Pierwszy księdzem chciał być -
poznałam miłość platoniczną.
Drugi zdjęcie mi dał -
z napisem „semper idem”,
poznałam miłość wzgardzoną.
Inni choć mówili „kocham”,
to poczułam gorycz porzucenia.
I tak upłynęło życie,
w którym kochałam
miłości nie zaznając.
Wyjęłaś te słowa wprost z mojej głowy, a raczej chyba serca lub duszy. Myślę i czuję tak samo. Jeden nie zwracał na mnie uwagi, a kiedy już zwrócił, było za późno. Drugiego odbiła mi "dla sportu" rzekoma przyjaciółka. Trzeci, jak się okazało, ożenił się ze mną "żeby uciec z domu".. Czwarty mawiał: "zawsze będę cię kochał", ale to "zawsze" trwało zaledwie nieco ponad rok. Piąty "rozwodził się z żoną", ale do dzisiaj się nie rozwiódł. Z perspektywy czasu widzę, że tak naprawdę nie kochał mnie żaden z nich. A pomniejsze zakochania i "związki" były tylko epizodami w moim życiu.
OdpowiedzUsuńMiłość niejedno ma imię, ale ciągle aktualne jest pytanie: jak rozpoznać czy to prawdziwa miłość do grobowej deski, czy tylko zauroczenie, czy uczucie przetrwa próbę czasu, choroby, wojny...
OdpowiedzUsuńPierwszy - był ode mnie lata świetlne starszy i się rozwodził. Ale ja w tym czasie oprzytomniałam z owego "zaczadzenia" i "zmieniłam barwy klubowe". Znaliśmy się raptem rok, gdy wpadliśmy na pomysł, że jeśli weźmiemy ślub i zamieszkamy razem to będzie ogromne zaoszczędzenie czasu i wygodniej - no po prostu para idiotów z nas była, nie mieliśmy mieszkania, on jeszcze kończył studia, oboje pracowaliśmy, ja byłam pewna, że "to się na pewno rozleci", ale rozwody są wszak dla ludzi, więc wzięliśmy ślub i.......razem przeżyliśmy bez problemu, bez kłótni 55 lat i dwa dni. Przez 10 lat nie mieliśmy własnego mieszkania tylko je wynajmowaliśmy, a na dziecko zdecydowaliśmy się w drobne 12 lat po ślubie.
OdpowiedzUsuńByło tych miłości, było.. Ale moja pierwsza jest zarazem ostatnią, prawdziwą i do dzisiaj.
OdpowiedzUsuńI ja.
OdpowiedzUsuń