Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2020

BOHEMISTYKA





Bohemistyka– interdyscyplinarna nauka humanistyczna, poświęcona studiom nad literaturą, językiem, kulturą, sztuką, historią, cechami narodowymi, obyczajami i tradycjami Czechów. Zaczęła rozwijać się pod koniec XVIII wieku.

   O kulturze i historii Czech wiem niewiele. Z pisarzy znani mi są: Jaroslav Hašek i napisane po I Wojnie Światowej „Przygody dobrego wojaka Szwejka”-powieść antywojenna,oparta na faktach i doświadczeniach pisarza i jego przyjaciół. Zaletą tej książki jest prawdziwe tło historyczne i geograficzne oraz realia ówczesnej Pragi.Karel Čapek z „Inwazją jaszczurów”, powieścią fantastyczno-naukową,którą krytyka uznała za utopijną. Bohumil Hrabal i opowiadanie "Pociągi pod specjalnym nadzorem", przyswojone za sprawą filmu J.Menzla z roku 1967. 
    Z filmem jest nieco lepiej ale nie dzięki produkcji fabularnej a serialowej. Uwielbiałam oglądać "Szpital na peryferiach"z roku 1977, kiedy to wyświetlono 13 odcinków. W roku 1981 kontynuowano serial i nadano ich 7 . Wspomniany serial opowiada o personelu oddziału chirurgii pewnego szpitala. Mnie zapadł w pamięć dzięki doktorowi Sztosmajerowi, cynicznemu ale pozytywnie nastawionemu do życia i ludzi lekarzowi. Jedno zdanie wypowiedziane przez niego do przełożonej pielęgniarek pamiętam do dziś"Gdyby głupota umiała fruwać, byłaby pani najwspanialszą gołębicą". Bardzo mi się spodobało to powiedzonko i czasami, gdy chcę komuś dać do zrozumienia, że mądrością nie grzeszy, to je cytuję. Nie pamiętam natomiast żebym oglądała "Szpital na peryferiach dwadzieścia lat później". 
   Z  mniejszą uwagą śledziłam losy Anny Holubowej rozwiedzionej ekspedientki, pracującej w sklepie spożywczym. Próbując sprostać wychowaniu dorastającej córki i młodszego syna, odnajduje miłość. Serial "Kobieta za ladą" emitowany w latach 70-tych XX w i powtórzony w latach 80-tych(niestety nie widziałam powtórek) opowiada o perypetiach kobiety i jej współpracowników. Pogodny, optymistyczny i życiowy. 
   Filmografia czeska może poszczycić się 4 Oskarami: 1965 zrealizowany po słowacku „Sklep przy głównej ulicy” Jana Kadara i Elmara Klosa, Jir'iego Menzla „Pociągi pod specjalnym nadzorem” z 1967 ,Miloša Formana "Lot nad kukułczym gniazdem"(5 Oskarów)z 1975 i z roku 1996 Jana Sveraka „Kola”. Z wymienionych widziałam "Pociągi pod specjalnym nadzorem" i Lot nad kukułczym gniazdem".  
   W latach 60-tych minionego stulecia popularne było czeskie kino, awangardowe i stawiające widzom wysokie wymagania, którym nie zawsze umieli sprostać. Nie widziałam filmu "Nikt nic nie wie", od którego wzięło się określenie czeski film-nikt nic nie wie, na scharakteryzowanie sytuacji trudnej do wytłumaczenia, w której nie wiadomo o co chodzi. Ale wiem, że swego czasu uważałam je za bardzo trafione, bo przy kilku filmach czeskich jakie poza wymienionymi próbowałam oglądać, nie wytrwałam do końca.
    Niewiele wiem także o muzyce. Właściwie znam tylko piosenkarzy :Karela Gotta uznanego za najbardziej znanego czeskiego wokalistę w historii, Jirego Korna, muzyka, piosenkarza, tancerza i prezentera oraz Helenę Vondrackową nazywaną „królową czeskiej piosenki”. Z występów w Sopocie powinnam znać : Vaclava Neckera (piosenka „Patrik"), Marikę Gombitową (z utworem „Wyznanie”) oraz Hanę Zagorową. 
