piątek, 20 marca 2026

WIOSNA


   Wiosna, to moja ulubiona pora roku. Nie jest tak upalnie jak latem, tak deszczowo jak jesienią i mroźnie oraz ślisko jak zimą. Przygrzewające słońce sprawia, że trawa się zieleni, kwitną drzewa, krzewy i najpiękniejsze kwiaty. Jednym słowem, człowiekowi chce się żyć. Poza tym podobno wiosna, to czas, w którym zakochujemy się chętniej niż w innych okresach roku.

Nie mogłam, nie przywitać wiosny postem. Ponieważ w moich ostatnich postach dużo było poezji, to pomyślałam, że ten będzie zawierał opisy wiosny w utworach prozatorskich. Pojawił się jednak problem, nie lubiłam czytać opisów przyrody. Gdy w jakiejś lekturze się pojawiały omijałam je. Nie pamiętam, w których miejscach fabuły takich książek jak: „Noce i dnie”, „Nad Niemnem”, mogłabym ich szukać. Nie mam tych tytułów w swoim księgozbiorze, a zatem nie było sposobu, by je przewertować. Pozostawały mi inne. Przywoływanie wiosny okazało się trudniejsze niż sądziłam, bo autorka bloga Urocznica.pl wyprzedziła mnie z pomysłem. 11 kwietnia 2025 roku zamieściła bardzo ciekawy post zatytułowany „Wiosna w prozie polskiej”. Znalazły się w nim cytaty z : S. Żeromskiego("Ludzie bezdomni”, „Przedwiośnie”),T. Dołęgi-Mostowicza(„Prokurator Alicja Horn”, „Kariera Nikodema Dyzmy”), B.Schulza „Księga listów”, Wł.S.Reymonta („Chłopi”), B.Prusa („Lalka”), L.Tyrmanda(„Tyrmand warszawski”), M.Hłasko( „Szukając gwiazd i inne opowiadania”), J.I.Kraszewskiego („Pułkownikówna”).

   Chcąc jednak wykorzystać sam pomysł „Wiosna w prozie”, na który wpadłam nie wiedząc, że ktoś już o tym pisał, wsparłam się stronami „Wolne lektury”. Przejrzawszy 24 strony wyszukałam autorów, których książki kiedyś czytałam.


               

   Z twórczości Marii Konopnickiej, poza „Rotą” pamiętam „Naszą szkapę” i „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, bo były to obowiązkowe lektury szkolne. Oto jak wiosnę widziała  poetka
 

A wtedy od południowego stoku wzgórza wyszła piękna dziewica, trzymając ręce wzniesione nad ziemią i błogosławiące. Bosa szła, a spod jej stópek błyskały bratki i stokrocie; cicha szła, a dokoła niej dźwięczały pieśni ptasze i trzepoty skrzydeł; ciemna była na twarzy, jak ciemna jest świeżo zorana ziemia, a gdzie przeszła, budziły się tęcze i kolory; oczy spuszczone miała, a spod jej rzęsów biły modre blaski.

To była wiosna.

Szła tak blisko Koszałka-Opałka, że go trąciła jej lniana szatka, ciepłym tchem wiatru owionięta; i tuż przy nim zapachniały fikołki, przytulone równianką do jej jasnych włosów. Ale uczony kronikarz tak był zajęty obliczaniem: jak, kiedy i którędy wiosna ma przybyć na świat — że zgoła jej przejścia nie widział. Pociągnął tylko długim nosem woń słodką, ulotną i pochylony nad swą wielką księgą, pilnie zapisywał to wszystko, co mu z rachunku wypadło.

                         

   „Król Maciuś Pierwszy”, to powieść Janusza Korczaka, którego podziwiałam za działalność społeczną, ale przede wszystkim za postawę moralną. Przytaczam fragment książki „Koszałki Opałki” z 1905, która była wydana w wydawnictwie Jakuba Mortkiewicza.

