lat, pojechała do sanatorium. Ponieważ zawsze była osobą otwartą na ludzi i szybko zjednywała ich sobie, to i tym razem poznała bardzo ciekawą osobę. Jak wynikało z słów matki, kobieta była od niej starsza o jakieś 15-2o lat. Szczupła, niewysoka, zadbana pani, o żywym spojrzeniu, pięknie mówiąca, szalenie inteligentna. Jeżeli moja matka, która była krytyczna wobec ludzi i nie łatwo było jej zaimponować, zapamiętała tę kuracjuszkę i jej wyznanie, to znaczy że była pod ogromnym wrażeniem i mówiącej i słów, które usłyszała.
    Swoją opowieść nowa znajoma matki zaczęła w chwili, gdy miała 20- kilka lat, była utalentowaną absolwentką ASP. Poznała młodego, przystojnego i ambitnego prawnika. Pokochali się i pobrali. On pochodził ze wsi i był jedynakiem, dlatego też nawet gdy robił karierę, w czasie urlopu jeździł pomagać rodzicom w gospodarce. Dwa lata po ślubie zabrał tam swoją młodziutką, piękną żonę. Pewnego dnia trzeba było przenieś siano w belach z wozu do stodoły. Właściciel gospodarstwa podawał siano stojącej na drabinie młodej mężatce, a ta przekazywała je do góry mężowi. W chwili nieuwagi spadła z drabiny, doznając otwartego złamania nogi. Pomimo kilku operacji, wieloletniej rehabilitacji, nie wróciła do pełnej sprawności. Chodziła kulejąc i podpierała się gustowną laseczką. Życie jednak toczyło się dalej. On założył własną kancelarię, która doskonale prosperowała, ona prowadziłam dom i urządzała wspaniałe przyjęcia, dla wybranych klientów męża i jego kolegów z palestry. Dzieci nie mieli, wśród znajomych uchodzili za bardzo się kochające, zgodne i szczęśliwe małżeństwo. Chyba tak było, bo przeżyli ze sobą 20 lat.
Pewnego dnia mecenas zmarł nagle na zawał. Kobieta zamknęła się w domu, a o tym, że żyje świadczyły tylko jej spacery każdego dnia na cmentarz. Wielu podziwiało, że utykającej kobiecie, chce się codziennie odwiedzać grób męża. Niedługo po śmierci prawnika, wdowa dostała list z obcej kancelarii prawnej, w którym proszono, by konkretnego dnia, o określonej godzinie stawiła się celem omówienia spraw spadkowych. Zdziwiło to niewiastę, gdyż była przekonana, że mąż nie sporządził testamentu i ona jest jedyną spadkobierczynią.
Trochę z ciekawości, a trochę z obowiązku stawiła się na spotkanie. Po wejściu do pokoju zobaczyła trzy osoby, których nie znała. Mężczyzna poprosił aby usiadła, tak też uczyniła kobieta i towarzyszący jej kilkunastoletni chłopiec. Po odczytaniu ostatniej woli zmarłego okazało się, że chłopiec jest jego prawnie uznanym synem i dziedziczy połowę majątku. Pomimo zaskoczenia jakiego doznała wdowa, zaczęła się przyglądać nastolatkowi. Nie miała wątpliwości, że to nie pomyłka, gdyż chłopiec był bardzo podobny do ojca. Kobieta zapragnęła jak najszybciej opuścić pomieszczenie, bo dotarła do niej okrutna prawda. Ukochany mąż prowadził podwójne życie i przez większą część ich małżeństwa okrutnie ją okłamywał. Próbując pogodzić się z zaistniałą sytuacją, zadawała sobie pytania, na które nikt nie mógł jej odpowiedzieć. Sprawca jej cierpienia nie żył, a o tej drugiej kobiecie nie wiedziała nic. Nie bolała jej zdrada, bo wiadomo, że takie sytuacje zdarzają się częściej niż powinny. Nie miała także pretensji, że jej mąż pragnął potomka. Była wściekła i rozgoryczona, że tyle lat wysłuchiwała kłamstw o miłości i o tym, jak bardzo jest kochana. Uważała się za uczciwą osobę, więc gdyby mąż chciał odejść, by zapewnić dziecku rodzinę, dałaby mu rozwód bez warunków i przeszkód. Jej jedyny mężczyzna, którego w życiu miała i którego wielbiła, okazał się wyrachowanym egoistą. Przez krótki czas zadawała sobie pytanie, czy mężczyzna był z nią, bo odpowiadało mu wygodne życie na wysokim poziomie, które zapewniała swoją codzienną pracą, czy też kierował się litością, bo czuł się w pewnym stopniu winny jej kalectwa. Przestała chodzić na cmentarz, mówiąc do siebie w złości „niech teraz tamta przynosi ci kwiaty i zapala znicze”. Sprzedała mieszkanie i wyniosła się z miasta. Pomimo, że była jeszcze młoda, bo nie miała 50 lat, nie ułożyła sobie życia z innym mężczyzną. Ta część spadku, jaka przypadła jej w udziale, zapewniała jej wygodę i dostatek( na str 23 książki „Życie...” cudowna moim zdaniem anegdotka o Wilczyńskich.). Wspomniałam o niej, bo jest tak trochę a'propos tego co powyżej jak i tego co poniżej.
     Moja matka opowiedziała mi tę historię wiele lat później, chociaż nie umiem powiedzieć dlaczego. Może dlatego, że miłość w tamtym czasie traktowałam idealistycznie. Dziś tamto rozumienie przeze mnie miłości, bardzo się zmieniło, nie na tyle jednak, żebym mogła zgodzić się z opinią jaką na stronach najnowszej książki wygłasza współautorka „Życie jest fajne”.
    Na koniec należy wam się wyjaśnienie, dlaczego jestem przeciwna kupowaniu kochance męża kwiatów. Sprawa jest prosta: kwiaty to on kupował Tobie, gdy kochance wręczał biżuterię. Pieniądze, które miałabyś wydać na te kwiaty, koniecznie zainwestuj w siebie: ciuch, kosmetyczka, wycieczka albo co najmniej spa. Te zakupy pomogą Ci poprawić sobie humor w chwili kiedy się „rypnie” według Katarzyny M, czyli gdy zdrada wyjdzie na jaw. To ,że są różne rodzaje zdrad nie znaczy, że mamy postępować zgodnie z sugestią autorki „przeżyć i przetrwać”. Jak autorka taką postawę argumentuje znajdziecie w książce. Do mnie Jej zdanie nie trafia, bo stawia mnie w pozycji wyrachowanej, wygodnickiej lub co gorsza tchórzliwej „kobitki”(określenie użyte przez autorkę). A co ciekawe (o ile pamiętam) nie ma w treści określeń chłoptaś w odniesieniu do facetów. Jeżeli ilość słowa fajne, użytego przez autorki, ma być wyznacznikiem, że i życie takie jest, to cel został osiągnięty. Znajdziecie w tej książce zdanie, nie wyróżnione wytłuszczonym drukiem, ŻYCIE JEST RÓŻNORODNE,gdyby książka została tak zatytułowana, bardziej odpowiadałaby zawartości. Byłaby też lepiej zrozumiana przy staranniejszym układzie treści, w której od języka wykładowego w rozdziale 1, przechodzimy do potocznego, jowialnego i luzackiego. 
   W nadziei, że nie podzielicie losu mojej bohaterki i nie poznacie goryczy zdrady, życzę Wam żebyście to Wy byli FAJNI(weseli, życzliwi, otwarci na ludzi, pewni siebie i celów do których dążycie), bo wtedy wasze życie też takie będzie.

