piątek, 29 czerwca 2018

NIEUDANY TYDZIEŃ


   W tym roku pierwszy raz złożyłam zeznanie podatkowe drogą elektroniczną. Miało być bezpiecznie i szybko także jeżeli chodzi o zwrot nadpłaty. Ponieważ do tej pory nie dostałam na ten temat żadnej informacji, próbowałam we wtorek 26 bm dodzwonić się do mojego urzędu skarbowego. Przez godzinę słuchałam informacji o tym jak dobrze jest wysyłać rozliczenia drogą elektroniczną na przemian ze słuchaniem muzyczki. Kiedy wreszcie dobiłam się do konsultanta, ten przekierował mnie do księgowości. Znów była muzyczka, a potem głos z taśmy. Nie dowiedziałam się niczego, a nie ukrywam, że pieniądze bardzo by się przydały.
   Następnego dnia rano o godz.6.30 obudziłam się i chciałam przenieść się z kanapy na wózek. Pomimo wielokrotnych prób sztuka ta mi się nie udała. Znalazłam się na podłodze. Pierwszych pięć godzin cierpliwie czekałam na przyjście syna, który wyratowałby mnie z opresji. Kiedy jednak nie nadchodził postanowiłam zadzwonić i wtedy przypomniałam sobie, że telefon został w drugim pokoju, po wczorajszym wydzwanianiu do fiskusa. Leżąc na lewym boku przeczołgałam się do telefonu i wydzwaniałam do syna i do synowej, żadne z nich nie odbierało. Całkowicie załamana, zziębnięta i zesztywniała doczekałam do godziny 14, kiedy to zjawił się mój dzieciak. Nie bez wysiłku udało mu się mnie podnieść i posadzić na kanapie. Jakiś czas potem, gdy wrócił z psem z dworu przesadził mnie na wózek i stwierdził, że gdybym zadzwoniła do 6 rano to by przyszedł, bo nie spał z powodu bólu zęba, a tak w ogóle to trzeba pomyśleć o hospicjum dla mnie jeżeli już sama nie daję rady. Czwartek przeleżałam cały dzień, bo bałam się, że znów skończę na podłodze i nie będę się mogła doczekać pomocy. Na szczęście dzisiaj już za pierwszym razem przesiadłam się na wózek i mogę napisać te słowa.
   Być może hospicjum lub dom opieki jest mi pisany, ale gdyby syn pomógł mi ćwiczyć nogi, to one nie słabłyby tak szybko. Poza tym, gdy tylko siadłam na wózek twierdziłam, że należy wzdłuż ścian zainstalować poręcze, których trzymając się mogłabym robić po kilka kroków i ćwiczyć w postawie stojącej. Niestety w tej chwili nie mam w domu dwóch stabilnych, nieprzesuwających się mebli, o które opierając się mogłabym robić wymachy, odwody czy przysiady. Syn obiecywał wiele rzeczy, które pomogłyby mi żyć w nowych „wózkowych” okolicznościach, niestety skończyło się tylko na słowach a nie czynach. Póki co, środowy upadek trochę mnie wystraszył i zablokował, ale gdy tylko znów wstąpi we mnie bojowy duch, postaram się oddalić widmo nie mieszkania we własnym domu, bo jestem do niego bardzo przyzwyczajona. A mój syn, twierdzi, że od 3 lipca zaczyna pracę, czy tak będzie zobaczymy.
   Faza rozgrywek grupowych już się chyba zakończyła. Z przyjemnością oglądałam te mecze, ale ponieważ wiele zespołów, które bardzo ładnie grały odpadło, to nie jestem pewna czy 1/8 będzie równie ciekawa.
   Świeci słońce, napawa optymizmem. Tego i Wam życzę na weekend i pozostałe letnie dni.

42 komentarze:

  1. Bardzo serdecznie Cię przytulam do siebie Iwonko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulenie się przyda, bo to zawsze miło, gdy ktoś o nas myśli. Ukłony.

      Usuń
  2. Iwonko przykre to co piszesz.... ale czy nie pomyslałas o pomocy z MOPS-u ? masz orzeczenie o niepełnosprawności, więc należy ci sie pomoc , zadzwoń do swojego MOPSi zapytaj, czasami przychodzą kobiety na 2-3 godziny do domu do pomocy....i daj znać czy cos załatwiłas... bo tak byc nie może....
    a hospicjum jest dla .... nie rozumiem dlaczego syn chce cie tam umieścić...
    przytulam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze z czasów gdy byłam sprawna(na swój kaleki sposób) miałam bardzo niemiłe doświadczenia z ta instytucją i wolę się od niej trzymać z daleka, bo pomogą niewiele, a upokorzyć potrafią bardzo.