Jest w duszy ludzkiej jedna srebrna struna, na której jeden mistrz tylko, jedną pieśń doroczną wygrać potrafi. Mistrzem tym jest Wiosna; pieśnią tą jest Miłość…

Siedziałem na ławce w alejach i patrzałem na pękliwe główki zielonych świeżą, jasną zielenią — listków. Patrzałem na żwawą krzątaninę ludzi i ptasząt — i taka rzewność opanowała mą duszę, że pragnąłem ucałować wróbelki i ludzi…

Może ja to nie dość poetycznie opisałem, bo to nie moja specjalność, w każdym jednak razie czułem wielką życzliwość dla wszystkiego, co żyje i rusza się na świecie…


                    


Nie chciałam powoływać się na „Chłopów” Wł. S. Reymonta, a innej równie znanej powieści „Ziemia obiecana” nie miałam w domowym księgozbiorze, znalazłam  utwór „Dwie wiosny”

(włoska)

Wiosna nadchodziła.

Czekałem cierpliwie sił i rozmarzałem się cudami, jakie czekały na mnie tam — za ścianami hotelu, w polach i gajach Sorrenta.

Czasami rzucono mi okwieconą gałęź brzoskwini;

to bukiet liliowych dzikich lewkonii, których namiętny zapach przynosił mi wiatr od skał wybrzeżnych;

albo wyblakłą, zimną purpurę dogasających kamelii;

lub długie pędy migdałów o krwawych kwiatach jakby skąpanych w zorzach zachodu;

a czasami pęk złotych kul pomarańczowych.

I wtedy izba moja, smutna i zimna, rozświetlała się barwami i kwiaty śpiewały mi o wiośnie, o bliskiej, utęsknionej wiośnie.

(polska)

A ten wiośniany cud trwał i potężniał jeszcze.

Zaszumiały grusze na rozłogach i deszcz kwietnych listków sypał się na trawy i chwiał na źdźbłach jak motyle.

A słońce podniosło się wysoko — było już na dwa, już na pięć chłopów i rozświetliło, rozzłociło świat cały.

Zapachniały sady podobne do kwietnych obłoków, zapachniały pola zielone, zapachniały łąki całe w kwiatów przepychu, zapachniała ziemia wczoraj zorana — i rozdzwonił, i rozśpiewał się naraz świat barwami, życiem, radością, uniesieniem. 

Wiosna śpiewała swój hymn triumfu milionami głosów i szła przez ziemię barwna, radosna, dobroczynna i święta.


   Czas przedstawić autorów obcych. Książkę Kenneth'a Grahame'a „O czym szumią wierzby” czytałam bardzo dawno temu. Do mojego księgozbioru trafiła najprawdopodobniej w czasach, gdy byłam bibliotekarką czynną zawodowo i kupując książki do biblioteki, którą prowadziłam, zaopatrywałam się także w pozycje na użytek prywatny. Powędrowała ona wraz z innymi książkami literatury dziecięcej, do dzieci Magdy B, blogerki którą poznałam w czasie gdy prowadziłam blog „Moje hobby to życie”(2009-214).

Kret pracował zawzięcie przez cały ranek, robił wiosenne porządki w swoim mieszkaniu. Najpierw zamiatał, potem odkurzał, a później dopóty się wspinał na drabinę, na schodki i krzesła z kubłem farby i pędzlem, aż mu kurz zasypał oczy i gardło, a czarne futerko pełne było białych plam od wapna; plecy go bolały, ramiona opadały ze zmęczenia. Tymczasem tam w górze i w ziemi otaczającej Kreta panował wiosenny ruch. Boski duch niepokoju i tęsknoty przenikał nawet do jego ciemnego, niskiego domku. Nic też dziwnego, że rzucił nagle pędzel i wykrzyknął: „Nudziarstwo! A niech tam! Pal licho wiosenne porządki!”, po czym wybiegł z domu, zapominając nawet wziąć palto.


                         

Selmę Lagerlöf poznałam w czasie lektury książki „Cudowna podróż”. Niestety „Legenda starego dworu”, której fragment odnoszący się do wiosny, przytaczam, nie jest mi znana.


