piątek, 15 stycznia 2016

ZWYCZAJNE DNI

                                                    


   W minioną sobotę(9 stycznia), gdy szykowałam obiad, pokrywka zsunęła się z kuchenki i moje gołe stopy znalazły się w kręgu odłamków szkła. Syn był z psami na spacerze, a ja nie mogąc wycofać się z kuchni, w obawie że nadepnę na szkło, zaczęłam zbierać większe kawałki. Jeden z nich wbił mi się w palec serdeczny prawej dłoni i w jednej sekundzie trysnęła krew. Wsadziłam rękę pod zimną wodę,próbując jednocześnie  zrobić półobrót, by sięgnąć do ręcznika i nim zatamować krwawienie. Syn odkurzaczem wysprzątał wszystkie pomieszczenia, by mieć pewność, że ani ja ani psy nie natrafimy na odłamki. Nie wiem czy z powodu zranienia, czy z nerwów, dostałam gorączki i telepało mną jak w febrze. Przeleżałam dwa dni.    Poniedziałek i wtorek minęły mi dość spokojnie ale w środę syn jak tylko wszedł oświadczył „ nie wiem jak to się stało ale straciłem pieniądze, które dałaś na swoje zakupy. Musiałem wyjąć ostatnie z mojej karty”. Zatrzęsło mną, bo taki numer zdarza mu się nie pierwszy raz. Zapewne wydał na coś czego ja bym nie pochwalała, więc wolał utrzymywać, że „niewidzialna ręka” wyjęła mu je z portfela. Dawniej gdybym usłyszała, że nie mają pieniędzy, ubrałabym się i bez względu na samopoczucie pognała do banku. Pewnie młodzi są zaskoczeni, bo oświadczyłam, że ja mam wszystko czego mi potrzeba, więc do banku pojadę najwcześniej w poniedziałek. Siedzę sobie w ciepłej chałupie, czytam blogi, oglądam „Super stację”(poleciła mi ją koleżanka) i moje ulubione seriale. Staram się nie przejmować niczym.
   Młodzi niby przeglądają portale z ogłoszeniami o pracy ale z marnym skutkiem, bo jeszcze żadne jej nie znalazło. Syn oświadczył, że chciałby pracować na siebie a nie na innych, by nie zmarnować kolejnych 4 lat, po których może dostać kopa w tyłek. Jego panna natomiast powiedziała, że zobaczy jak mu idzie ta jego „działalność” i wtedy może będzie mogła mu pomóc. Ponieważ sprzeciwiłam się takiemu rozumowaniu, to „szukają ”ale tak żeby nie znaleźć. On wierzy w swoją „ideę fix”, że może zarobić na malowaniu figurek Worhammera, a ona stwierdziła, że nie będzie tak iż on siedzi w domu, a ona będzie chodzić do pracy.

   A ja? Wyszłam na tym jak zawsze najgorzej. Z jednej strony muszę wziąć ciężar finansowy utrzymania ich, z drugiej mobilizować  by z lepszym skutkiem szukali realnych źródeł zarobienia. Czekają mnie ciężkie tygodnie, a może nawet miesiące. Ten rok nie zaczął się dla mnie najlepiej ale podobno nie ważne „jak się zaczyna, tylko jak się kończy”. Więc jako skrywana wieczna optymistka, idę do przodu i patrzę co będzie. W lutym kończę 61 lat, a suma tych cyfr to 7, która ponoć jest szczęśliwa. Być może taką się właśnie okaże.

16 komentarzy:

  1. Pozostaje Ci po prostu gratulować, że masz tak wysoką rentę, że możecie z niej we trójkę żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo jest czego gratulować. Tajemnica nie leży w wysokości renty ale kredytu,który zaciągnęłam. Pozdrawiam

      Usuń
    2. A syn i OMC synowa wiedzą, że masz kredyt do spłacenia?

      Usuń
    3. Intryguje mnie to OMC.Co to takiego? Ja traktowałam syna jak dorosłego i od 18 roku życia omawiałam z nim wszelkie przedsięwzięcia, a kredyty w szczególności. Ten najnowszy też zaczynał się od pytania:ile wynoszą wasze opłaty w grudniu, a ile w związku ze świętami i nowym rokiem przewidujesz na utrzymanie. Od jego odpowiedzi uzależniałam wysokość kredytu. Dostali ile powiedział, a mimo to dwa dni temu okazało się, że "zapomnieli" powiedzieć o rachunkach bagatela na 1000 zł. No i są ciche dni.

