piątek, 8 kwietnia 2016

MOJE HOBBY- podejście drugie

                                         
mój klaser
    Kiedy moja matka zrozumiała, że żadna z córek nie będzie wirtuozem fortepianu, odpuściła mojej siostrze, dając jej wolną rękę. Ta skwapliwie z tego skorzystała i zapisała się do Klubu Sportowego „Śląsk”. Stadion znajdował się niedaleko naszego miejsca zamieszkania, siostra uprawiała skok wzwyż, w dal i bieg przez płotki, gdzie najgroźniejszą rywalką była Grażyna Rabsztyn. Mój czas wolny(choć miałam go niewiele, bo nauka zajmowała mi jego większość) trzeba było zagospodarować. Należało przy tym wybrać taką dyscyplinę, która nie wymagałaby wożenia mnie gdziekolwiek. Odpadało więc pływanie czy też łucznictwo, które było moim marzeniem. Młodsza siostra mojej matki, ciotka Wanda, pracowała na poczcie jako urzędniczka. Postanowiono więc, że będę zbierała znaczki, bo do tych ciotka miała łatwy dostęp i mogła bez trudu dbać o powiększanie mojej kolekcji. Na zachętę kupiono mi duży klaser w granatowej plastikowej oprawie, pęsetę do chwytania znaczków, by nie było na nich odcisków palców i lupę powiększająca. Jakiś czas po rozpoczęciu zbieractwa, ojciec zabrał mnie do swojego kolegi z czasów studiów(dziwnym zbiegiem okoliczności, okazał się nim mój ojciec chrzestny, którego do tej pory znałam tylko ze zdjęcia, na którym pozowałam ukryta w beciku). W czasie nudnej wizyty poznałam pana w średnim wieku, który na odchodne podarował mi stary katalog z jakiejś wystawy filatelistycznej i wieczny kalendarz. Ów kalendarz spodobał mi się bardzo i przez wiele lat, nawet po przeprowadzce do Warszawy, był ozdobą mojego biurka.
   
Kiepska była ze mnie filatelistka, bo nie miałam ukierunkowanych zainteresowań, że zbieram tylko określone serie. Dlatego w klaserze znaleźć można  znaczki z kwiatami, sportowcami, wybitnymi ludźmi itd. Jednym słowem „groch z kapustą”. Z perspektywy 50 lat, nie pamiętam jak długo trwało to moje wymuszone hobby. Najpóźniej skończyło się wtedy, gdy zrozumiałam, że chłopcy, to nie tylko szkolni koledzy, ciągnący mnie za mysie ogonki, zwane szumnie warkoczami. Zainteresowanie płcią odmienną , zaowocowało serią rymów częstochowskich, spisywanych w granatowym zeszycie formatu A 4. Ciągoty do rymowania pozostały mi na całe życie, ale poza kilkoma erotykami, darowanymi obiektom moich aktualnych westchnień, nie zachowało się nic z tej pożal się Boże twórczości. Dwa lata temu, próbowałam powrócić do pisania, traktując to jako formę terapeutyczną walki z depresją, ale syn podczas zmiany Windowsa, skasował wszystkie materiały zawarte w moich dokumentach. Dlatego na koniec dzisiejszego postu zamieszczę jeden z moich ulubionych wierszy Salomei Kapuścińskiej, wrocławskiej poetki, za sprawą której literatką nie zostałam. Była pierwszą i jedyną recenzentką moich wierszy, a ponieważ jej opinia była dla mnie, nastolatki druzgocąca, na wiele lat zarzuciłam pisanie. Przypominałam sobie o nim tylko wtedy, gdy na życzenie mojej matki układałam wierszowane życzenia z okazji ślubu, kogoś z rodziny.
                     Jakże rozmawiać z Tobą
                 przez mit sen czy znak
                 kiedy sens niewzruszony płonie w każdej rzeczy
                 i w każdym słowie przestronnie jest tak
                 jak w Róży gdy symbol zapala nie kwiat.