wtorek, 31 lipca 2018

POWSTANIE

Warszawa 1939

(1922-1944)

   "Dziś idę walczyć - mamo !"
Dziś idę walczyć -Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec
Jak tyle, tyle, tyle tysięcy

Poległo polskich żołnierzy
Za Wolność naszą i sprawę,
Ja w Polskę ,Mamo tak strasznie wierzę
I w świętość naszej sprawy



 Dziś idę walczyć-Mamo kochana,
 Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,
  Serce mam w piersi rozkołatane
  Serce mi dziś tak cudnie gra.
   To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku
   I śmiać się śmierci prosto w twarz,
   A potem zmierzyć - i prać - bez lęku
  Za kraj!Za honor nasz.
  Dziś idę walczyć-Mamo!
  Józef Szczepański "Ziutek"


                                     
(1921-1944)

                                   
      "Niebo złociste ci otworzę"

       Niebo złociste ci otworzę,
       w którym ciszy biała nić
       jak ogromny dźwięków orzech,
       który pęknie, aby żyć
       zielonymi listeczkami,
      śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
      aż ukaże jądro mleczne
      ptasi świt

      Ziemie twardą ci przemienię
      w mleczów miękkich płynny lot,
      wyprowadzę z rzeczy cienie,
      które prężą się jak kot,
      futrem iskrząc zwiną wszystko
      w barwy burz, serduszka listków,
      w deszczów siwy splot.