Pomimo skorzystania ze ściągi na YT, nie mogę się przyznać do kojarzenia tych wykonawców. Każdy z mojego pokolenia potrafi jednak zanucić "Malowany dzbanku" czy "Lady Carneval".


   Być może czytając początek tego postu zadaliście sobie pytanie, dlaczego zachciało mi się wspomnieć o czeskiej kulturze.  Wszak przyznałam się, że wiem o niej niewiele. Tak się jednak składa, że poza Mariuszem Szczygłem, którego znam z telewizji,a który bardzo ceni sobie kulturę czeską, poznałam dawno temu, bo w roku 1974 pewną dziewczynę, która jeżeli nie kochała, to bardzo lubiła wszystko co czeskie.
   Nie pamiętam dokładnie okoliczności poznania Darii, może był to wspólny pobyt w Ośrodku Rehabilitacyjnym w Lądku-Zdroju, za czym się skłaniam, a może Aleje Niepodległości, przy których pracował mój ojciec, a Ona mieszkała. Jest natomiast pewne, że było lato, ja przed rozpoczęciem studiów, a moja przyjaciółka po pierwszym roku.
   Daria była niewysoką kobietą o długich, bardzo gęstych kruczoczarnych włosach do pasa. Zawsze nosiła je rozpuszczone, a ja się dziwiłam, że podczas chodzenia, nie majtają się wokół twarzy. Urodę odziedziczyła chyba po męskiej części swego rodu, bo trudno ją było uznać za ładną. Rysy miała ostre, kanciaste, niektórzy określiliby ją „baba-chłop”. Doskonale zdawała sobie sprawę z niedostatków swojego wyglądu i potrafiła mieć do siebie niesamowity dystans. To co sprawiało, że nie można było koło Niej przejść obojętnie, to wielkie, ciągle śmiejące się piwne oczy, oraz szeroki uśmiech, którym potrafiła rozbroić niejednego twardziela. Moja matka, która trudno przekonywała się do ludzi, Darię uwielbiała od pierwszej chwili. W moim domu ta niezwykła dziewczyna była tylko dwa razy, ale w obu przypadkach,  matka nam towarzyszyła przy rozmowie i nawet gdy ja się krzywiłam, to mój gość nie miał nic przeciwko temu. Nie wynikało to z Jej próżności posiadania słuchaczy, ale z charakteru:otwarta na ludzi, wszystkim życzliwa, pozytywnie nastawiona do życia, optymista mimo wszystko.
   Nigdy nie zapytałam na co choruje, domyślałam się jedynie, że nie jest to Dziecięce Porażenie Mózgowe, tak jak to było ze mną. Nosiła długie spódnice, by ukryć krótkie, klocowate nogi. Chodziła wolno,lekko kołysząc się na boki, co pomagało jej utrzymywać równowagę. Z postury nazwano by ją korpulentną, bo miała duże biodra i obfity biust.
   Zawsze obawiałam się wysokich krawężników i schodów bez poręczy. To Daria pomagała mi pokonać lęk przed schodami, a na pytanie jak sobie radzisz z przechodzeniem przez ulicę, uraczyła mnie taką opowiastką(nie wiem czy to miało miejsce naprawdę, czy było wymyśloną na poczekaniu anegdotą)
-gdy mam przejść przez ulicę, to czekam z boku, aż kilka osób stanie przy krawężniku; lustruję i wybieram najprzystojniejszego faceta, po czym podchodzę, chwytam go za łokieć i przywołując swój najpiękniejszy uśmiech, głosem niewiniątka pytam „czy pomoże mi pan przejść przez jezdnię?”;
mężczyzna jest tak zaskoczony, że mnie przeprowadza, nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się by mi któryś odmówił.