                 I jakim językiem tę Różę Ci dać
                 by nie ugasić lampy przeznaczenia
                 oddechem nieostrożnym-

                       / Salomea Kapuścińska: „Zbroja błękitna” 1973/
ulubiony znaczek

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ZE STAREGO KALENDARZA- kwiaty, a pomieszczenia mieszkalne

  Z poprzedniego posta wiecie już, jak dobrać kwiaty, w zależności od stylu umeblowania. Ja uwielbiam niektóre kwiaty cięte (właściwie wszystkie z wyjątkiem róż, bo te szybko mi więdną i wywołują niepotrzebny smutek). Jeżeli chodzi o kwiaty doniczkowe, to najbardziej lubię paprocie. Nie mam jednak do nich szczęścia, bo co kupiłam jakąś, to mi więdła. Niektórzy twierdzą, że paprocie się nie chowają w blokach z wielkiej płyty. Wzięłam to sobie do serca i już nie kupuję kwiatów doniczkowych, tylko czekam, aż ktoś ofiaruje mi w prezencie. Ofiarodawcy jednak nigdy nie znają nazwy kwiatka, więc i ja nie wiem, co stoi na moim parapecie. W związku z tym trudno jest stwierdzić czy pasują do umeblowania czy też nie.
Dzisiaj przytoczę wskazówki z kalendarza, mówiące o tym jakie kwiaty dobrze się rozwijają w poszczególnych pomieszczeniach naszego domu.
    W dużym i jasnym przedpokoju mogą się znaleźć rośliny mało wymagające, ale dość efektowne jak np.: aglonema, bluszcz pospolity, trzykrotka, fatsja japońska i kliwia pomarańczowa. Ponieważ w tym pomieszczeniu zazwyczaj bywa dużo kurzu, powinnaś raz w tygodniu przecierać liście rośliny wilgotna szmatką. Nie zaleca się jednak preparatów do nabłyszczania liści.


    aglomena



    kliwia pomarańczowa













    W obszernym salonie(ponad 20mkw.) znajdą odpowiednie warunki do życia duże egzotyczne okazy, które nie lubią potrącania i dotykania. Bardzo łatwa w pielęgnacji i szybko rosnąca jest monstera. Inne duże gatunki, to fikusy( lyrata, benjamiński, sprężysty),dracena,diffenbachia, juka, filodendron,fatsja japońska, araukaria,palmy, cissus australijski.
    diffenbachia









    begonia









    W pokoju o powierzchni 12-20mkw. wystarczy ustawić na parapetach, kwietnikach, wiszących półkach kilka roślin średniej wielkości. Spośród kwitnących warto wybrać: hibiskus(róża chińska),cyklamen perski, stefanotis bukietowy, męczennicę. Ozdobne z liści to:kroton, begonia. maranta,scindapsus.
    kroton

     W kuchni warto hodować kwiaty, które mogą przebywać w ciepłym pomieszczeniu przez cały rok   i  nie są zbyt wrażliwe na opary. Poza tym wybieraj rośliny o skórzastych liściach. Możesz też urządzić  na parapecie ogródek ziołowy(bazylia, majeranek,tymianek, rozmaryn, melisa- w skrzynce lub doniczkach). Spośród kwiatów typowo dekoracyjnych do kuchni nadają się:   prymule, begonie królewskie, trzykrotka, psianka,bluszcz pospolity, niecierpek i cissus.

niecierpek
        





  







W ciemnych łazienkach można ustawiać wyłącznie kwiaty sztuczne i cięte. Ale w tych z oknem  wiele roślin będzie dobrze się czuło. Warunki łazienkowe świetnie znoszą: paprocie (adiantum,  nefroleptis, zanokcica,łosie rogi,orliczka), niektóre pnącza(syngonium, filodendron). Kwiaty łazienkowe powinnaś raz w roku przesadzać i zasilać tylko nawozem typu osmocote. Gdy w łazience jest piecyk gazowy, nie mogą stać w niej : kroton, cissus,pilea.
adiantum



        
łosie rogi







  




  W sypialni- koją zmęczone oczy, nawilżają powietrze i pochłaniają zawarte w nim szkodliwe substancje.      Jednak podbierają nam tlen , więc w sypialni wystarczą 2-3 okazy. Tam gdzie się śpi zwykle jest(a przynajmniej powinno być)chłodno(18stopni), więc zamiast ciepłolubnych paproci,fiołków afrykańskich czy okazów tropikalnych(anturium,falenopsis) wybierz odporne: fikusa,fatsjobluszcz,marantę,cyklamen perski,sansewierię,skrzydłokwiat, skrętnik,lipkę pokojową,cissusa.
                                                                     
maranta
       
sansewieria

sobota, 2 kwietnia 2016

ZE STAREGO KALENDARZA- kwiaty a styl wnętrza

 
hibiskus
miniaturowe róże
Do wnętrz w stylu rustykalnym najlepiej wybrać rośliny znane od lat, o delikatnych liściach i pastelowych kwiatach:np. Miniaturowe róże, azalie, hibiskusy. Można też ustawić ozdobnie prowadzone zioła.