      I powietrza drżące strugi
      jak z anielskiej strzechy dym
      zmienię ci w aleje długie,
      w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
      aż zagrają jak wiolonczel
      żal - różowe światła pnącze,
      pszczelich skrzydeł hymn.

     Jeno wyjmij mi z tych oczu
     szkło bolesny -  obraz dni,
     które czaszki białe toczy
     przez płonące łąki krwi.
     jeno odmień czas kaleki,
     zakryj groby płaszczem rzeki,
     zetrzyj z włosów pył bitewny,
     tych lat gniewnych
     czarny pył.
   Krzysztof Kamil Baczyński "Jan Bugaj"

"Ukochanej"
Tą uliczką przywaloną głosem
(1922-1944)
smutnych skrzypiec i tramwaju dzwonkiem
nie powróci do nas prężna wiosna,
a z nią uśmiech i słowo miłosne.

Stać będziemy pod tym ulicznym drzewem,
kiedy salwa znajoma nam porwie
pamięć dobrą o pogodnym niebie,
w którym nikły się błąkał skowronek.

Nam już teraz pod tym szumem zostać,
słów nie szukać, wargę mocno zaciąć
i nas człowiek pożegna z miłością,
jak witamy się co dzień z rozpaczy
Tadeusz Stefan Gajcy "Topór"

                                                       
(1921-1944)

(...) Ojczyznę unosić na łachmanach stóp
na próżno
uszliśmy śmierci wiarę łamiąc w dłoniach,
a wciąż czekamy na śmierć jak na jałmużnę.
Kalecząc nogi na odłamkach broni
polscy pielgrzymi do straszliwych jutr.
 Zdzisław Stroiński "Marek Chmura"

               
                                                      






Warszawa 1944





    

                         
  
                                                                                                        

             










poniedziałek, 30 lipca 2018

USIĄDŹ ZE MNĄ ...

                     


                            USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                          WEŹ ANIOŁA STRÓŻA.
                          USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE
                           CHOCIAŻ NIE JEST DUŻA.

  
                              

                                USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                PROŚBĘ MAM DZIŚ  TAKĄ.
                                USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                Z KSIĄŻECZKĄ POD PACHĄ.
                        


                             
                                     
                                       USIĄDŹ  ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                       WRĘCZ  KWIATUSZEK GABI,
                                       JĄ GEST TEN BARDZO WZMOCNI,
                                        CIEBIE NIE OSŁABI.
        


                                     

                                   USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                    KIEDY SŁOŃCE ŚWIECI.
                                    USIĄDŹ ZE MNĄ NA ŁAWECZCE,
                                     BY CIESZYĆ DOROSŁYCH
                                     I ROZBAWIĆ DZIECI.




    Tym, którzy zechcą usiąść ze mną na ławeczkę podaję link do bloga Jotki, która prozą znacznie lepiej opisała to, co ja ujęłam w "częstochowskie rymy".https://paniodbiblioteki.blogspot.com/ .
    Od Niej traficie na stronę Gabrieli Kotas  https://polakpotrafi.pl/projekt/anielska-laweczka-tomik?utm_source=addthis#.W1lq6kAsryg.blogger , której projekt wydania kolejnej książki,  wspieram tym wierszykiem.
    Bywalcy na moim blogu zawsze okazywali mi wiele życzliwości, wsparcia i szczodrości. Jestem przekonana, że tym razem będzie podobnie. A może i Wy rozstawicie ławeczkę na swoich balkonach, w ogrodach, w domach(blogach)?



niedziela, 29 lipca 2018

ZAPAL ZNICZ

   W dniu 28 lica zmarła Olga Jackowska-Sipowicz. Przegrała po 5 latach walkę z nowotworem. Była zaledwie o 4 lata starsza ode mnie. Jej piosenki towarzyszyły mi w młodości, kołatały się w głowie w wieku dojrzałym, pozostaną na starość. 
    Śmierć Kory zasmuciła mądrych i wrażliwych, gorliwych fanów i takich jak ja. Nie byłam wielką wielbicielką zespołu MAANAM ale wiele utworów wgniatało mnie w fotel, wywoływało wzruszenie. 
    Żegnam człowieka dobrego, odważnego i walczącego. Ronię łzę dla kobiety pięknej, mądrej, szlachetnej i utalentowanej. Kłaniam się twórczyni i wokalistce. 