      Usuń
  3. Bardzo smutne to co napisałaś :( Strasznie mi przykro :( Dla mnie słowo hospicjum jest czymś o czym nawet nie chcę myśleć, czego bardzo się boję i nawet nie potrafię o tym mówić - pewnie przez nasze niedawne przejścia. Wiem, że to dobre miejsca, że jest tam wielu pomocnych ludzi, że jest opieka jeśli nie możemy zapewnić jej w domu, ale samo słowo mnie przeraża :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hospicjum kojarzy nam się z czymś ostatecznym, ale kiedyś oglądałam program o pisarce, która będąc już chorą ale jeszcze zachowująca siły, dobrowolnie w nim zamieszkała i jak sama stwierdziła czuła się tam szczęśliwa. Ja gdybym zamieszkała wśród ludzi bardziej cierpiących ode mnie, tak emocjonalnie przeżywałabym wszystkie zdarzenia, że wykańczałabym się na własne życzenie.Sławkowi życzę dużo zdrowia, Tobie sił, a obojgu nadziei, że z każdym dniem będzie lepiej. Całuję.

      Usuń
  4. Przykro, bardzo mi przykro Iwono po przeczytaniu Twojej notki. Naprawdę nie wiem co Ci napisać bo pod palce pchają się same frazesy... Może po prostu mocno Cię przytulę. Niech świecące słońce doda Ci energii i sił:)
    Pozdrawiam i życzę poprawy samopoczucia.
    p.s. a Mundial już w ogóle mnie nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia energii i sił dziękuję, bardzo się przydadzą. Jutro będzie lepiej. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Po raz drugi pomyślałam sobie, że przydałaby Ci się serdeczna sąsiadka albo sąsiad. Zawsze to łatwiej zapukać w ścianę czy cokolwiek...
    Współczuję Ci braku synowskiej troski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w bloku, gdzie sąsiedzi są starszymi ludźmi i raczej nie potrafiliby "wrzucić" 100 kg na wersalkę. Tylko syn zawsze wiedział jak działać, by pomóc. Dlatego taka była między nami umowa- zamiast płacić za wynajętą pomoc, pomagam finansowo jemu, a on w ramach tego robi zakup, sprząta i podnosi z upadku. Widocznie jego własne kłopoty sprawiły, że nie jest w stanie zająć się mną. Ale póki serce bije, to znaczy że żyję i to jest najważniejsze. Uściski.

      Usuń
  6. Hospicjum to chyba ostateczność, ale mam w bloku dwie sąsiadki i znajomą trochę dalej, do których przychodzą panie z opieki czy z PCK. Nawet na dwie godziny dziennie to duża pomoc, bo one nie tylko dotrzymują towarzystwa, ale posprzątają, wyjdą z Tobą na spacer itd. Przecież w Warszawie też chyba takie rzeczy funkcjonują?
    Na razie trzymam kciuki, by nie było gorzej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście opiekunki środowiskowe funkcjonują, ale ja mam bardzo przykre doświadczenia z MOPSem i dlatego wolę się trzymać jak najdalej. Jeżeli faktycznie syn podejmie pracę w lipcu, to moja pomoc finansowa dla niego będzie mniejsza, a wtedy zatrudnię złota rączkę, by pomyślała o udogodnieniach dla mnie. Znajdę też jakiegoś przystojnego fizykoterapeutę, bo jak mi mają łamać zesztywniałe kości. to niech robi to, ktoś na kogo miło popatrzeć. Z czasem pewnie będzie gorzej, ale póki co jeszcze nie teraz. Uściski.

      Usuń
  7. Iwono, popieram stanowczo skorzystanie z opiekunki dochodzącej na kilka godzin. Wiele osób z tego korzysta. Koniecznie trzeba to załatwić, musi się udać.
    Trzymaj się dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory nie myślałam o zatrudnieniu obcej osoby, bo myślałam, że syn sobie poradzi. Przecież on zna mnie najlepiej. Jestem cholerykiem, łatwo wpadam w złość i obcej osobie byłoby ze mną ciężko, a ja nie chcę by ktoś mnie przeklinał. Postaram się trzymać najdzielniej jak potrafię. Uściski.