    azalia
        
        bonsai
         z kolei styl wschodni z ratanowymi meblami dobrze się komponuje z bambusami,papirusami i roślinami uprawianymi jako bonsai..




      dracena
      do nowoczesnego wystroju najbardziej pasują kwiaty z dużymi liśćmi jak np. juki, paprocie, draceny, fikusy.
      fikus












      w pokoju umeblowanym antykami dobrze jest ustawić oleandry, mirt, fiołki afrykańskie,hoje i trzykrotki.






    hoja

    trzykrotka
    fiołek afrykański














czwartek, 31 marca 2016

CHWALIPIĘTA

                                                               



   Parę dni temu, dokładnie w Wielką Sobotę, gdy wracałam z pobliskiego sklepu, przystanęłam by chwilę odpocząć. W tym momencie wyrósł przede mną jak z podziemi wysoki, szczupły mężczyzna. Nie wiem czy Wy też tak macie, że patrząc na jakąś osobę, zamiast niej widzicie zwierzę, które wam się z tym kimś kojarzy. Ja w tym momencie zobaczyłam to:
  Powinnam w najbliższym czasie iść do okulisty, bo nie od razu rozpoznałam w osobie przede mną syna sąsiadki. On tymczasem pochylił się i zapytał ”co się stało, źle się czujesz?”. Odparłam, że wszystko w porządku, tylko odpoczywam. Omiótł mnie i chodzik wzrokiem i odparł „no chyba nie za bardzo”. Powiedział to, tak litościwie, że aż się w środku zagotowałam. Znasz mnie tyle lat,że wiesz iż kaleką jestem od urodzenia i nie powinno dziwić, że wraz z upływem lat moja sprawność będzie malała, stąd ten chodzik, powiedziałam. Nie odwzajemniłam zainteresowania, co u niego, więc sam zaczął opowiadać. „Pracuję, tam gdzie pracowałem”. To znaczy na Uniwersytecie Radomskim? zapytałam, bo wiele lat wcześniej jego matka ogłaszała jego karierę na tej uczelni jakby to była co najmniej Sorbona, gdy tymczasem ja nie wiedziałam, że w Radomiu jest uniwersytet. „Nie, Na Uniwersytecie Warszawskim wykładam. Zrobiłem podwójny doktorat.” A ja myślałam, że grasz na giełdzie i prowadzisz prelekcje jak na niej zarabiać, tak słyszałam od mamy odparowałam. „To było dawno”- roześmiał się. Dalej zaczęły się przechwałki o tym jaki wspaniały ma dom pod lasem, jakie tam czyste powietrze, nie to co tu i wymownie powiódł ręką , wskazując otoczenie. Już mocno wkurzona pomyślałam, ze 30 lat tu mieszkał i jakoś mu to nie przeszkadzało, a teraz „wyżej sra niż dupę ma”. Żeby przerwać te jego zachwyty nad samym sobą, zapytałam o brata, którego zawsze bardziej lubiłam, gdy jeszcze wszyscy mieszkali w jednym mieszkaniu. „On pracuje, tam gdzie pracował, w jakiejś elektrociepłowni” odpowiedział takim głosem, że nie wiedziałam czy jest to politowanie czy ironia. Miałam dość tej rozmowy i szukałam sposobu, by się pożegnać. On jednak nie odpuszczał. Tym razem skupił się na swoim zdrowiu, na którym mocno podupadł, bo przeszedł 3 operacje(nie wiedział, że nie zaimponuje tym komuś, kto przeszedł ich 9 i jest pocięty od Achillesów, po pępek ale dało się wyczuć, że w swoich oczach uchodził za bohatera).  Przyjrzałam mu się uważnie i powiedziałam, tak widać, to cierpienie w twoich oczach , a i na twarzy też. Te wory pod oczami i zmarszczki, bardzo staro wyglądasz. Aż się cofnął zaskoczony i skonsternowany. „A wszyscy mi mówią, że wyglądam młodo jak na swoje lata, jestem taki szczupły”. Owszem jesteś szczupły ale twarz masz starą, Twoja mama znacznie lepiej wygląda jak na swoje lata, odparłam. W tym momencie odechciało mu się dalszej rozmowy i mówiąc „to ja pójdę do sklepu”, uwolnił mnie od swojego towarzystwa. Nie wiem jak wy ale ja wolę się zadawać z pracownikiem elektrociepłowni, bez domu pod lasem, niż z pracownikiem wyższej uczelni, który „wysoki do nieba i głupi jak trzeba”. Po powrocie do domu, w wolnej chwili, weszłam na stronę wydziału, o którym wspomniał ale wśród pracowników, nie znalazłam jego nazwiska. Oczywiście, to nie oznacza, że nie zrobił tych doktoratów, i że nie naucza. Niekiedy jednak nawet największe wykształcenie, nie zastąpi skromności i podstawowego obycia.  