niedziela, 8 lipca 2018

BŁĘDY I WYBACZENIA

   Ten post to przeprosiny. Otóż w notce "Sprzedawca, czarownica i duchy" dopuściłam się kardynalnego choć niezamierzonego błędu. Na to, że go zrobiłam wpadłam wczoraj, gdy wzięłam do ręki książkę Jadwigi Śmigiery "MOJE WARSZAWSKIE ZWARIOWANIE". Pisząc na temat Krystyny Habrat, która tę książkę recenzowała, napisałam tytuł nieprawidłowo, gdyż zamiast słowa zwariowanie użyłam zawirowanie. Wierzcie mi, że nie umiem wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Psycholog pewnie by wiedział. Kiedy otrzymałam książki "Stokrotki", wyjęłam je z koperty, obejrzałam przody okładek, przeczytałam recenzje z tyłu, dedykacje i przeleciałam wzrokiem spis treści. Ucieszyłam się, że Wydawnictwo "Białe Pióro", dołączyło zakładkę, bo wszystkie już posiadane,  tkwią w innych książkach, czytanie których rozpoczęłam. Dopiero gdy otworzyłam w sobotni wieczór "mini przewodnik" po stolicy, zorientowałam się , że tytuł podałam mylnie. Zresztą autorka zwróciła mi także na to uwagę w komentarzu.
     PANIĄ JADWIGĘ ŚMIGIERĘ- autorkę oraz czytelników bloga przepraszam najgoręcej za swoje niedbalstwo. Tych, którzy jeszcze książki nie czytali, a zapewniam że warto,  gorąco zachęcam do lektury.
    Pani Joanna Rodowicz napisała "Profesjonalizm Jadwigi Śmigiery połączony z kulturą słowa i czułym spojrzeniem na ukochaną Warszawę spowodował, że kolejny wydany przez nią zbiór opowiadań powinien być ważną pozycją w każdej bibliotece nie tylko warszawiaka, ale każdego Polaka". Ja powiem tak: jeżeli ktoś zechce napisać książkę o swoim ukochanym mieście, ulubionym zakątku, to "Moje warszawskie zwariowanie" będzie doskonałym drogowskazem jak to zrobić.  W komentarzu pod tekstem "Sprzedawca, czarownica i duchy" Jadwiga Śmigiera napisała : A ja znam wszystkie książki pani Habrat, a do dwóch ostatnich czyli "Tu, gdzie spadł grad większy od jabłka" i "Krzyk o północy" napisałam na jednym z portali pisarskich recenzje. Tam zresztą poznałam panią Krystynę Habrat parę lat temu. I Jej zawdzięczam to, że sama zaczęłam pisać i wydawać książki." Może Pani Jadwiga także kogoś zainspiruje?
   
   Mając nadzieję, że Pani Jadwiga Śmigiera i wszyscy wprowadzeni w błąd, wspaniałomyślnie mi go wybaczą, życzę miłej niedzieli.

