Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w ciągu 10 lat istnienia bloga robiłam podsumowanie roku. Chyba nie. Miniony rok był taki sobie, ani dobry ani zły. Cieszę się, że się skończył, chociaż ten który nastał, przynosi takie wieści, że obawy wzrastają. Co będzie czas pokaże.
Wrócę do ostatniego tygodnia grudnia 2025 roku. Na dzień przed wigilią mój wózek się zepsuł. Jak na złość 24 grudnia sklepy pierwszy raz były zamknięte. Wszystko wskazywało na to, że zostanę bez sprawnego wózka aż do poniedziałku. Bałam się tego nie tylko ja, ale i moja rodzina. Na szczęście mąż siostrzenicy podziałał i na OLX znalazł nowy. Przyszedł rano i mi o tym powiedział. Po dwóch godzinach przywiózł nowy sprzęt. Próbując usiąść na nim, nie zmieściłam się na siedzeniu i wylądowałam na podłodze. Zanim wezwałam pomoc, próbowałam sama się ratować przed upadkiem, ale tylko złamałam uchwyt przy łóżku. Męska część rodziny musiała mnie podnieść i na nim posadzić. Przez kolejne dni uczyłam się wstawania i siadania, bo choć wózek wyglądał tak jak ten zepsuty, to jest zwrotniejszy i potrafi odjechać jeżeli nie użyję obu hamulców.
Święta minęły mi spokojnie, ale w przeddzień sylwestra, zapukała do mnie sąsiadka, mieszkająca obok. Rozmowa z nią, wytraciła mnie z równowagi. Kobieta spytała, czy nie sprzedałabym im swojego mieszkania. Zaskoczyła mnie tak, że zabrakło mi języka w gębie. Oświadczyła, że nie chcą mnie oszukać i dobrze zapłacą, a ja będę mogła spokojnie sobie żyć i „pierdzieć w stołek”. Powiedziałam, że mieszkanie po mnie dostanie chrześniak, więc rozmowa o sprzedaży jest bezprzedmiotowa. Odparła: „to da mu pani pieniądze”. W tym momencie nie wiedziałam, czy kobieta jest głupia czy bezczelna. Nie zapytałam jej ile zaoferowaliby za mieszkanie, bo nie byłam zainteresowana. Przy dzisiejszych cenach mieszkań, to za te ich pieniądze, rodzina nie kupiłaby nawet piwnicy czy balkonu, a co dopiero mieszkanie. Zadałam jej pytanie, gdzie jej zdaniem miałabym postawić ów stołek, w który mogłabym pierdzieć, jeżeli pozbyłabym się mieszkania. Wzdrygnęła tylko ramionami. Ta młoda kobieta, matka dwóch synów (9-cio i 4 letniego), pragnęła by każde dziecko miało swój pokój i dlatego pomyśleli o kupnie mieszkania ode mnie. Przyszła mi wtedy na myśl moja rodzina: na identycznym metrażowo mieszkaniu mieszka moja siostra z córką, zięciem i dwojgiem dorosłych już dzieci. Te dzieci całe swoje dotychczasowe życie spędziły w najmniejszym pokoju . W ciągu ostatnich 10 lat postawiono naprzeciwko dwa wysokie bloki, więc tam mogliby szukać większego mieszkania. Jednak w nich cena za m2 jest podobno bardzo wysoka, pewnie dlatego sąsiadka nie rozważała sprzedaży swojego mieszkania, aby kupić większe. Chcąc zakończyć dyskusję, oświadczyłam, że za mojego życia lokal nie jest na sprzedaż, a co zrobią potem spadkobiercy, to już nie moja sprawa. Koniec złych wieści.
Kartka od Frau BeJednak zanim opisane wydarzenia miały miejsce, spotkały mnie miłe niespodzianki pod choinkę. Jotka i Frau Be przysłały mi życzenia na kartkach przez siebie wykonanych.
Kartka od JotkiNatomiast Livia ofiarowała mi książkę „Opowieść dla przyjaciela” wraz z uroczą kartką. Ta książka, autorstwa Haliny Poświatowskiej jest „opowieścią o zachłanności na życie, o miłości, chorobie i śmierci”. Po osobistej stracie, nie jestem jeszcze gotowa na tę lekturę, ale kiedy to się stanie, napiszę Wam o moich doznaniach.
Kartka od Livii
Dzisiaj już kończę, życząc Wam, żeby różowy aniołek, którego do kartki dołączyła Frau Be, był opiekunem Was wszystkich.





Kartki, książka, życzliwość, czasem to one równoważą to, co wytrąca z równowagi. Życzę Ci spokojnego trwania i dobrych ludzi wokół, takich, którzy wiedzą, gdzie są granice.
OdpowiedzUsuńNie wiem, co sąsiadka miała w głowie, wychodząc z taką propozycją, na pewno za grosz taktu.
OdpowiedzUsuńOby kolejny rok przynosił Ci tylko miłe niespodzianki!
Iwonko> pamiętasz piosenkę;
OdpowiedzUsuń" Jak dobrze mieć sąsiada...),
sąsiada a nie sąsiadkę :)
życzę Tobie w całym 2026 roku życzliwych sąsiadów, znajomych, przyjaciół i wszystkich, których w tym roku los postawi na Twojej drodze.