wtorek, 29 marca 2016

FATALNY MIESIĄC

    Kilka dni po moich 61 urodzinach, na które dostałam piękny bukiet róż od siostry i Jej rodziny, zabrałam się za dzierganie kwiatów. Był to pomysł na prezent dla znajomej. Kiedy były już gotowe, chociaż w realu wyszły gorzej niż widziane oczami wyobraźni, poszukałam w internecie łodyg. Okazało się, że każdy rodzaj jest pakowany inaczej. Mogłam kupić 30, 45 lub 75 szt jednych gałązek. Gdybym planowała masowe wytwarzanie szydełkowych kwiatów, to pewnie zdecydowałabym się na kupno takiej ilości łodyg. Wysłałam syna do kwiaciarni w nadziei, że jak sprzedają sztuczne rośliny, to może kupię łodygi na sztuki. Moje nadzieje były daremne. Złość mnie ogarnęła okrutna i chyba dobrze, bo to pozwoliło mi spojrzeć trzeźwo na sprawę. Na wydzierganym liściu chciałam ułożyć bukiet i wysłać je osobie, która dzierga lepiej ode mnie, to tak jakbym „woziła drwa do lasu”. Dobrze, że opamiętałam się na czas, bo kompromitacja byłaby murowana. Spakowałam te moje „dzieła” w pudełko i schowałam z postanowieniem, że będę je mogła ofiarować komuś, dla kogo szydełko to czarna magia. Same kwiatki pokażę kiedyś w cyklu „moje hobby”, ale jak zapytałam syna do jakiego kwiatu podobny jest ten, który w moim mniemaniu miał być gerberą, to odpowiedział, że chyba do stokrotki. Droga Azalio Twoje Imieniny już w piątek, a ja nie mam nie tylko prezentu ale nawet pomysłu na niego. Będziesz musiała mi wybaczyć. Przy okazji dziękuję za e-mailową kartkę z życzeniami świątecznymi.
   Po kilku dniach lizania ran z powodu poniesionej porażki zabrałam się za dzierganie kurek i styropianowych jaj, które miałam ofiarować warszawskim znajomym w momencie składania im życzeń świątecznych. Miały być one umieszczone w wydzierganych koszyczkach. Zaczęłam więc od wzoru na taki niewielki koszyczek. Robiłam zgodnie ze wzorem pokazanym w „Robótkach ręcznych”. Dziwnym trafem zamiast niego wyszła mi sporej wielkości serwetka. Pomyślałam, że musiałam opuścić któryś rząd i dlatego tak spartaczyłam robotę. Zabrałam się za robienie kolejnego. Tym razem uzyskałam „coś” przestrzennego, choć nie było to podobne do zdjęcia zamieszczonego w czasopiśmie. Namoczone naciągnęłam na niewysoki pękaty wazon i uzyskałam jego „odzienie”. Zamiast rzucić wzór w kąt i zająć się innym, ja z uporem maniaka, rozpoczęłam robótkę po raz trzeci. Efekt był równie tragiczny jak przy dwóch poprzednich razach, tyle tylko że teraz zrobiłam siatkę na motyle. Nie spostrzegłam się jak zleciał mi pierwszy tydzień marca, byłam jednak pewna, że przez 3 tygodnie pozostałe do Wielkanocy wyrobię się z kurami i jajkami. Kiedy kury były zrobione, to doznałam kolejnego „olśnienia”, że głupio dawać dziergane kurki i dziergane jajka. Próby ozdobienia jaj innymi technikami:oklejanie materiałem, obwijanie wstążką, zakończyły się katastrofą. Powróciłam więc do pierwszego pomysłu zdobienia nićmi.
Prace zakończyłam we wtorek przedświąteczny. Cieszyłam się z tego tym bardziej, że od dwóch dni, walczyłam ze skaczącym ciśnieniem. Ból głowy i ciemne mroczki przed oczami sprawiały, że więcej leżałam niż cokolwiek robiłam. Z powodu tak fatalnego samopoczucia nie złożyłam życzeń nie tylko miejscowym znajomym ale także tym internetowym. Czułam się fatalnie nie tylko fizycznie ale i moralnie. Poprawa zdrowia nastąpiła w sobotnie południe, więc wykorzystałam moment i poszłam z synem na zakupy do sklepu oddalonego od domu o 100 m, bo na dalsze eskapady nie miałam siły. Po upieczeniu schabu, dopilnowaniu bigosu, bez którego mój syn nie wyobraża sobie ani wiosennych ani zimowych świąt i zrobieniu stroika na stół padłam na łóżko o 23.00. Podniosłam się z niego dopiero w lany poniedziałek. Miałam leżące święta nie tylko Bożego Narodzenia ale i Wielkanoc. Powiadają, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i jest to chyba prawda. Okazało się bowiem, że robiąc kurki przymierzałam do ich wielkości inne jajo niż te które obrobiłam, w efekcie czego miałam trudności ze wsadzeniem obdzierganych jaj w środek kurek. Nie powinno się chwalić nieudanymi pracami, ja jednak zamieszczam zdjęcie jaj i kurek, żeby udowodnić, że to co powyżej opisałam jest prawdą.
Na końcu notki pokażę wam jajo zrobione przez mojego syna, jak twierdzi poświęcił na nie godzinę, a nie tak jak ja tygodnie. Zobaczycie w ten sposób różnicę między jego talentem, a moim wyuczeniem.Mam nadzieję, że Ci wszyscy, którym nie złożyłam życzeń na czas lub w ogóle, wybaczą mi ten nietakt i zechcą zaglądać na bloga w następnych dniach, tygodniach, a może miesiącach.