poniedziałek, 2 lipca 2018

SPRZEDAWCA, CZAROWNICA I DUCHY



   W dniu 19 czerwca syn przyniósł z poczty przesyłkę, w kopercie znajdowały się dwie książki Jadwigi Śmigiery „ Nadal wariuję” i „Moje warszawskie zawirowanie”. Obie autorka opatrzyła imiennymi dedykacjami, dzięki czemu pozycje zyskały na wartości. Pierwszą z nich „Stokrotka” podarowała mi w prezencie, a drugą kupiłam u Niej. Zanim przeczytam o tych „wariacjach” i zawirowaniach, postanowiłam przyjrzeć się recenzentkom. Jedna z nich Joanna Rodowicz jest znana, bo "Stokrotka" opowiedziała o Niej na swoim blogu https://stokrotkastories.blogspot.com dnia 10 kwietnia br.
Mnie zaintrygowała Krystyna Habrat. Ponad 30 lat temu poznałam mężczyznę o takim nazwisku, który wrył mi się w pamięć. Najprawdopodobniej jest to tylko zbieżność nazwisk, która sprawiła, że miałam miłą zabawę z ciekawą kobietą.
   Zadebiutowała w roku, gdy ja rozstawałam się z pracą bibliotekarza i pewnie dlatego Jej twórczość nie jest mi znana. Nie przeczytałam żadnej z omawianych książek, co nie znaczy, że zachęcona opisami zaczerpniętymi z Google, kiedyś tego nie zrobię.
Krystyna Habrat ukończyła psychologię na UJ. Mieszka w Katowicach, publikowała w prasie społeczno-kulturalnej: „Poglądy”, „Tak i Nie”, „Okollice”, „Opole”, „Zwierciadło”, „Tygodnik kulturalny”, „Migotomia”. Ogłosiła esej z psychologii o pracy twórczej. Obecnie aktywna w internecie: „Portal Pisarski”,” PKP-zin”, „Cegła”, „Atrament”, „Krytyka Literacka”, Nowa Gazeta Literacka” i „Pisarze.pl, z którego zaczerpnęłam większość informacji. Zamieszcza także opowiadania i fragmenty powieści, eseje i felietony w czasopismach papierowych. Opierając się na wiadomościach zamieszczonych na „Pisarze.pl”doliczyłam się 82 felietonów, 12 pozycji z kategorii dramat-proza, 2 recenzje i 4 artykuły publicystyczne.
Bardzo ciekawy wywiad „Co w człowieku cenię najbardziej” opublikowany 27 marca 2017 roku(„Pisarze.pl) sprawił, że piszę o tej kobiecie z wielką przyjemnością.
„W czasach szkolnych, studenckich i jeszcze długo potem wiedziałam to doskonale. Co w człowieku cenię najbardziej? Kto mi może zaimponować?Jaką cechę należy w sobie najusilniej pielęgnować?Moim kryterium oceniania ludzi była mądrość. No, inteligencja, ale także rozumowanie intuicyjne, taj zwana chłopska mądrość. … Wkrótce na studiach uczyłam się : co to jest inteligencja i jak ją rozwijać. Potem o pamięci, wyobraźni i innych cechach umysłu. … Teraz już inaczej oceniam ludzi. Najczęściej biorę pod uwagę czyjś poziom szlachetności i jej przeciwieństwo wredność.” Jeżeli chcecie poznać definicję szlachetności i wredności wg Krystyny H odsyłam do całości zacytowanego tekstu.
Pomyślicie, że głupio jest pisać o pisarce, której książek się nie czytało. Ja jednak postanowiłam odnaleźć w Google opisy Jej powieści, by się przekonać, czy sięgnęłabym po książki będąc w bibliotece czy księgarni.
SPRZEDAWCA KARYKATUR (1989)- 
Opowiadania o ludziach, ich poplątanych ścieżkach życia, miłości, zdradzie, cierpieniu i wyczekiwaniu.














„PODRĘCZNIK CZAROWNICY. KLATKA GULIWERA”(2005)

"Podręcznik czarownicy”, to kontynuacja losów Marty z opowiadania „Pstra szata błazna” zawartego w pierwszej z omawianych pozycji. „Klatka Guliwera”, to opowieść o pisaniu powieści. Nie wiem czemu przyszły mi na myśl „Dwa teatry” Szaniawskiego. 







 „TA NADCHODZĄCA”(2008) -dwie opowieści o miłości. Czy były one szczęśliwe, czy wszystko ułożyło się po myśli bohaterów? Podobno odpowiedź znajdzie czytelnik w książce, szukajmy więc.










„TU, GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA”(2010)

Są takie miejsca zagubione, o których wie niewielu, do których trudno trafić i skąd daleko gdziekolwiek. A jednak i tam mieszkają ludzie ciekawi bądź nijacy, szczęśliwi i zgorzkniali. O losach ludzi z prowincji przeczytacie właśnie w tej książce.












„KRZYK O PÓŁNOCY”(2013)

Najnowszą książkę zrecenzował Dariusz Zajączkowski pt. „Krzyk o północy”- książka o samotności. Recenzja jest bardzo ciekawa, napisana z dreszczykiem, emocją, zachęcająca do sięgnięcia po tę pozycję.
   