   Nie zdobyłam się na odwagę, by Jej sposób wypróbować. Wiele lat minęło zanim odważyłam się próbować schodzić po schodach bez poręczy. Wielokrotnie kończyło się to upadkiem już na samym szczycie i turlaniem się na dół. Za każdym razem, gdy się podnosiłam przypominała mi się Daria i słowa „dasz radę” .  
   Była uparta i zawzięta w dążeniu do celu, a jednym z nich było studiowanie bohemistyki. W Jej przypadku, to była sprawa oczywista, gdyż z ojcem dyplomatą i resztą rodziny spędziła kilka lat na placówce w Czechosłowacji. Kiedy powrócili do kraju, złożyła papiery na Uniwersytet Warszawski. Podczas egzaminów wstępnych ponoć miała usłyszeć, że "nie zostanie przyjęta, bo po czesku mówi lepiej niż po polsku". Kiedy mnie i mojej matce to opowiedziała, to popłakałyśmy się ze śmiechu, z absurdalności danej sytuacji. Daria nie wyobrażała sobie, że może studiować na innym kierunku, dlatego Jej ojciec wykorzystując zdobyte przez lata znajomości, umieścił córkę w Czechosłowacji. Zamieszkała w akademiku, w dwuosobowym pokoju z Czeszką. 
To co opowiadała o sytuacji ludzi niepełnosprawnych jako studentów, brzmiało dla mnie jak baśń 1001 nocy. Ludzi niepełnosprawnych do jak najdłuższej nauki zachęcano wszelkimi sposobami. Umożliwiano im nabycie samochodu, by łatwo mogli dojeżdżać i otrzymywali dodatek na benzynę. Poza tym każdemu przysługiwał akademik i stypendium.
Daria bardzo lubiła Czechów, którzy żyją dniem dzisiejszym, mają duże poczucie humoru,nie rozpamiętują przeszłości. Są ludźmi życzliwymi, gościnnymi i z dużym przymrużeniem oka spoglądają na siebie. Tak ich oceniała i sama taka była.
   Niestety rok po poznaniu dowiedziałam się,że nie żyje. Nigdy nie dowiedziałam się co było powodem Jej śmierci. Wiem natomiast, że ta elokwentna, bardzo inteligentna i oczytana dziewczyna, o ogromnym poczuciu humoru, gdyby żyła byłaby moją przyjaciółką przez wiele lat. Bardzo mi imponowała i była wzorem jak pokonywać własne ograniczenia, liczne kompleksy i jak cieszyć się życiem, które nigdy nie jest łatwe, ale zawsze warte zachodu.
   W swoim życiu spotykałam różnych ludzi, dla jednych byłam niewidoczna, inni się ze mnie wyśmiewali, ale miałam też szczęście spotkać wartościowych, wspaniałych, do których należała też Daria.

poniedziałek, 16 września 2019

ZADUMANA MORGANA

          
                               „Witam pięknie na moim blogu wszystkich miłych gości :)”  
    Tak mogłabym rozpocząć swój powrót na bloga, po dwumiesięcznej przerwie wakacyjnej. Nie są to jednak moje słowa. Można je uznać,za znak rozpoznawczy bloga, o którym chcę dzisiaj napisać http://spacerem-przez-zycie.blogspot.com .
   Jak przyznaje autorka, pomysł na nick MORGANA, zaczerpnęła od bohaterki powieści „Córka słońca”, napisanej przez amerykańską pisarkę Barbarę Wood. Większości z nas jednak Morgana kojarzy się z czasami króla Artura i opowieściami celtyckimi. Arturiańska Morgana, to przyrodnia siostra Artura,wychowana na wyspie Avalon. Czarodziejka,obdarzona wielką mocą, żeński odpowiednik Merlina.
   Nasza współczesna Morgana, także potrafi czarować, ale Jej działania mają pomagać odwiedzającym bloga. Dla Niej, to żaden problem wyczarować pierogi zakończone plecionką, czy użyć magii własnych rąk, by rośliny wspaniale rosły i pięknie kwitły.