czwartek, 10 marca 2016

ATLECI, CASANOVY, POECI

   Jak pisze portal Polka.pl „ „International Men's Day” był po raz pierwszy obchodzony w 1999 roku na wyspach Trinidad i Tobago. Zapewne dlatego, że jest to święto dość młode, obchodzone jest na całym świecie w różnych dniach. W Trynidad i Tobago, podobnie jak w Indiach, po raz pierwszy obchodzono je 19 listopada, na Malcie 7 lutego, w Rosji i na Ukrainie 23 lutego, w Brazylii 15 lipca, w Norwegii 7 października, w Kanadzie 25 listopada. W Wielkiej Brytanii i Irlandii „International Men's Day” czyli Dzień Chłopaka obchodzony jest 5 kwietnia. Inne źródła podają, że z kolei oficjalnie ustanowionym Światowym Dniem Mężczyzn jest 3 listopada.”
W Polsce nieformalne święto świeckie Dzień Mężczyzn obchodzone jest 10 marca i pokrywa się z  kościelnym świętem "40 męczenników".

                     Z okazji DNIA MĘŻCZYZNY  wszystkim Panom życzę, by w ich życiu były tylko                                                                                                                                                                                                                                                      takie "Laski"


a nie takie







Oto kilka przysłów dla Was panowie:

U ZŁEGO MĘŻA,  KOBIETA ZAWSZE GŁUPIA I BRZYDKA(rosyjskie)
JEDEN MĘŻCZYZNA WART JEST TYLE, CO SIEDEM KOBIET(tureckie)
MĘŻCZYZNA PRZEBYWA OCEANY, ALE ZAWSZE Z TOWARZYSZAMI, KOBIETA NAJWYŻEJ BRÓD ALE SAMOTNIE(wietnamskie)
BRZUCH MĘŻCZYZNY I BRZUCH KOBIETY – TO DWIE RÓŻNE RZECZY. MĘŻCZYZNA LUBI, ŻEBY OBA BYŁY PEŁNE (afrykańskie)
KTOŚ RADZIŁ SALOMONOWI, ABY NAŁOŻYŁ KARĘ NA NIEŻENIĄCYCH SIĘ. SALOMON ODRZEKŁ:”CIĘŻKIE, TO BRZEMIĘ DLA CZŁOWIEKA – ŻONA”.(greckie)
KOBIETA UJAWNIA SWÓJ WIEK PRZED ŚNIADANIEM, MĘŻCZYZNA ZAŚ – PO KOLACJI(angielskie)
WIELU WYNOSIŁOBY SWOJE ŻONY POD NIEBIOSA, GDYBY BYLI PEWNI, ŻE ONE TAM POZOSTANĄ.(francuskie)
ŁATWIEJ POWSTRZYMASZ DESZCZ, NIŻ KOBIETĘ, KTÓRA PRAGNIE MĘŻCZYZNY.(gruzińskie)
WYCHOWANIE ŻONY WINNO SIĘ ZACZYNAĆ OD CHWILI, GDY WŁOŻY SUKNIĘ ŚLUBNĄ. (koreańkie)
DLA KOBIETY PIĘKNO STANOWIĄ DZIECI, DLA MĘŻCZYZNY -SIŁA.(mongolskie)
   