Zdawało jej się, że już kiedyś czekała na wiosnę. Każdy dobrze zna to uczucie, gdy się wyczekuje wiosny. Ale teraz dziewczyna wiedziała, że żadna nie była przez nią równie wytęskniona jak ta. Och nie, nie śmiała tych poprzednich razów nazywać tęsknotą!

Dawniej czekała na zielone liście i zawilce, na piosenkę drozda, na okrzyk zazuli. Nie było to nic innego jak zwykła dziecinada. Nie tęskni za wiosną ten, kto myśli tylko o jej urodzie. Podnieść i ucałować pierwszą kępę trawy, co wystaje spod śniegu. Zerwać pierwszy skulony liść pokrzywy, żeby tylko oparzył i zaświadczył, że nadeszła wiosna.”



   W czasach PRL-u książki obcych autorów miały swoje okresy popularności i na dane tytuły czytelnicy polowali w bibliotekach, dzięki zapisom. Obok takich tytułów jak: "Ja Klaudiusz", "Klaudiusz i Mesalina", "Stąd do wieczności", "Pogoda dla bogaczy", wyczekiwano na D.H. Lawrance'a "Kochanek Lady Chatterley" Tłum. Aleksandra Sekuła, Marceli Tarnowski)Nie mogę sobie przypomnieć w którym roku ją przeczytałam. 

W lesie były wszystkie kwiaty, także pierwsze hiacynty niby niebieskie kałuże stojącej wody.

Rację masz, pięknie tu jest — rzekł CIifford. — Nad podziw pięknie. Cóż może być w istocie piękniejszego od angielskiej wiosny!

Angielska wiosna! Dlaczego nie irlandzka? Albo żydowska? Fotel posuwał się wolno naprzód, obok kępek hiacyntów leśnych, sterczących niby kłosy pszenicy, po liściach łopianu. Kiedy wyszli na wolną przestrzeń, gdzie drzewa były wyrąbane, światło wdarło się niemal zbyt jaskrawe, a hiacynty tworzyły tu i ówdzie powierzchnie o jasnobłękitnej barwie, przechodzącej w fiolet. Paprocie wznosiły swoje brunatne, kędzierzawe główki, niby miliony młodych wężów, pragnących szepnąć Ewie nową tajemnicę.

Clifford nie zatrzymywał motoru, aż przybyli na szczyt; Connie szła za nim powoli. Pąki dębów otwierały się miękkie i brązowe. Wszystko wynurzało się delikatnie ze starej, twardej skorupy. Nawet sękate, surowe dęby stroiły się w mięciutkie, młode listowie, rozpościerały w świetle brunatne lotki niby młode skrzydełka nietoperzy.”

     


    Czy w waszej pamięci są książki, które zawierały opisy przyrody? Czytaliście je, czy tak jak ja omijaliście? Życzę wszystkim czytającym notkę, by wiosna była piękna - kwitnącymi kwiatami, radosna - śpiewem ptaków i dzięki coraz mocnej przygrzewającemu słońcu - zdrowa.  Miłosnego zauroczenia także życzę, bo może przerodzi się w miłość? Jak śpiewał Seweryn Krajewski "Wielka miłość nie wybiera. Czy jej chcemy - nie pyta nas wcale..."


                                               



czwartek, 12 marca 2026

DZISIAJ

 

   Nie najgorzej się dzisiaj czuję, więc pomyślałam, że pochwalę się minionymi urodzinami. 17 lutego z rana zadzwoniła Liwia, blogerka która na swoim blogu per aspera ad astra. omawia ciekawe książki i wydarzenia kulturalne Krakowa. Nieco później miałam telefon od sąsiadki mieszkającej nade mną, a po Niej, życzenia złożyła mi rodzina. Choć kończyłam 71 lat, to czułam się jak 17-latka. Kilka dni przed urodzinami dostałam kartkę wykonaną przez Jotkę.