Uwierzyliście, że warto sięgnąć po książki Krystyny Habrat? Większość tytułów wydana została także w formie e-booków i to po bardzo atrakcyjnych cenach. Na zakończenie dwa cytaty, które niechaj będą przysłowiową kropką nad „i”. To właśnie one były drugim poza nazwiskiem impulsem dla powstania tego postu. Jeżeli jedna kobieta potrafi tak pisać o twórczości innej, to znaczy że sama jest niezwykłą osobą, wartą poznania poprzez to o czym i jak pisze.
„„Pomimo początkowych oporów książka Jadwigi Śmigiery „Moje warszawskie zawirowanie” tak wciągnęła, że nie mogłam się od niej oderwać i porzucając wszystko inne czytałam ją od rana do nocy.”
„W kolejnym zbiorze opowiastek, autorka(J.Śmigiera „Nadal wariuję”) pokazuje, że z każdego drobiazgu potrafi zrobić ciekawą anegdotę i dostrzega wszędzie urodę świata.[..] Całość zabarwiona jest delikatnym humorem. Pobudza do zamyślenia nad prawami tego świata.”


piątek, 29 czerwca 2018

NIEUDANY TYDZIEŃ


   W tym roku pierwszy raz złożyłam zeznanie podatkowe drogą elektroniczną. Miało być bezpiecznie i szybko także jeżeli chodzi o zwrot nadpłaty. Ponieważ do tej pory nie dostałam na ten temat żadnej informacji, próbowałam we wtorek 26 bm dodzwonić się do mojego urzędu skarbowego. Przez godzinę słuchałam informacji o tym jak dobrze jest wysyłać rozliczenia drogą elektroniczną na przemian ze słuchaniem muzyczki. Kiedy wreszcie dobiłam się do konsultanta, ten przekierował mnie do księgowości. Znów była muzyczka, a potem głos z taśmy. Nie dowiedziałam się niczego, a nie ukrywam, że pieniądze bardzo by się przydały.
   Następnego dnia rano o godz.6.30 obudziłam się i chciałam przenieść się z kanapy na wózek. Pomimo wielokrotnych prób sztuka ta mi się nie udała. Znalazłam się na podłodze. Pierwszych pięć godzin cierpliwie czekałam na przyjście syna, który wyratowałby mnie z opresji. Kiedy jednak nie nadchodził postanowiłam zadzwonić i wtedy przypomniałam sobie, że telefon został w drugim pokoju, po wczorajszym wydzwanianiu do fiskusa. Leżąc na lewym boku przeczołgałam się do telefonu i wydzwaniałam do syna i do synowej, żadne z nich nie odbierało. Całkowicie załamana, zziębnięta i zesztywniała doczekałam do godziny 14, kiedy to zjawił się mój dzieciak. Nie bez wysiłku udało mu się mnie podnieść i posadzić na kanapie. Jakiś czas potem, gdy wrócił z psem z dworu przesadził mnie na wózek i stwierdził, że gdybym zadzwoniła do 6 rano to by przyszedł, bo nie spał z powodu bólu zęba, a tak w ogóle to trzeba pomyśleć o hospicjum dla mnie jeżeli już sama nie daję rady. Czwartek przeleżałam cały dzień, bo bałam się, że znów skończę na podłodze i nie będę się mogła doczekać pomocy. Na szczęście dzisiaj już za pierwszym razem przesiadłam się na wózek i mogę napisać te słowa.
   Być może hospicjum lub dom opieki jest mi pisany, ale gdyby syn pomógł mi ćwiczyć nogi, to one nie słabłyby tak szybko. Poza tym, gdy tylko siadłam na wózek twierdziłam, że należy wzdłuż ścian zainstalować poręcze, których trzymając się mogłabym robić po kilka kroków i ćwiczyć w postawie stojącej. Niestety w tej chwili nie mam w domu dwóch stabilnych, nieprzesuwających się mebli, o które opierając się mogłabym robić wymachy, odwody czy przysiady. Syn obiecywał wiele rzeczy, które pomogłyby mi żyć w nowych „wózkowych” okolicznościach, niestety skończyło się tylko na słowach a nie czynach. Póki co, środowy upadek trochę mnie wystraszył i zablokował, ale gdy tylko znów wstąpi we mnie bojowy duch, postaram się oddalić widmo nie mieszkania we własnym domu, bo jestem do niego bardzo przyzwyczajona. A mój syn, twierdzi, że od 3 lipca zaczyna pracę, czy tak będzie zobaczymy.
   Faza rozgrywek grupowych już się chyba zakończyła. Z przyjemnością oglądałam te mecze, ale ponieważ wiele zespołów, które bardzo ładnie grały odpadło, to nie jestem pewna czy 1/8 będzie równie ciekawa.
   Świeci słońce, napawa optymizmem. Tego i Wam życzę na weekend i pozostałe letnie dni.