      Usuń
  8. Smutna notka ... Przytulam serdecznie Iwonko. Tak myślę, co by tu poradzić i coś kiepsko mi to myślenie idzie ,.. chyba jednak taka dochodząca pani byłaby najlepsza. Może na początek co drugi dzień ? może jeśli ona zrobi zakupy, czy sprzątanie to syn ten czas, w którym robił te rzeczy będzie miał dla Ciebie, i wtedy szybciej zrobi te ulepszenia o których piszesz ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn na dochodząca opiekunkę nie chce się zgodzić. Ulepszenia też raczej nie doczekają się jego inicjatywy. Prędzej fachowiec z prawdziwego znaczenia, ale do tego potrzebna kasa, a z tą na razie słabo. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Iwona,Iwona!! Doświadczenie z kobietami z mopsu sprzed lat dzisiaj będą inne.Im nie wolno poniewierać chorym człowiekiem .Albo mops albo PCK.Powiem za byłą premier:Tobie się to należy!
    Jak nie chcesz codziennie to się umawiasz na 2 lub 3 razy w tygodniu.
    Do hospicjum idą ludzie bez nadziei na życie.A Domy Opieki prywatne są dobre, ale drogie.Mam zaprzyjażnioną właścicielkę takiego domu ,3tys. miesięcznie i pełny serwis.Lekarz ,rehabilitanci ,dietetyk i etcetera.
    Pecekówka odciążyłaby trochę syna, pozostawałoby mu wyprowadzanie psa i drobiazgi.
    Masz bliską i życzliwą Iwonkę Kmitę z W-wy i jeżeli mogę coś sugerować, to ona na pewno pomogłaby Ci w procedurach załatwiania.
    Iwona !! Masz być zaopiekowana , zadbana i urocza.Żadne podłogi, hospicja !!!
    Ps. Masz list na poczcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. List przeczytałam i bardzo mnie zmartwił. Nie mam jednak nastroju by odpisać-wybacz ale musisz poczekać aż strach mi przejdzie. O ile zdążyłam poznać wspomnianą Iwonę, to sama by się zadeklarowała na opiekunkę. Zaopiekowana jestem jak koło siebie zrobię, zadbana będę gdy syn będzie miał własne dochody, a urocza pozostaję niezmiennie. Upadki zdarzały mi się i zdarzać się będą, muszę tylko opracować metodę podnoszenia się z parteru. Do usłyszenia wkrótce.

      Usuń
    2. Wywołana się odzywam i potwierdzam - z przyjemnością do ciebie wpadnę i pomogę w czym trzeba. Naprawdę. Zwłaszcza, że teraz jestem panią swojego czasu i nie muszę siedzieć 8 godzin w pracy. Tylko daj znać, proszę...Bo ja się już nie chcę narzucać.

      Usuń
    3. Wiedziałam,że nie zawiedziesz.Chyba nie masz mi za złe,że wspomniałam o Tobie?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Droga Liwio moja imienniczka nigdy się nie obraża, za to zawsze jest chętna do pomocy.

      Usuń
    5. Droga Iwonko-sama świadomość, że jesteś jest dla mnie wielkim pokrzepieniem. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Liiviio, oczywiście, że nie mam ci za złe, przeciwnie - cieszę się, że mnie wspierasz. może Iwona wreszcie "pęknie" i mnie do siebie dopuści;-) Iwonko, jakby co - czekam.

      Usuń
  10. Może to by była jakaś pomoc w postaci takiego naręcznego zegarka (smartwatch), w cenie ok. 40-60 zł., który współpracuje z telefonem (odległość max. 10 m.). Można z niego np. dzwonić, odbierać telefony i SMS-y

