![]() |
| Wieś mojego dzieciństwa |
W swoim długim 71 letnim życiu bywałam z rodzicami jako dziecko w Karpaczu, mam jedno zdjęcie w zimowym krajobrazie. Podpisane przez ojca, a był to rok 1959. Z chwilą, gdy z siostrą poszłyśmy do szkół, rodzice brali wczasy nad morzem, gdyż tylko w wakacje mogliśmy wyjeżdżać całą rodziną. Siostra jako nastolatka wolała obozy harcerskie.
![]() |
| Sanatorium "Na Górce" |
Wypadałoby wspomnieć dwa uzdrowiska, Busko-Zdrój, gdzie przez parę lat dzieciństwa leczono mnie w sanatorium „Na Górce”. Odwiedziłam je później już jako osoba dorosła w lecie 1985 roku.
Drugim miasteczkiem był Lądek-Zdrój, do którego
jeździłam będąc nastolatką, a ostatni pobyt, to wakacje 1974. W
Krakowie byłam jako studentka pierwszego roku. Po nim odbyłam
praktykę zawodową w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu.
W późniejszych latach moja matka w jednym miesiącu wakacji
fundowała wyjazdy mojemu synowi. Raz była w Jastrzębiej Górze,
którą ja znałam z pobytu na studenckim obozie rehabilitacyjnym.
Zazwyczaj jednak woziła wnuka do bliższej i dalszej rodziny.
Obydwoje nie wracali z tych wyjazdów zachwyceni, matka zmęczona
była odpowiedzialnością za moje dziecko, syn nie lubił
wspominków, którym oddawała się babcia spotkawszy się po wielu
latach z krewnymi. Zresztą mój chłopiec, odwrotnie niż moja matka
nie miał duszy globtrotera. Pobyt na
koloniach w Mszanie Dolnej, którego miło nie wspominał, wpłynął na Jego niechęć do podróżowania.
Zawędrowałam dwa razy do Lublina, bo tam mieszkał mój narzeczony Jerzy. Po przeprowadzce do Warszawy w roku 1974, rodzinny Wrocław odwiedziłam tylko raz, gdy pojechałam na ślub koleżanki Grażyny. Spędziłam jeden samotny urlop w Augustowie, gdzie poznałam miłą bibliotekarkę pracującą w tamtejszym Wojskowym Ośrodku Wczasowym. Drugi urlop w pojedynkę spędziłam w Zakopanem, jesienią 1983 roku.
Na liście odwiedzanych
miejsc
znalazłoby się Unieście, gdzie pojechałam z 5 letnim synem do
Wojskowego Ośrodka Wczasowego. W Trójmieście mieszkają kuzyni mojej matki, więc Gdynię, Gdańsk i Sopot mogłabym wyliczyć jako odwiedzane. Mój syn jako
dorosły człowiek zabrał do Sopotu tylko raz swoją partnerkę, by
zobaczyła morze, gdyż w dzieciństwie była wysyłana tylko w góry.
Najczęściej jeździli nad Zalew Zegrzyński, bo blisko i tanio.
Gdy moja siostra pracowała jako szefowa kuchni w ośrodku wczasowym,
byłam także w Międzywodziu.
Ostatni urlop w roku 1989 spędziłam z rodzicami oraz siostrą i Jej rodziną w Zalesiu Górnym. Tam w ośrodku wczasowym pracowały matka z siostrą, prowadząc dwa kioski- z goframi i ze słodyczami. Rodzinny pobyt zakończył się tragedią. Mój ojciec ujmując się za wędkarzem, który był zaczepiany przez podpitych mężczyzn, został przez nich dotkliwie pobity. Zmarł dwa tygodnie później nie odzyskawszy przytomności.
Mam kilka zdjęć z wakacji, ale nie są podpisane ani datowane, trudno przypomnieć sobie gdzie były robione. Nie zwiedzałam żadnego z wymienionych miast, bo niepełnosprawność była dużą przeszkodą w ich poznawaniu.
Po przejściu na rentę, nie było mnie stać na wyjazdy do sanatorium czy na wczasy. Przez kilka lat tylko odwiedzaliśmy działkę siostry, która była w Załubicach. Gdy ją sprzedała i te wypady za miasto się skończyły. Od 10 lat, gdy siadłam na wózek nie tylko poznawanie innych miast jest problemem ale nawet zwykły spacer. Żeby go odbyć musiałabym zatrudnić siostrzenicę, by pomogła mi się ubrać, a jej męża i syna do zniesienia mnie wraz z wózkiem ze schodów, które prowadzą z parteru do wyjścia z bloku. Warszawa, w której mieszkam od 52 lat też jest mi nieznana.
Czytając opowieści blogerów o ich wędrówkach, trochę zazdroszczę tego, że mogą zobaczyć tak wiele pięknych krajów i miast, a w nich muzea i inne ciekawe miejsca.
Mecze siatkówki mężczyzn w ramach Mistrzostw Europy pokazywane są popołudniami, dlatego mogłam napisać te wspominki jeszcze przed nastaniem jesieni, żegnając w ten sposób lato.
A wy jak je zakończycie?