   Przedstawicielom obu płci polecam także książkę Szymona Twardocha i Przemysława Bociąga „Sztuka życia dla mężczyzn czyli bezużyteczny podręcznik życia towarzyskiego...”, „Świat książki”, Warszawa 2013. Jak napisano na tylnej stronie obwoluty „z tej książki dowiesz się, jak być mężczyzną z klasą, którym- i z którym- chce się być.”
   Ja tę książkę kupiłam z myślą o moim synu, który z powodu braku męskiego wzorca i autorytetu w rodzinie, nie mógł we właściwym czasie dowiedzieć się o sprawach dotyczących mężczyzny, o których dorosły facet wiedzieć powinien. Zapomniałam tylko o jednym, mój syn dyslektyk nie lubi czytać, więc po poradnik ten nie sięgnie. Może jednak zrobią to inni, gdyby przez przypadek trafili na mojego bloga, a proponowana lektura, go zaintrygowała. Wojciech Szarski na skrzydełku obwoluty napisał słowa, które mnie kobiecie, bardzo przypadły do gustu „Sztuka życia dla mężczyzn” zachęca nas do dbania o siebie, do tego żeby pozwolić sobie na odrobinę narcyzmu. Bo mężczyzna, który potrafi kochać siebie, będzie potrafił kochać innych.”
   Przyznam się szczerze, że dla mnie humor czy śladowe ilości kpin, które ponoć się w tej książce znajdują, jak twierdzą autorzy i recenzenci, nie współgrały z moim poczuciem humoru. Po przeczytaniu 78 stron, poirytowana maksymalnie, odłożyłam książkę na półkę. Teraz pokrywa się kurzem tak jak ja, bo nie ma w moim życiu atlety, poety ani Casanovy. Gdybym miała wybierać między nimi trzema, to byłby to poeta. A wy drogie panie, którego wolicie?

wtorek, 8 marca 2016

TEN DZIEŃ - NASZ DZIEŃ

                                         Z okazji MIĘDZYNARODOWEGO DNIA KOBIET  
           wszystkim Paniom życzę spełnienia marzeń osobistych i realizacji planów zawodowych. 
   
             W prezencie oprócz kwiatów przesyłam kilka powiedzonek o nas, wszak "jak cię widzą, tak cię piszą", chociaż podobno " nieważne jak o nas mówią, byleby mówili".(wybrane z "Ta jedyna. Aforyzmy,powiedzonka i przysłowie o kobiecie",  oprac. K.R.Szymański, Warszawa 1984):
              "ŁATWIEJ POZNAĆ DZIESIĘĆ KRAJÓW NIŻ JEDNĄ KOBIETĘ"
                                                                                           ( hebrajskie)

          " NIE MA ANI JEDNEJ KOBIETY, KTÓRA BY CHOCIAŻ WE ŚNIE
                NIE  ZDRADZIŁA  SWOJEGO MAŁŻONKA."
                                                                                            (gruzińskie)

           "  ZASŁUGI I NARZECZONE SZYBKO SIĘ STARZEJĄ"
                                                                                            (hinduskie)

           "  KOBIETA JEST TWIERDZĄ, MĘŻCZYZNA JEJ  WIĘŹNIEM".
                                                                                             (kurdyjskie)

             " PRĘDZEJ WYPIJESZ WODY CAŁEGO MORZA,
                   ANIŻELI POZNASZ   CHARAKTER KOBIETY".
                                                                                            (litewskie)

            "  TRZECH RZECZY PILNIE WYSTRZEGAĆ SIĘ NALEŻY: 
                    WALĄCEGO SIĘ MURU, WŚCIEKŁEGO PSA I KŁÓTLIWEJ KOBIETY" .
                                                                                           (perskie)

              "  KOBIETA POWINNA MIEĆ: 
                      CNOTĘ W SERCU, SKROMNOŚĆ NA CZOLE,                                                                                  ŁAGODNOŚĆ W USTACH, A ROBOTĘ W RĘKU".
                                                                                            (polskie)

               " BAĆ SIĘ KOBIET NALEŻY NAWET WTEDY, GDY DAJĄ POCAŁUNKI".
                                                                                            (rzymskie)