   W następnych dniach napisała do mnie maila Frau Be, zaniepokojona, że nie zareagowałam na Jej przesyłkę. Okazało się, że paczka od Niej przyszła do Warszawy i wróciła do Rzeszowa, bo nie została odebrana. Z warszawską pocztą dzieje się coś niedobrego. Listonosze i kurierzy twierdzą, że awizują przesyłki, a ja w swojej skrzynce, nie mam powiadomień. Rzekomo dwukrotnie awizowany list priorytetowy z Krakowa, też wrócił do nadawcy. Na szczęście ponownie wysłana przez Frau Be paczka wreszcie do mnie dotarła. Znalazłam w niej oprócz kartki




wspaniałe prezenty. Nie pamiętam, kiedy dostałam na swoje święto tyle różnorodnych rzeczy.

   O książce Violetty Ozminkowskiej „Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu”, napiszę gdy ją przeczytam. Dla zachęty przytoczę to, co napisano na tylnej okładce:

Humorystki, to pełna śmiechu i łez opowieść o Magdalenie Samozwaniec, Stefanii Grodzieńskiej i Marii Czubaszek. Każda z nich była nazywana pierwszą damą polskiego humoru,każda z nich miała ogromny dystans do świata, ale przede wszystkim do siebie”.

Jak duży był to dystans, niech świadczą zamieszczone złote myśli bohaterek.

Myślałam, że mam depresję, a ja miałam męża".(Magdalena Samozwaniec). 

   Nie wiem, którego męża miała na myśli, Jana Starzewskiego czy Zygmunta Niewidomskiego. Z pierwszym miała córkę Teresę, a drugi napisał książkę „30 lat życia z Madzią. Wspomnienia o Magdalenie Samozwaniec”. Mogę jedynie się domyślać, że chodziło o pierwszego małżonka z którym się rozwiodła, a małżeństwo zostało unieważnione w 1928.

Ile razy ktoś pozbawia mnie moich praw, a ja godzę się na to,słyszę: ”Jesteś mądrą kobietą”. Zastanawiam się, czy nie powinnam trochę zgłupieć.”(Stefania Grodzieńska). 

   Choć nie znam spuścizny Stefanii Grodzieńskiej, to nazwisko Jej i drugiego męża Jerzego Jurandota, poety, autora tekstów piosenek i dramaturga, były doskonale znane w PRL-u. Jej teksty wykonywali najwięksi aktorzy sceny powojennej: Hanka Bielicka, Irena Kwiatkowska, Loda Halama, Adolf Dymsza, Bogumił Kobiela. Najbardziej znane mi piosenki J.Jurandota to: „Ada to nie wypada”, "Wio koniku”, "O jednej Wiśniewskiej”. Śpiewali je: Zbigniew Kurtycz, Maria Koterbska,, Hanka Ordonówna, Jarema Stępowski. Małżeństwo Jurandotów współpracowało z Teatrem Satyrycznym „Syrena” i z tygodnikiem „Szpilki”.

Mężczyzna jest potrzebny kobiecie do tego, żeby miała na kogo ponarzekać. We wszystkich innych sprawach da sobie radę”(Maria Czubaszek).

   Trzecią bohaterkę „Humorystek”, Marię Czubaszek uwielbiałam. Oglądałam Ją przede wszystkim w „Szkle kontaktowym”, programie TVN-u. Wraz z Jej śmiercią i śmiercią redaktora Grzegorza Miecugowa, program stracił na atrakcyjności i przestałam go oglądać. Ciągle przymierzam się do kupienia książek „Każdy szczyt ma swój Czubaszek” i „Nie nachalna z urody”.


   Słodycze z paczki Frau Be, zjadłam w ciągu dwóch dni, bo jak już wielokrotnie wspominałam, jestem łakomczuchem. Pięknymi mydełkami podzieliłam się z kobietami moje rodziny. One bywają codziennie wśród ludzi, więc mają powód by wspaniale pachnieć.


   Mam nadzieję, że choć post wyszedł długi, to przeczytaliście go z równą przyjemnością, z jaką ja go pisałam.

