sobota, 23 stycznia 2016

NISZCZARKA

                                                              

   Cztery dni temu chciałam znaleźć kilka zeszytów robótek ze wzorami, które byłyby mi pomocne do wykonania prezentów dla znajomych. Otworzyłam szafkę pod telewizorem i zaczęłam szukać właściwej teczki. Przetrząsnęłam wszystko i nie znalazłam. Zeźliłam się, że „diabeł ogonem nakrył” i wyrzuciłam całą zawartość mebla na pokój z postanowieniem: trzeba wreszcie zrobić tu porządek. Rozpoczęłam od największego „pojemnika”, którym był stary neseser. Wyjmowałam z niego poszczególne reklamówki, przeglądałam ich zawartość i niszczyłam stare rachunki opłat za mieszkanie, telefon, faktury zakupu sprzętów itp. Zajęło mi to 3 dni i jedną noc, która i tak była bezsenna. Po jednym wieczorze i owej nocy, rankiem dnia następnego kiedy rąk nie czułam od darcia papierów, doznałam olśnienia, że przecież wynaleziono nożyczki, więc mogę niepotrzebne szpargały ciąć. Jednak po całym dniu pracy z nożyczkami dłoń bolała wcale nie mniej, bo uchwyty wpijały się w palce. Mogłam oczywiście przerwać zajęcie i wrócić do niego za kilka godzin lub dni ale się zawzięłam. Jak już zaczęłam, to skończę pomyślałam, bo jak odłożę, to kto wie kiedy znów do tego wrócę. Dwa 60 litrowe worki śmieci, kilka odnalezionych fotografii, dokumenty które muszą pozostać bo są ważne, to efekt porządków. Wśród rzeczy pozostawionych z jakiegokolwiek powodu są: odznaczenia mojego ojca(niby pamiątka dla wnuka po dziadku), woreczek monet z czasu PRL(jako ciekawostka”historyczna”), ciśnieniomierz naramienny bez licznika odczytu, stetoskop.
   Przeglądając szpargały odnalazłam list odręcznie napisany do mnie przez dr Wiesława Uchańskiego, w którym prosił o udostępnienie mu mojej pracy magisterskiej. Pan Uchański w roku 1995 był prezesem wydawnictwa „Iskry”, a moja praca dotyczyła czasopisma o tym samym tytule, wydawanego przed wojną. Nasze spotkanie trwające godzinę odbyło się w jego gabinecie przy filiżance kawy. Mój rozmówca okazał się bardzo inteligentnym, człowiekiem o uroczym uśmiechu. Wyszłam od niego z torbą pełną książek dla mojego syna. Byłam bardzo zadowolona ze spotkania, niestety pracy magisterskiej nie odzyskałam(ja się o nią nie upomniałam, a pan prezes był zbyt zajęty by zaprzątać sobie tą sprawą głowę). Zachowałam ten list ze względów sentymentalnych. Drugą rzeczą, która cofnęła mnie do tego samego czasu, był pamflet napisany z myślą o ojcu mojego dziecka. Z jednej strony gdy go czytałam czułam się zawstydzona, że osoba z wyższym wykształceniem tworzyła takie „częstochowskie rymy”, z drugiej zaśmiewałam się z treści. Dziwne na jaką złośliwość i ironię, może się zdobyć zraniona kobieta. Wiersz ten też zachowałam z tych samych  powodów, co wyżej wspomniany list.
   Dzień dzisiejszy nie był dla mnie zbyt udany, bo wysokie ciśnienie pomimo wziętych tabletek utrzymywało się aż do chwili obecnej. Przeleżałam go w całości. Nie byłam w stanie wziąć się do żadnej roboty. Nawet telewizji nie oglądałam. Ponieważ jednak sen nie nadchodzi, to zasiadłam do laptopa. Po zamieszczeniu posta, zamierzam pograć w kierki, bo ostatnio nieźle mi idzie.
    Za tydzień skończy się styczeń, a jaki będzie luty? Dwa dni będą przyjemne, bo będą imieniny J i moje urodziny. Od sąsiada z góry dochodzą okrzyki, pewnie ogląda jakiś mecz, może występ naszych siatkarzy ręcznych. Ja wynik poznam z jutrzejszych wiadomości, bo nie ekscytuję się sportem na tyle, by widowiska tego typu oglądać. Jutro schowam do szafki neseser i inne przejrzane pudła, w których pochowane są rzeczy nie za bardzo potrzebne ale które żal wyrzucić. Jak to dobrze, że nie muszę nigdzie wychodzić i mogę sobie leniuchować w ciepłym mieszkaniu.

3 komentarze:

  1. Pozdrawiam pracowitą niszczarkę. :)
    Rozalia

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłaś w mój czuły punkt. Nie cierpię grzebać w starych „szpargałach” a już niemal mam uczulenie na stare papierzyska i tracę orientację, co jest ważne, a co nie. Prawdopodobnie z tego powodu pozbyłem się oryginału świadectwa maturalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię pozbywać się różnych rzeczy, właśnie z obawy przed nieumyślnym wyrzuceniem czegoś ważnego lub w przyszłości przydatnego. Kiedy jednak ma się niewielkie mieszkanie bez piwnicy, do której można wynieść mniej istotne przedmioty, to niestety trzeba się zdobyć na takie porządki.

      Usuń