      Usuń
    4. OMC to taki żartobliwy skrót od : "o mało co" czyli OMC synowa ;-)))
      A teraz już bez żartów: czyli Ty wzięłaś kredyt na Ich utrzymanie? A syn chciałby, żebyś Im jeszcze dała pieniądze, bo On mówi, że "nie wiem jak to się stało ale straciłem pieniądze"?
      Ika, spójrz na to wszystko z innej perspektywy: to nie dotyczy Twojego syna, tylko czytasz o czymś takim na czyimś blogu:
      Mam dorosłego syna, który mieszka ze swoją dziewczyną. Wynajmują mieszkanie. Oboje stracili pracę, ale tak naprawdę wcale sie tym nie przejęli, bo wiedzą, że ja sobie od ust odejmę, by tylko ich utrzymać. I ich mieszkanie. Wezmę kredyt, który będę spłacać ze swojej renty. Jak im się pieniądze skończą, to przecież nie muszą się martwić, bo wiedzą, że im dam. Z mojej renty będę płacić za swoje mieszkanie, za ich wynajem, za swoje jedzenie, za ich jedzenie, no i będę spłacac ten kredyt. Jak syn lub synowa się rozchoruję, to dam im pieniądze na lekarza i na realizację recept, bo będą musieli iść prywatnie, bo przecież nie mają ubezpieczenia. Zapłacę też ich rachunki za telefony, bo przecież nie mogę dopuścić do tego, żeby im te telefony ktoś wyłączył, bo nie będę miała z nimi kontaktu. A ten kontakt jest mi niezbędny, bo jestem chora i mogę potrzebować natychmiastowej pomocy. Co prawda nawet jak im tych telefonów nie wyłączą to też za bardzo nie mogę liczyć na tę pomoc, bo nigdy nie wiem czy nie mają ważniejszych spraw albo są właśnie na mnie obrażeni. Mój dorosły syn chce zarabiać na malowaniu figurek i zapewne będzie potrzebował na rozwinięcie tego interesu pieniędzy. Wezmę więc drugi kredyt, by mógł kupić niezbędne materiały. Żeby te figurki legalnie sprzedawać będzie musiał założyć działalność gospodarczą. Zanim ten interes zacznie przynosić dochody to będę mu dawała pieniądze co miesiąc na płacenie składek ZUS. To ok. 500 zł przez pierwsze dwa lata. No i oczywiście na nowe materiały.
      To przecież normalne, że schorowana, niepełnosprawna matka na rencie utrzymuje swojego dorosłego syna oraz jego dziewczynę, a także płaci im za wynajmowanie mieszkania.

      Ika, gdybyś to wszystko przeczytała na czyimś blogu, nie uznałabyś, że to jakiś absurd? Co byś takiej blogerce powiedziała? Co byś o jej postępowaniu pomyślała?

      Usuń
    5. Całkowicie się z Tobą zgadzam to nie tylko absurd ale obłęd w ciapki. Niestety mój syn tego tak nie postrzega. Wczoraj oświadczył,że zmusiłam go do podjęcia pracy przy odśnieżaniu oblodzonych dachów, a on ma lęk wysokości. Oraz, że odmawiam mu pomocy w najtrudniejszych momentach jego życia. Uważam te zarzuty za bezsensowne ale on wie swoje. W sobotę powiedziałam, że nie będę dalej ich finansować, bo są dorośli i mogli z grudnia trochę pieniędzy sobie zostawić żeby mi teraz nie mówił, że przeze mnie głoduje, bo się zbuntowałam. Tłumaczyłam mu, że jego pomysł na własną działalność, to mrzonka ale on wie lepiej, bo rozmawiał z jakimś facetem z Anglii, a tamten naopowiadał mu głupot. Żadne argumenty nie trafiają.Jest trzecia w nocy, a ja z nerwów nie śpię, szukając rozwiązania, które by zaakceptował, a ja żebym nie zwariowała. Jak znajdę, to dam znać. Pozdrawiam.

      Usuń
    6. Iwona, ja wcale nie umniejszam ani nie lekceważę, że nie do zniesienia jest świadomość że dziecko nie ma co jeść!
      Natomiast postawa syna w tym, zwyczajny i obrzydliwy szantaż emocjonalny, który K. stosuje wobec Ciebie jest nie do przyjęcia. I ta Jego dziewczyna, która nie próbuje ani Go powstrzymać ani nie walczy o zmianę Ich sytuacji (bo Ona nie będzie chodzić do pracy, gdy On jest w domu) jest jakąś masakrą. Bo jak można, od biedy, przyjąć, że Twoje relacje z synem kształtowały się całe życie i niejako oboje je sobie stworzyliście, o tyle Ona czerpiąc z tego korzyści jawi się jako człowiek bez honoru i przyzwoitości.
      Bardzo dobrze robisz, że zaczynasz się buntować i przede wszystkim stawiasz granice wykorzystywania Cię. Syn czy nie syn nie może w nieskończoność na Tobie żerować.
      Ale też rozumiem, że serce Ci się rozdziera, gdy patrzysz na Jego sytuację. Może rozważ czy nie byłoby rozsądne, gdyby przestali wynajmować mieszkanie, przeprowadzili się do Ciebie. Będą mieli co jeść, będą mieli dach nad głową. Czyli zapewnisz swojemu dziecku podstawy egzystencji. A Ty przestaniesz wydawać swoje pieniądze na ich mieszkanie, ich rachunki, ich niekontrolowane wydatki. Ja bym tak zrobiła czyli wyznaczyła jasną i klarowną granicę, do której mogę pomagać: dam jeść i dach nad głową, I spłacę kredyt, który dla Was zaciągnęłam. I to jest kres moich możliwości. Koniec z żerowaniem.
      Przemyśl takie rozwiązanie, Ika. Wiem, że to nie będzie proste, bo będziesz patrzeć na ich nieporadność, będą ciągłe spięcia między Wami. Tylko czy teraz ich nie ma??? Nie martwisz się o nich?? O to, że narobią długów za mieszkanie???