   Jak wygląda nasza Czarodziejka, możecie się przekonać oglądając Jej portret zamieszczony na prawym marginesie bloga, przy profilu. Autorem tego świetnego rysunku, ponoć zgodnego z oryginałem jest NITAGER*.
Morgana twierdzi, że rysownik sporządza charakterystykę danej osoby na podstawie czytanych tekstów i tworzy portret. Mnie wydaje się, to wręcz nieprawdopodobne. Podejrzewałam, że podobizna Morgany została zrobiona na podstawie zdjęcia, ale podobno tak nie było. Gdybym chciała snuć teorie spiskowe, to uznałabym Nitagera za profilera o wielkich plastycznych umiejętnościach.
   Wracając do naszej bohaterki, to od najmłodszych lat była nieśmiała, co sprawiło, że bała się odpowiadać na środku klasy(skąd ja to znam). Określa siebie jako bardzo wrażliwą osobę, bez krzty asertywności. Według Niej najskuteczniejszą bronią w walce ze złem, jest uśmiech. Temu zagadnieniu poświęciła kilka postów. Jest kobietą pracującą i wyzwań się nie boi, ale nieciekawa atmosfera w pracy(wspomina o tym często), sprawia że nie ma radości z wykonywanego zajęcia. Nie znalazłam w postach informacji o charakterze pracy, ale według mnie byłaby doskonałą kucharką lub florystką. Może powinna pomyśleć o prowadzeniu własnego baru lub kwiaciarni. Moim zdaniem sukces miałaby gwarantowany. W życiu prywatnym jest żoną i matką córki i dwóch synów. Uwielbia spacery, zarówno te samotne jak i w towarzystwie. Ponieważ rodzina jest dla Niej najważniejsza, będzie wspaniałą babcią, gdy przyjdzie pora na wnuki.
   Podobno bloga zaczęła prowadzić w 2010 na Onecie. Po krótkiej przerwie w roku 2012 założyła aktualny. Mnie zainteresowały Jej wypowiedzi u innych internautów. Ciekawość sprawiła, że postanowiłam poznać Morganę poprzez bloga.
   Czytaniu notek od 2012 do 2017 poświęciłam kilka dni,  choć jeszcze nie skończyłam, to na podstawie tego co już wiem, postanowilam napisać post. Można przyjąć, że blog prowadzony jest według ogólnego schematu:
1.zagadnienia tematyczne: o wychowaniu, o wykształceniu, o różnicy wieku w związku, o samotności i przyjaźni( czyli o relacjach międzyludzkich). Sporo jest o zdrowiu i urodzie oraz o polskich tradycjach. Najskromniej reprezentowana jest moda, do trendów której dostosowuje się, robiąc zakupy z córką, ponoć najlepszą doradczynią. Poruszając tematy z życia wzięte, wnikliwie zapoznaje się z problemem. Cytuje naukowców, podaje statystyki. Przy kilku postach spisywałam informacje, bo były to dla mnie rzeczy nowe. Teksty spełniają funkcję poznawczą, a że pisane są jasnym, prostym językiem, mogą nauczyć czegoś osoby w różnym wieku.
2. kwiaty w domu, na balkonie i w ogrodzie - o nich mówi ze znajomością rzeczy i w podejściu do tematu, widać wielką pasję. Każdy post "udokumentowany" jest licznymi zdjęciami.
3.kulinaria, to drugi po roślinach "konik" Morgany. Jej przepisy własne lub modyfikowane, mają tę zaletę, że są niewymyślne. Proponowane dania można przyrządzić szybko i tanio, opisy są dokładne, podane w przystępny sposób. Dzięki temu nawet początkujący kucharz może pokusić się o zrobienie takiego jedzenia. Uzupełnieniem teorii, są zdjęcia na których widać, że autorka przywiązuje wagę nie tylko do tego, co znajduje się na talerzu, ale także jak powinno być podane. Ze swoich przepisów mogłaby sporządzić wspaniałą książkę kucharską, która byłaby konkurencyjna dla profesjonalnych kucharzy. Przyznaję, że przeczytawszy posty kulinarne z dwóch lat, zaczęłam je omijać. Na zamieszczonych zdjęciach wszystko wyglądało tak apetycznie, że od razu głodniałam i zaglądałam do lodówki. Gdybym chciała choć raz ugotować(upiec) coś zaproponowanego, moja waga podwoiłaby się w błyskawicznym tempie.