                                           

piątek, 6 marca 2026

O KOBIETACH I MĘŻCZYZNACH

 

   Kalendarzowa wiosna ma jeszcze kilka dni, by do nas zawitać. Jednak Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzny tuż tuż. Kiedy zamieściłam post walentynkowy, to w komentarzu Livii pojawiło się pytanie " A panowie nie piszą o miłości? Bo to nie męskie?"
Piszą o miłości i pięknie mówią o kobietach. Dlatego w pierwszej wersji tego postu chciałam zamieścić wiersze, których autorami byliby mężczyźni- moi ulubieni poeci: B. Leśmian "Nie obiecuję ci prawie nic", K. Przerwa-Tetmajer "Lubię kiedy kobieta", A. Asnyk "Jednego serca", L. Staff "Twe złote włosy" i K.I. Gałczyński "Długom błądził i szukał". Okazało się jednak, że mam kłopot z drugą częścią notki, bo  nie przyszły mi na myśl żadne utwory pisane przez mężczyzn o mężczyznach.  Jednak po zastanowieniu, postawiłam na żart, w słowie i grafice. Z tomu I "Poezja polska. Antologia" wybrałam utwory zawarte w "Z ludowych przyśpiewek", mówiące o kobietach i mężczyznach. Uzupełniłam je dwoma utworami Jana Kochanowskiego z tomiku "Fraszki nieprzystojne", bo bardzo mi się spodobały. Mam nadzieję, że i czytającym przypadną do gustu.





NIE BYŁAM JA MNISZKĄ

Nie byłam ja mniszką i nie będę,

A dawałam gębusi i jeszcze będę.

      Jeźli komu zazdrość,

      A ja jeszcze na złość

      Dawać będę.

      Jeźli mniszkom zazdrość,

       A ja mniszkom na złość 

       Mniszką nie będę.


Wtedy ja cię wezmę moja kochaneczko,

kiedy się obróci na opak słoneczko.

Chocia się obróci na cztery opaki,

nie pójdę ja za cię, boś ty lada jaki.


DO DZIEWKI

A co wiedzieć, gdzie chodzisz, moja dziewko śliczna

A mnie tymczasem trapi tęskność ustawiczna;

Jakoby słońce zaszło, kiedy nie masz ciebie,

A z tobą i w pół nocy zda się dzień na niebie.

(Jan Kochanowski „Fraszki nieprzystojne”.)




Kie sysek nazbieram, przecie się ogrzejem,

a z tobą, Janiczku, kaz ja się podziejem.

Wolem ci ja, wolem w lesie syski zbierać

jako się, Janiczku, z tobą poniewierać.



Poczekaj mnie, Janiczku, w Krakowie na moście,

poślę ci pióreczko rybeczką na poczcie.

Niejedna rybeczka popod mostem przeszła,

żadnej jek nie widział, żeby piórko niesła.


Juz-ek się ozenił, a juz to i amen,

tak-ek się utopił, jak we wodzie kamień.





Zalecał się Bartek Marynie,

Póki widział kluski w kominie,

A jak wyjadł kluski z komina:

- Bywajze mi zdrowa, Maryna!

Śpiwał słowik, śpiwał

Na zielony śliwce

Kiej się ni mas zenić,

Nie pochlibiaj dziwce.

***dawniej określenie dziewka odnosiło się do panny


DO BARTOSZA

Bartoszu łysy, a z hiszpańską brodą,

Godzien by łaski za swoją urodą;

Ale panienki na cię niełaskawy,

Tak powiadają, żeś nogieć* wąchawy**;

Co jeśli tak jest, szkodać i urody,

I tej łysiny, i tej czystej brody.

(Jan Kochanowski „Fraszki nieprzystojne”)

*nogieć(tu) hultaj, nicpoń

** wąchawy-śmierdzący





   Jak mogliście się przekonać z zamieszczonych utworów, zwodzić partnerów potrafią panie i panowie. Pamiętając o 8 i 10 marca, miejmy świadomość, że jeżeli oczekujemy szacunku, sami powinniśmy go okazywać, najlepiej przez cały rok.
    Wszystkim świętującym życzę dobrej zabawy i wspaniałego humoru.