      Usuń
    7. Cześć Zante: Myślę, że ani ja nie chciałabym mieć ich na głowie, ani oni żyć ze mną. Pieniądze, które bym wydawała w związku ze zwiększonym czynszem, zużyciem wody i dawaniem im jeść niewiele byłyby mniejsze od tego, co daję w tej chwili. Oni natomiast uznając, że nie muszą myśleć, skąd wziąć pieniądze na swoje potrzeby w ogóle nie chcieliby iść do pracy. Sytuację tę przerabiałam od września 2011 do marca 2012 i wystarczy. Wyznaczyłam granice, zażądałam jak najszybszego znalezienia pracy, bo ja mogę pomagać ale nie utrzymywać. Co z tego wyjdzie zobaczymy. Ukłony.

      Usuń
  2. Chciałabym Cię czytać dalej, ale chyba przestanę. Albo nie, będę czytała zamiast porannej kawy, tak mi podnosisz ciśnienie! Wszystko już właściwie napisała Ci Zante - i całe szczeęście ;) Ja nie byłabym taka delikatna, jak ona.
    Tak więc w trosce o moje poranne samopoczucie czekam na dalsze perypetie życiowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Różo! Nie chciałabym być sprawcą Twojej choroby nadciśnieniowej, zawału czy też udaru, dlatego martwi mnie, że tak podnoszę Ci ciśnienie. Może jednak kawa będzie właściwsza. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam mimo wszystko, bo zamierzam na moim blogu pisać nie tylko o trudnych relacjach z synem. Życzę udanego roku, który się właśnie rozpoczął.

      Usuń
    2. O mnie się nie martw - jestem zdrowa jak mało kto w tym wieku. I nie było moim zamiarem Cię urazić. Może byłam zbyt bezpośrednia, ale i sprawy, które opisałaś spowodowały, że mną lekko wstrząsnęło.

      Usuń
    3. Witaj Różo-wybacz, że dopiero dzisiaj odpowiadam na komentarz ale wcześniej go przeoczyłam podobnie jak poniższy komentarz Zante. Nie wiem co w mojej odpowiedzi było takiego, że uznałaś iż się obraziłam. Nic takiego nie nastąpiło, więc mam nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję porozmawiać. Pozdrawiam i życzę powodzenia w zmianie image'u.

      Usuń
  3. W odpowiedziach dziś, zarówno do Róży jak i do mnie trudno się oprzeć wrażeniu, że czujesz się jakby dotknięta czy wręcz obrażona, oceną sytuacji, którą obie wyrażamy.
    I tak mi przyszło do głowy, że ja nie wiem jakie słowa chciałabyś usłyszeć / przeczytać w komentarzu. Współczucia? Oczywiście, że niesamowicie Ci współczuję, bo jesteś w bardzo, bardzo trudnej sytuacji emocjonalnej, bo nikt nie potrafi ranić bardziej niż ci, których kochamy. A dzieci szczególnie. Tylko, że sfera emocji jest tą, w której każdy musi sobie radzić sam. Nikt Ci w tym nie pomoże. Zresztą dobrze o tym wiesz i niczego w tej materii od swoich czytelników nie oczekujesz. Właśnie... to czego oczekujesz, skoro między wierszami w Twoich odpowiedziach wyczuwa się irytację? Co Cię wkurza w tym, o czym mówi Róża czy ja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Zante- zaszło chyba nieporozumienie. Nie wiem jakie zdanie w moim komentarzu do Ciebie czy Róży każe Ci przypuszczać, że jestem zirytowana, obrażona. Pozdrawiam i życzę odnalezienia "ciekawości świata".

      Usuń
  4. Trudno mi się odnieść do tej sytuacji, może dlatego, że przez pewien czas miałem podobnie, choć to nie był mój syn a „przyszywany” pasierb. Pięć lat spłacałem nie swój kredyt. Mam nadzieję, że w Twojej sytuacji tak tragicznie się nie skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam specyficzne podejście do sprawy kredytów, dlatego też zawsze spłacałam(nadal to robię)zarówno własne jak i syna kredyty.

      Usuń