4.film, literatura, muzyka.
To co mnie zachwyciło w blogu Morgany, to cytaty zamieszczane na zakończenie każdej notki. Są one zawsze bardzo trafnie dobrane i ściśle nawiązują do poruszanego tematu. Nie odsłuchałam muzycznych propozycji, więc mogę jedynie powiedzieć, że te jeżeli nie mają związku z postem, to określają gust autorki. Sporo miejsca poświęca obejrzanym filmom i przeczytanym książkom. Wtedy post bardzo często zaczyna się słowami "znalazłam takie oto opowiadanie, wzruszyłam się i zadumałam". Chociaż większość propozycji filmowych i książkowych, nie odpowiada moim gustom, to jednak wiele tytułów spisałam, by w wolnej chwili się zapoznać. Tak jest na przykład z twórczością Bruno Ferrero, włoskiego salezjanina, pisarza katolickiego, którego kilka opowiadań zamieszcza na blogu i stanowią one podstawę rozważań. Wybiera filmy i książki trudne, poruszające ważne kwestie moralne, etyczne, obyczajowe. Są to pozycje zmuszające widza(czytelnika) do refleksji, a co wrażliwszych wzruszają i skłaniają do płaczu. Komedii i lżejszych filmów autorka bloga ogląda mało, chociaż obejrzała chyba wszystko, bez względu na gatunek, jeżeli w obsadzie znajdowali się Johnny Depp lub Benedict Chumberbacht, bo to "ukochani" aktorzy. Ci dwaj panowie nie są moimi ulubieńcami, bo wolę Morgana Freemana czy Denzela Washingtona, ale jak często podkreśla Morgana "o gustach się nie dyskutuje". Czytając bloga "od deski do deski", znalazłam wśród komentujących, wiele osób znanych również u mnie(Stokrotka, Jotka, Zgaga, Ultra). Mam jednak nadzieję, że wśród moich gości, będą i tacy, którzy bloga Morgany jeszcze nie czytali i zrobią "skok w bok" na Jej stronę.
   Jeżeli miałabym jakieś "ale", to drobny druk, który utrudnia czytanie. Zaskoczeniem też było stosowanie w zdaniach "min" jako skrótu wyrażenia "między innymi". Przeszkadza to chyba tylko mnie, bo nie zauważyłam by inni komentujący zwracali na to uwagę. Ja to zrobiłam i po reakcji Morgany doszłam do wniosku, że nie znosi krytyki, nawet jeżeli podyktowana jest jak najlepszymi intencjami. Zgodnie z przysłowiem "ludzie gniewają się, nie za to że, ale za to jak", widocznie wybrałam niewłaściwy sposób zasygnalizowania błędów.
Na koniec kilka moich ulubionych cytatów, zaczerpniętych z bloga Morgany
„OJCEM MOŻE ZOSTAĆ KAŻDY, ALE TRZEBA BYĆ KIMŚ WYJĄTKOWYM, ŻEBY ZOSTAĆ TATĄ”(brak autora cytatu).
„NADZIEJA POMAGA IŚĆ NAPRZÓD,WYTRWAŁOŚĆ-STAĆ, A ODWAGA WRACAĆ”- Władysław Grzeszczyk.
"TROSKA O DZIECKO JEST PIERWSZYM I PODSTAWOWYM SPRAWDZIANEM STOSUNKU CZŁOWIEKA DO CZŁOWIEKA" - Jan Paweł II
„LEPIEJ POSZUKAĆ SOBIE NOWEGO PRZYJACIELA, NIŻ PŁAKAĆ PO DAWNYM”- Seneka Młodszy.