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością masz rację, tylko że najlepszy wynalazek nie pomoże, kiedy osoba do której dzwonisz nie odbiera telefonu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Przeraził mnie Twój wpis
    Kochana a nie znaleźlibyście osoby ktora przychodziły by na 2 godziny
    W mojej miejscowości tak dorabia młoda sąsiadka
    Podaje obiad kobiecie i wraca do domku
    Pomyślcie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie jestem w stanie przewidzieć kiedy ręce i nogi zawiodą i zamiast na wózku, wyląduję na podłodze. Syn wielokrotnie musiał wracać się do mnie, bo w czasie jego obecności nic złego się nie działo, a kilka godzin później zmieniając pozycję "nie wyrabiałam" i musiał przychodzić by mnie wtargać na łóżko. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. Chyba nie wiem co napisać - trudno doradzać komuś nie będąc w podobnej sytuacji . Przykre, że syn traktuje Cię jak zło konieczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydawało, że jak będzie obcował z chorobą od urodzenia, to mimo woli nauczy się pomagać mnie, ale w taki sposób, by to nie rzutowało na jego osobiste życie. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  13. Rzeczywiście, kiepsko to wygląda...Ale...
    Poszperaj w necie, są Stowarzyszenia, są Fundacje, są Harcerze, są Wolontariusze...Skoro jesteś zmuszona dbać o siebie, to wykluczam rejteradę...Do walki !! Imię Cię zobowiązuje !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym chciała kiedykolwiek się poddać, zrobiłabym to dawno temu.Ludzie potrafili być tak wredni, że żyć się odechciewało. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  14. Problem w tym, że Ty nie szukasz pomocy. Pomoc jest, panie będą przychodziły z PCk i innych instytucji, a na MOPS się nie obrażaj, tylko wymagaj od nich. Powinni poręcze zrobić bez problemu, są na to środki. Poza tym jest hospicjum domowe, pani przychodzi, pomoże się umyć itp. Posłuchaj rad, bo widzę, że blogerzy dobrze Ci radzą.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znasz wszelkich okoliczności mojego życia, dlatego interpretujesz rzeczy w wiadomy sposób. Pomocy z mopsu nie dostanę, bo mam za duże dochody. Mnie nie jest potrzebna osoba, która posadzi mnie na kilka godzin na wózek, a druga przyjdzie wieczorem, by mnie utulić do snu. Potrzebuję technicznej metody bezpiecznego przemieszczania się, by nie lądować na podłodze. Doceniam rady blogerów i Ich wsparcie wiele dla mnie znaczy-zmusza moje szare komórki do poszukiwania rozwiązań.Dziękuję za komentarz i ściskam serdecznie.

      Usuń
  15. Iwonko, musisz zawalczyć o siebie...Nie możesz zostać bez pomocy...Zdana na łaskę syna...Jeśli tylko mogłabym jakoś pomóc - pisz...Ściskam mocno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz opracowaną pod względem technicznym metodę podnoszenia się z posłania, przesiadania z krzesła na wózek, to właśnie jest to ta pomoc której potrzebuję. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  16. Oj, strasznie mi się przykro zrobiło... zaraz sobie pomyślałem o dochodzącej osobie, bo ja wiem... o sąsiedzie, o kimś kto może też w biedzie, ale nie takiej i od czasu do czasu na twój telefon zareaguje? Gdybyśmy cofnęli się o lat kilkadziesiąt, pomyślałbym o harcerzu, o kimś z "Niewidzialnej Ręki". W każdym bądź razie uważam, że oprócz dostosowania mieszkania do Twoich potrzeb ważna jest komunikacja, tak abyś w każdej chwili mogła liczyć na pomoc kogoś, kto Ci pomóc zechce... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnej bramie mieszka siostra z rodziną(akurat wyjechali). Piętro wyżej mam serdeczną sąsiadkę, ale ona nie dałaby rady podnieść prawie 100 kg(harcerz, czy inna opiekunka raczej też nie). Dlatego dla mnie ważne jest by mieć mieszkanie tak dostosowane abym mogła sama siłą rąk się podciągać(drążki, uchwyty, maty anty poślizgowe), to mój ratunek, gdy syn który jako jedyny umie mnie dźwignąć, nie może przyjść na czas, bo jest w pracy lub akurat ma wyłączony telefon. Dziękuję za współczucie i przesyłam moc uścisków.

      Usuń
  17. Miałam to szczęście, że mogłam przez sześć lat opiekować się moim tatą, który z nami zamieszkał i nie wiem kto miał większe szczęście w tym wszystkim - on, czy ja... bo ten czas wspominam, jako jeden z piękniejszych okresów w moim życiu, mimo że czasem łatwo nie było - teraz za nim bardzo tęsknię. Nie chcę tutaj syna oceniać, ale nie rozumiem... najzwyczajniej w świecie nie rozumiem. Dużo bym dała, żeby teraz do mnie zadzwonił... Ściskam serdecznie i życzę wiele sił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc zadzwonił - miałam oczywiście na myśli mojego tatę, :)

      Usuń
    2. Są ludzie, którzy najbliższych właściwie oceniają i doceniają dopiero wtedy, gdy już ich nie ma. Żeby zrozumieć, czym jest obcowanie z najbliższymi, w momencie, gdy jeszcze nam towarzyszą, trzeba samemu wiele przeżyć i mieć wysoką wrażliwość. Ukłony.

      Usuń
  18. Bardzo mi przykro z powodu tego co Cię spotkało. Jeszcze ta Skarbówka...

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję za komentarz i zapraszam do czytania nowszych postów. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń